Rosyjska Agencja Antydopingowa (RUSADA) argumentuje, że decyzję o utajnieniu podjęła w trosce o dobro zawodniczki, która jako 16-latka ma status osoby chronionej.

Walijewa była bohaterką największego skandalu tegorocznych zimowych igrzysk. Dzień po tym, jak pomogła Rosjanom zdobyć złoto w konkursie drużynowym, okazało się, że przy okazji testów wykonanych kilka tygodni wcześniej podczas mistrzostw kraju w jej próbce wykryto trimetazydynę. Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu w Lozannie (CAS) pozwolił jednak Walijewej na start indywidualny. Faworytka w rywalizacji solistek zajęła czwarte miejsce.

Czytaj więcej

Łyżwiarstwo figurowe. Królowa śniegu została na lodzie

Rosjanie uważają, że Walijewa mogła przyjąć zakazaną substancję nieświadomie, bo to lek na dusznicę, który stosował jej dziadek. Trimetazydyna to środek stosowany przy chorobie niedokrwiennej serca. – Wspomaga układ krążenia oraz przyspiesza regenerację. Jego działanie możemy porównać z popularnym niegdyś wśród sportowców ze Wschodu meldonium – wyjaśniał „Rz” szef Polskiej Agencji Antydopingowej (POLADA) Michał Rynkowski.

Najsłynniejszym zawodnikiem, który musiał odcierpieć trzymiesięczne zawieszenie za trimetazydynę, jest chiński pływak Sun Yang.

Bez nazwiska

RUSADA w oświadczeniu nie podała nawet nazwiska Walijewej, nazywając ją jedynie „łyżwiarką figurową, członkinią reprezentacji Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego”.

Walijewa miała w momencie przewinienia 15 lat i wątpliwe, aby zażyła zakazany środek z własnej woli

„Wszystkie procesy i procedury, w tym zarzuty oraz ostateczna decyzja, są poufne, w interesie sportowca, który jest osobą chronioną” – czytamy w oświadczeniu RUSADA. Agencja nie ogłosi więc nawet dat przesłuchań, choć jej szefowa Weronika Łoginowa sugerowała niedawno, że dojdzie do nich w październiku.

Decyzję w sprawie łyżwiarki podejmie ośmioosobowy panel dyscyplinarny kierowany przez doktora Władimira Zajcewa.

Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) potwierdza, że Rosjanie nie muszą ujawniać szczegółów postępowania, aczkolwiek – skoro sprawa jest już publiczna – będzie ich do tego zachęcać.

– Utrzymywanie faktów oraz decyzji w tajemnicy to kpina. Nic dziwnego, że sportowcy oraz opinia publiczna nie ufają światowemu systemowi antydopingowemu. Trudno będzie uwierzyć, że to, co stało się w Pekinie, nie jest kolejnym zwycięskim oszustem Rosjan – grzmi na łamach portalu insidethegames.biz szef Amerykańskiej Agencji Antydopingowej (USADA) Travis Tygart.

Śledztwo będzie istotne nie tylko dla samej zawodniczki, ale także dla jej otoczenia. Walijewa miała w momencie przewinienia 15 lat i wątpliwe, aby zażyła zakazany środek z własnej woli.

Przepisy ISU stanowią, że drużyny nie trzeba dyskwalifikować, jeśli naruszenie zasad antydopingowych przez jednego sportowca nie miało wpływu na wyniki zawodów

Jej trenerką jest Eteri Tutberidze, która słynie z doprowadzania swoich nastoletnich podopiecznych do medali oraz granic wytrzymałości. W lutym podczas przesłuchania przed CAS towarzyszył jej także lekarz Filipp Szwecki, który w latach 2007–2010 był zawieszony za aplikowanie nieautoryzowanych wlewów dożylnych wioślarzom, a kiedyś eksperymentował z podawaniem rosyjskim sportowcom Xenonu, którego zakazano w 2014 r. po reportażu niemieckiej telewizji ARD.

Decyzja panelu dyscyplinarnego nie zakończy sprawy Walijewej. Sama łyżwiarka, Międzynarodowa Unia Łyżwiarska (ISU), Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) i WADA wciąż będą mogły odwołać się do CAS-u.

Dziewiętnastu czeka

W Pekinie dekoracji po konkursie drużynowym nie było. Pozytywny wynik kontroli przeprowadzonej przed igrzyskami nie unieważnia bowiem automatycznie rezultatów, to wymaga postępowania dyscyplinarnego.

– 19 sportowców, którzy byli „czyści”, wciąż czeka na medale i do tej pory z szacunku zachowaliśmy ciszę. Ta sytuacja jest jednak niezwykle frustrująca – nie kryje w rozmowie z Associated Press Amerykanin Evan Bates, wicemistrz olimpijski, na razie bez medalu.

I może zostać z tym srebrem, a Rosjanie mogą zachować złoto, bo przepisy ISU stanowią, że drużyny nie trzeba dyskwalifikować, jeśli naruszenie zasad antydopingowych przez jednego sportowca nie miało wpływu na wyniki zawodów.

– Walijewa może zachować swój medal – potwierdza też na łamach „Wall Street Journal” specjalista od prawa sportowego Bill Bock. CAS w przeszłości pozwalał bowiem zawodnikom zachowywać wyniki, określając datę początku dyskwalifikacji na dzień wydania orzeczenia, a nie naruszenia przepisów. Zwłaszcza jeśli opóźnienie rozpatrzenia sprawy nie nastąpiło z winy sportowca.

Czytaj więcej

Nie taki piękny umysł

Walijewa kilka dni temu wzięła udział w Moskwie w Grand Prix Rosji. To wskazówka, że wyroku jeszcze nie ma lub że została uniewinniona.

Jej pojawienie się na lodzie nie zelektryzowało jednak kibiców. Organizatorzy obniżyli o połowę ceny biletów, ale nie zdołali wypełnić trybun. To był dla młodej łyżwiarki pierwszy oficjalny występ od czasu igrzysk. Co będzie dalej – nie wiadomo.