Do dwóch lat więzienia groziłoby za publicznie propagowanie działań dotyczących możliwości przerwania ciąży, nawoływanie do aborcji, a nawet informowanie o możliwości zabiegu w przypadkach innych niż wymienione w ustawie – to najważniejszy przepis z projektu ustawy, który jeszcze w tym roku trafi do Sejmu. Po dwóch latach od wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który niemal całkowicie zakazał przerywania ciąży, ruszyła zbiórka podpisów pod projektem jeszcze mocniej domykającym prawo aborcyjne.

Stoi za nim Fundacja Życie i Rodzina Kai Godek. O starcie obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej „Aborcja to zabójstwo” informowała już w marcu. Zbiórkę podpisów jednak przesunięto. Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita”, marszałek Sejmu Elżbieta Witek zatwierdziła powstanie komitetu 27 września. Od tego czasu ma on trzy miesiące na wniesienie projektu do parlamentu.

Czytaj więcej

Dwa lata po wyroku TK ws. aborcji. Pozytywnie decyzję ocenia 8,9 proc. Polaków

Uderzenie w aborcje domowe

Projekt przewiduje powiązane ze sobą zmiany w ustawie o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży oraz w kodeksie karnym. Oprócz wprowadzenia kar za publiczne propagowanie, nawoływanie i informowanie o aborcji zakazane ma stać się nakłanianie kobiety do przerwania ciąży. Ten ostatni czyn już teraz jest karany, jednak tylko w przypadku aborcji, dokonanej z naruszeniem przepisów ustawy.

Czemu mają służyć tak skonstruowane przepisy? – Projekt ma na celu likwidację systemowego pomocnictwa w aborcji – wyjaśnia „Rzeczpospolitej” Kaja Godek.

Chodzi o inicjatywy, które rozwinęły się po wyroku TK, jak Aborcja Bez Granic, w skład której wchodzi kilka polskich i zagranicznych organizacji. W piątek, w drugą rocznicę wyroku, poinformowała, że w ostatnim roku pomogła 44 tys. kobietom w dostępie do aborcji. To o 10 tys. więcej niż w pierwszym roku po wyroku. Inicjatywa pomaga w organizacji zabiegów w zagranicznych klinikach, jednak dominującą metodą jest instruowanie kobiet, chcących użyć środków farmakologicznych we własnych domach.

Czytaj więcej

Fuszara: Odebranie prawa do aborcji to odebranie kobietom człowieczeństwa

W efekcie aborcje domowe stały się najpopularniejszym sposobem przerywania ciąży, bo tych legalnych, w polskich szpitalach, w zasadzie nie ma. W 2021 roku przeprowadzono ich 107, z czego większości w styczniu, gdy nie obowiązywał jeszcze wyrok TK, uchylający możliwość aborcji z powodu wad i choroby płodu. To była najczęstsza przesłanka do legalnej aborcji, a odtąd zabiegi są możliwe tylko w zagrożeniu dla życia lub zdrowia kobiety, lub gdy ciąża jest skutkiem czynu zabronionego.

Projekt ma na celu likwidację systemowego pomocnictwa w aborcji.

Kaja Godek

Kaja Godek mówi, że ściganie organizacji pomagających w aborcjach jest trudne na gruncie obecnego prawa. – Np. po tym, gdy przedstawicielka Legalnej Aborcji w czerwcu z mównicy w Sejmie przedstawiła instruktaż, jak zrobić aborcję domowym sposobem, nasi wolontariusze złożyli zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, jednak prokuratura sprawę umorzyła. Chcemy prowadzić przepisy, które nie pozwolą na umarzanie takich spraw – wyjaśnia.

Jakie szanse w Sejmie

Nie będzie to pierwszy obywatelski projekt antyaborcyjny, który wpłynie do Sejmu po wyroku TK. Przed rokiem Sejm odrzucił projekt całkowicie zakazujący aborcji, który nawet z punktu widzenia PiS był zbyt radykalny.

Co innego projekt Godek. Prawdopodobnie część posłów prawicy będzie gotowa go poprzeć, bo wielu z nich drażni działanie organizacji pomagających w aborcjach. Np. w styczniu poseł PiS Bartosz Kownacki interweniował w Ministerstwie Sprawiedliwości w sprawie treści na stronie internetowej Aborcyjnego Dream Teamu.

Czy projekt Godek zostanie uchwalony? Na to pytanie Bartłomiej Wróblewski, jeden z posłów, mocno akcentujących swoje poglądy pro-life, odpowiada niejednoznacznie. – Projekt zwraca uwagę na problemy, jakim jest obchodzenie przepisów dotyczących ochrony życia. Jednak dałoby się je rozwiązać na gruncie obowiązującego prawa, gdyby było konsekwentnie stosowane – mówi

Posłanka Lewicy i działaczka pro-choice Wanda Nowicka uważa, że PiS może przyjąć projekt. – Jednak jestem przekonana, że organizacje pomagające kobietom się nie poddadzą, nawet gdyby groziło za to więzienie – mówi.