Słowa Aso oburzyły Japonki, które wyszły na ulice, by potępić szefa resortu finansów. Jego słowa zostały odebrane jako próba umniejszenia winy jego podwładnego (więcej o sprawie wiceministra Fukudy można przeczytać tutaj).
W świetle japońskiego prawa molestowanie seksualne jest przestępstwem - przypomina agencja Kyodo.
W ramach poniedziałkowego protestu demonstranci zgromadzili się przed Ministerstwem Finansów w Tokio z transparentami, na których widać było m.in. hasła "Nie będziemy tolerować molestowania seksualnego".
Podobne demonstracje miały miejsce w Kyoto i Sapporo.
Aso, po ujawnieniu przez magazyn "Shukan Shincho" nagrań, na których słychać jak minister pyta dziennikarkę czy może "dotknąć jej piersi" nie chciał zdymisjonować swojego podwładnego. Ostatecznie Fukuda podał się jednak do dymisji, ale nie przyznał się do winy.
Opozycja wzywa ministra finansów, by poszedł w ślady swojego podwładnego w ramach ponoszenia politycznej odpowiedzialności za zachowanie swojego wiceministra. Aso zapowiedział jednak, że pozostanie na stanowisku.
W przeszłości Aso był krytykowany za swoje wypowiedzi na temat Adolfa Hitlera i nazizmu. W sierpniu 2017 roku stwierdził, że "Hitler, który zamordował miliony osób, nie był dobry, chociaż jego motywy były słuszne". Po fali krytyki jaka na niego spadła wycofał się z tych słów.
Z kolei w 2013 roku żądano od niego dymisji za uwagę, że Japonia od nazistowskiej partii Hitlera mogłaby się uczyć, jak zmieniać konstytucję.