- Myślałam, że zawału dostanę, jak mi opiekun powiedział, że chyba syna zgubili, bo wysiadł ze szkolnego autobusu nie tam, gdzie powinien – opowiadała mama chłopca, ucznia z gminy Trzeszczany w rozmowie z lokalnym „Dziennikiem Wschodnim", który sprawę nagłośnił jako pierwszy.

Jej syn w czwartek wysiadł ze szkolnego autobusu w złym miejscu i nie miał jak wrócić do domu. Gdy babcia wyszła po chłopca o godz. 14.10 dziecka nie było na przystanku, a pojazd rozwożący uczniów nawet się tam nie zatrzymał.

Po kilku minutach mama dziecka pobiegła na przystanek. Tam zobaczyła opiekuna ze szkolnego autobusu, który przyjechał szukać chłopca. Wtedy kobieta dowiedziała się, że jej syn wysiadł kilka kilometrów dalej za właściwym przystankiem, w Majdanie Wielkim.

Czytaj więcej

Wstrząs w kopalni Bielszowice. Uratowano jednego górnika. Drugi wciąż poszukiwany

- Tylko w czwartki ma lekcje dłużej i wraca sam, bez siostry. Jest najmłodszy w tej grupie. Na dodatek jest cichym dzieckiem, pewnie nie mówił, że chce wysiąść. A w autobusie nie było opiekunki, która zna dzieci – opowiadała mama chłopca lokalnemu dziennikowi.

Rodzina zaalarmowała służby. W akcję poszukiwawczą zaangażowało się kilkadziesiąt osób: w tym policja, straż pożarna i straż graniczna. Mama 7-latka, z pracownikiem gminy pojechała do Majdanu szukać chłopca w okolicy.

On w tym czasie szedł polami i dotarł do sąsiedniej wsi. Tam poprosił o pomoc i został odwieziony do domu. Był w nim wcześniej, niż zdenerwowana mama, która ciągle szukała syna.

Czytaj więcej

Śmierć w trakcie zatrzymania. Tragedia w Skierniewicach

Teraz sprawę wyjaśnia policja oraz Urząd Gminy w Trzeszczanach, który jest organem prowadzącym szkoły, do której chodzi chłopiec.

Autopromocja
Specjalna oferta letnia

Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc

KUP TERAZ

- Gdy dowiedziałem się o sprawie natychmiast poprosiłem dyrektor Szkoły Podstawowej w Trzeszczanach o wyjaśnienie szczegółów, jako osobę odpowiedzialną i mającą dowozy uczniów w swoich kompetencjach. Na podstawie jej ustnych wyjaśnień twierdzę, że doszło do nieprawidłowości. Czekam na pisemne wyjaśnienia – przyznał Stanisław Czarnota, wójt gminy Trzeszczany w rozmowie z „Dziennikiem Wschodnim".

Dopiero gdy je otrzyma, zapowiada, że wyciągnie stosowne decyzje, aby takie historie nie powtarzały się w przyszłości.

Policjanci zapowiadają, że sprawdzą czy nie doszło w tym przypadku do zaniedbania ze strony osoby sprawującej opiekę nad dziećmi w szkolnym autobusie.

Czytaj więcej

Nożownik w galerii handlowej w Jeleniej Górze

Mama chłopca nie składała  oficjalnej skargi na całą sytuację. -Wszyscy mnie bardzo przepraszali, zapewniali, że nigdy więcej do czegoś takiego nie dojdzie. Syn był przestraszony, mówił, że poszedł mnie szukać. Najważniejsze, że nic mu się nie stało – powiedziała kobieta w rozmowie z lokalnym dziennikiem.