- Ten stan wyjątkowy to jest bardzo smutna sprawa, ale z drugiej strony to jest granica europejska - stwierdził wrocławski zakaźnik, gdy dziennikarka TVN24 zapytała go, dlaczego rząd nie decyduje się na obostrzenia, mimo rosnącej liczby zakażeń koronawirusem, a zdecydował o wprowadzeniu stanu wyjątkowego na obszarze przygranicznym. - To jest bardzo trudna dyskusja, ale ja jestem nastawiony propaństwowo. Myślę, że nie można wojować ze wszystkimi, bo w tej chwili nie mamy tylko konfliktu z Bałtykiem. To nie ulega najmniejszej kwestii, bo ciągle coś się dzieje dookoła nas - mówił lekarz, zwracając uwagę, że „polską granicę przekracza się nie przez bagna, polesia, (...) puszczę, tylko się przekracza na przejściu granicznym”. - Ci ludzie, którzy przekraczają, wcale nie chcą być w Polsce - okazuje się - dodał.

- Niech przejdą przejściem granicznym. Dlaczego idą przez bagna? No jest przejście graniczne, ja przekraczałem (granicę) np. w Terespolu i Włodawie, wielokrotnie i nie widzę w tym nic złego - mówił prof. Simon, oceniając, że „przekraczanie granicy europejskiej” poza przejściami jest przestępstwem.

Dolnośląski konsultant ds. chorób zakaźnych przyznał, że fakt, iż imigranci „topią się, dzieci umierają”, wywołuje „fatalne wrażenie, zresztą prowokowane przez stronę białoruską i to wszyscy wiemy”. - Bardzo trudny problem. Nie wiem, kto to jest w stanie rozwiązać. Chyba cała Europa musi rozwiązać. To samo się dzieje we Włoszech - zauważył.

- Dla mnie granicę się przekracza w punkcie granicznym, tam gdzie jest przejście, a nie przez błoto i przez bagna itd. - powtórzył lekarz. - Natomiast absolutnie z przerażeniem patrzę, jak się dzieci topią czy giną; to trzeba pomóc. Myślę, że błąd podstawowy jest taki: tam powinno być masę dziennikarzy i uświadomić tym ze Wschodu, co oni wyprawiają i tu wpychają tych ludzi - stwierdził prof. Simon, zgadzając się z Moniką Olejnik, że zakaz wjazdu dziennikarzy do strefy objętej stanem wyjątkowym to „fatalny, medialny błąd”.

- Bo dziennikarze by pokazali, jak to jest: że naszą granicę przekraczają nieuprawnieni (do tego) ludzie, w miejscach nieuprawnionych. A jak my udzielimy pomocy po stronie białoruskiej, to niestety Białorusini, którzy praktycznie wszyscy mówią po polsku, będą strzelać i dwa bliskie narody zaraz się skonfliktują. No katastrofa. To jest świadomie zrobione, z mojego punktu widzenia - podsumował prof. Krzysztof Simon.