– Kiedy usłyszałam, że ma powstać film o nas, byłam zaskoczona. Ale zgodziłam się pomóc. Może pozwoli to zachować dobrą pamięć o moich córeczkach. To trochę tak, jakby nadal żyły – mówi łamiącym się głosem Czeczenka.
Scenariusz przygotowuje Amerykanin Josh Campbell. To osoba znana w branży filmowej. Wcześniej brał udział w tworzeniu scenariuszy między innymi „Opowieści z Narni” czy „Van Helsinga”.
Film o Kamisie ma wyprodukować TVN oraz Marianna Rowińska, właścicielka firmy producenckiej Ozumi Films.
– To trudny, wstrząsający materiał. Chcemy jednak, by został opowiedziany w przystępny dla widza sposób – mówi Rowińska. – Nie wiem, czy okaże się sukcesem kasowym. Na pewno jednak mamy do czynienia z historią wartą przekazania.
Szczegółów zdradzać nie chce. – Jest na to za wcześnie – twierdzi producentka.
Wiadomo, że scenariusz powinien być gotowy przed końcem roku. Prawdopodobnie dopiero wówczas rozpoczną się poszukiwania reżysera i casting na odtwórców ról. Zdjęcia będą kręcone między innymi w Wielkopolsce. Na ekranach kin film ma się pojawić jesienią lub zimą 2009 roku.
Tragedia Kamisy Dżamaldinow przed rokiem wstrząsnęła Polską. 36-letnia Czeczenka uciekała z ogarniętego wojną kraju na Zachód. Chciała się przedostać na Słowację, a stamtąd do Austrii. Towarzyszyła jej czwórka dzieci.
Ukraińscy przewodnicy zostawili grupę w Bieszczadach. Zapewniali, że kobieta sama trafi do najbliższej wioski. Kamisa jednak zgubiła drogę.
Błąkała się przez prawie trzy dni. W tym czasie z zimna i wycieńczenia umarły trzy jej córki. Miały sześć, dziesięć i 13 lat. Przeżył tylko trzyletni synek. Ostatecznie Czeczence pomogli polscy pogranicznicy.
Kamisa znalazła schronienie w Wielkopolsce. Przygarnęła ją Mirosława Majerowicz-Klaus, która prowadzi ośrodek terapeutyczny Emaus we wsi Stefanowice.
Wkrótce rękę podali jej także samorządowcy z pobliskiego Wolsztyna. Kamisa wraz z synkiem Emim i mężem Paszą wprowadziła się do mieszkania komunalnego.
– Jakoś ułożyliśmy sobie życie. Pasza pracuje, Emi poszedł do przedszkola, ja na razie siedzę w domu. Ale cały czas szukam pracy – opowiada Czeczenka. – Nadal jednak nie mogę zapomnieć o tym, co mnie spotkało – dodaje po chwili.
Mirosława Majerowicz-Klaus liczy, że może w tym pomóc właśnie film. – To rodzaj terapii, bardzo ważnej w przypadku stresu pourazowego. Kamisa ma poczucie, że jej historia jest dla wielu osób ważna, że ludzie chcą o niej pamiętać. A ewentualny zarobek? Nie liczyłabym na jakieś wielkie kwoty. Zresztą pieniądze naprawdę są tutaj drugorzędną kwestią – twierdzi Majerowicz-Klaus.
Terapeutka i sama Kamisa będą konsultantkami przy realizacji filmu. Campbell był już w Stefanowicach, gdzie wraz z konsultantkami pracował nad scenariuszem. Odwiedził też Wolsztyn. Spotkał się tam między innymi z burmistrzem.
– Na razie nie wiemy jeszcze, kiedy zjedzie do nas ekipa filmowa. Jesteśmy jednak gotowi udzielić jej wszelkiej możliwej pomocy – podkreśla Andrzej Rogoziński, burmistrz Wolsztyna. – Czy z tego, że o Wolsztynie usłyszy świat, odniesiemy jakieś korzyści? Nigdy nie myślałem o całym przedsięwzięciu w tych kategoriach. Po prostu jesteśmy otwarci na ludzi, którzy się nami interesują.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: l.zalesinski@rp.pl