Od pierwszego spojrzenia wiadomo, że rodzina Suelli Braverman nie żyła na Wyspach od wieków. Rodzice minister spraw wewnętrznych przyjechali tu z Indii, Kenii i Mauritiusa. Można by więc oczekiwać, że ich córka, która zrobiła wielką karierę w Wielkiej Brytanii, będzie chciała, aby i inni mogli pójść tą drogą.
Ale tak nie jest. To właśnie Braverman pilotuje przedstawiony na początku marca w Izbie Gmin projekt jednej z najbardziej restrykcyjnych ustaw migracyjnych w świecie zachodnim, która łamie podstawowe regulacje prawa międzynarodowego. Jeśli wejdzie w życie, nielegalni imigranci, którzy dostali się do królestwa np. na pontonach z francuskiego wybrzeża, nie będą mieli prawa złożyć podania o azyl, otrzymają dożywotni zakaz przyjazdu do królestwa i będą deportowani do takich krajów jak Rwanda. Nawet Karol III ma wątpliwości, czy to jest zgodne z tradycją kraju, który zbudował największe imperium świata.