Ponad 73 proc. specjalistów szukających pracy, których zapytał portal Pracuj.pl, zadeklarowało, że jest w stanie przeprowadzić do innego miasta, gdyby tam czekała na nich praca. Chętni do wyjazdu są nie tylko mężczyźni, ale także kobiety, które do tej pory uważane były za mniej mobilne.
– Sytuacja w Polsce się normalizuje. Co prawda daleko nam do takiej mobilności, jaka jest na zachodzie Europy, ale rzeczywiście widać, że Polacy chętniej się z powodu pracy przeprowadzają – mówi Piotr Wielgomas z agencji rekrutacyjnej Bigram.
Młodzi bardziej mobilni
Z badań Pracuj.pl wynika, że najsilniejszą zachętą do zmiany miejsca zamieszkania jest wyższe wynagrodzenie. Aż 40 proc. ankietowanych odpowiedziało, że jest skłonnych przeprowadzić się z tego powodu.
– Gotowość do relokacji wśród kandydatów uzależniona jest od wielu czynników, przede wszystkim od ich sytuacji rodzinnej, posiadanych kwalifikacji oraz sytuacji na lokalnym rynku pracy – mówi Anna Piotrowska-Banasiak, Development Director z firmy Antal.
Z kolei znaczący awans byłby motywujący dla jednej piątej badanych kobiet oraz dla co trzeciego mężczyzny. Także jedna piąta kobiet zdecydowałaby się na relokację, gdyby uzyskała wsparcie od nowego pracodawcy – pomoc w znalezieniu mieszkania, szkoły, przedszkola. Co ciekawe, czynnik ten jest ważniejszy dla mężczyzn niż dla kobiet – ponieważ wśród panów ponad jedna czwarta zdecydowałaby się na zmianę miejsca zamieszkania, gdyby pracodawca pomógł w przeprowadzce.
– Najbardziej skłonni do relokacji są ludzie młodzi, stojący u progu kariery zawodowej, najczęściej bez rodzinnych zobowiązań, a także kadra zarządzająca wyższego szczebla – tłumaczy Piotrowska-Banasiak.
Potwierdzają to także raporty z rynku nieruchomości. Z najnowszego raportu opracowanego przez Lion's Bank wynika, że wśród najemców najwięcej jest osób między 40. a 59. rokiem życia. Stanowią oni 38 proc. tych, którzy wynajmują mieszkania. – Ostatni kryzys był trudny dla menedżerów. Wielu z nich straciło pracę i trudno jest im znaleźć kolejną. W tej sytuacji, jeśli pojawi się oferta pracy w innym mieście czy w nowej fabryce na prowincji, to z niej korzystają, bo często nie mają innego wyjścia – tłumaczy Wielgomas.
Dodaje także, że konieczność przeprowadzki, choć nikt się do tego oficjalnie nie przyzna, dotyczy zwłaszcza specjalistów starszych. Wiele firm woli, by w zarządzie byli ludzie młodsi, którzy mają więcej energii i są gotowi dłużej oraz ciężej pracować. Ci starsi są stopniowo odsuwani od najważniejszych zadań. Finał tego jest taki, że sami zaczynają szukać pracy w innym miejscu.
Wyrównujemy różnice
Jest jednak pewien problem – często gotowość do zmiany jest tylko na papierze. – Wiele osób traktuje ją jako ostateczność i finalnie nie decyduje się na ten krok – tłumaczy ekspertka Antala.
Dr hab. Maciej Duszczyk z Instytutu Polityki Społecznej UW, specjalista od migracji, tłumaczy, że problem migracji można podzielić na trzy poziomy: pierwszy to deklaracja, że nie wykluczam wyjazdu; drugi to rozpoczęcie działania i sprawdzanie, w jaki sposób mogę wyjechać, gdzie znaleźć pracę, mieszkanie, ustalenie, czy jestem w stanie się utrzymać, oraz szukanie znajomych, którzy już tam mieszkają. Trzeci poziom to faktyczna decyzja o wyjeździe.
– Podejrzewam, że badanie obejmuje osoby, które o relokacji myślą na poziomie pierwszym, a nie te, które są faktycznie spakowane i już wyjeżdżają – mówi Duszczyk.
Jego zdaniem zwiększanie się mobilności zarobkowej w Polsce to skutek migracji zagranicznych, ale też efekt zróżnicowania regionalnego w naszym kraju. Polska jako całość zbliża się do poziomu Unii Europejskiej, szybko wyrównujemy różnice z krajami starej Unii.
Jednak z drugiej strony mamy zwiększające się różnice wewnątrz naszego kraju. Dlatego osoby z mniejszych miejscowości przenoszą się do większych: Warszawy, Wrocławia, Poznania, Trójmiasta czy Szczecina.
– Poprawia się też komunikacja, która sprawia, że przemieszczanie się po kraju jest szybsze. Powstają autostrady, lepsze drogi i dziś dotarcie z Warszawy np. do Radomia, gdzie zostawiło się rodziców, nie zajmuje już tyle czasu co wcześniej, więc gdyby rodzice potrzebowali pomocy, można do nich dotrzeć szybciej – dodaje Duszczyk.