Priebke po wojnie ukrywał się w Argentynie, gdzie pracował jako nauczyciel. W roku 1994 został odnaleziony przez dziennikarza ABC News, w rozmowie z którym przyznał się do udziału w masakrze z 1944 roku.

Jak tłumaczył stał się kozłem ofiarnym, ponieważ inni żołnierze nie zostali skazani w związku z tamtymi wydarzeniami. Ponadto Priebke przyznał się do zastrzelenia tylko dwóch osób oraz podkreślał, że wykonywał jedynie rozkazy.

Po wystąpieniu przez Włochy o ekstradycję zbrodniarza, został on przewieziony do Rzymu w roku 1995. Po długich bataliach sądowych, został skazany na dożywocie w 1998 roku, ale ze względu na zły stan zdrowia odbywał wyrok w areszcie domowym.

W Rzymie skazany odbywał karę w mieszkaniu swojego prawnika. Warunki jego aresztu domowego wzbudzały duże kontrowersje, ponieważ Priebke miał prawo do wychodzenia po zakupy, spacerów po parku oraz wychodzenia wieczorami do restauracji z przyjaciółmi.

O śmierci zbrodniarza poinformował dzisiaj włoskie media jego adwokat Paolo Giachini. - Godność z jaką znosił szykany względem swojej osoby, czynią go przykładem odwagi, konsekwencji i oddania - powiedział Giachini.

Jak komentuje Efraim Zuroff - dyrektor biura Centrum Szymona Wiesenthala w Jerozolimie, które właśnie rozpoczęło nową inicjatywę w celu poszukiwania nieskazanych dotąd zbrodniarzy wojennych - przypadek Priebkego pokazuję, że nigdy nie jest za późno, na zaprowadzenie sprawiedliwości.

- Śmierć Priebkego w wieku 100 lat powinna być mocnym przypomnieniem, że niektórzy z najgorszych sprawców zbrodni hitlerowskich dożywają spokojnej i szczęśliwej starości,a  wiek człowieka nie powinien uniemożliwić poniesienie przez nich konsekwencji za zbrodnie, które popełnili - powiedział Zuroff. Jak dodał Priebke był "klasycznym przykładem zatwardziałego zbrodniarza wojennego".