Ppłk Zbigniew J., wicedyrektor Departamentu Wychowania i Promocji Obronności MON, został zatrzymany w połowie października. Pod lupą Służby Kontrwywiadu Wojskowego znajdował się ponad rok.
Jak wojskowe specsłużby trafiły na jego trop? – Pod stałą obserwacją był pracownik ambasady Rosji podejrzewany o to, że nie jest dyplomatą, tylko oficerem wywiadu wojskowego GRU. Sprawdzane były skrupulatnie jego kontakty. A jednym z kontaktów okazał się Zbigniew J. – opowiada nasz rozmówca z MON.
Komisja do spraw pochówków
Według naszych informacji J. poznał pracowników ambasady Federacji Rosyjskiej – z których część to oficerowie GRU – podczas organizowanych przez siebie uroczystości na cmentarzach żołnierzy Armii Czerwonej w całej Polsce.
Specjalna komórka zajmująca się upamiętnianiem miejsc pochówku czerwonoarmistów działa przy konsulacie Rosji w Krakowie.
Zbigniew J. miał kłopoty osobiste, nie układało mu się w domu. Czy to była jedna z przesłanek werbunku? Na razie prowadząca śledztwo prokuratura wojskowa nie zna odpowiedzi na to pytanie.
Na podsłuchu
– Za informacje brał od Rosjan pieniądze. Ale to były niewielkie kwoty, maksymalnie po kilkaset dolarów – mówi nasz rozmówca z kierownictwa MON.
Służba Kontrwywiadu Wojskowego założyła na telefonach podpułkownika podsłuchy, a więc – według naszych informacji – materiał dowodowy jest w tej sprawie jednoznaczny. Wojskowy sąd okręgowy aresztował wojskowego na trzy miesiące. Grozi mu od trzech do 15 lat więzienia.
Stan morale w armii
Co oficer pracujący w departamencie odpowiedzialnym za wojskowe imprezy, konkursy kulturalne i capstrzyki mógł mieć ciekawego dla Rosjan? Wbrew pozorom – dużo. Departament Wychowania i Promocji Obronności to bowiem nazwa bardzo myląca. Do tej komórki trafiały m.in. tak kluczowe informacje, jak raporty o nastrojach wśród żołnierzy.
Co to takiego? To przeprowadzane przez dowódców w całej Polsce wywiady z żołnierzami na temat tego, co im się w armii podoba, a co nie.
– To głównie reakcje żołnierzy na decyzje finansowe i socjalne, które ich dotyczą. Ale to cenne źródło informacji pokazujące, jak armia reaguje na działania polityków – twierdzi nasz rozmówca, były doradca w MON.
„Każdy dowódca (szef, komendant) jednostki wojskowej, nie rzadziej niż raz na kwartał, dokonuje analizy i oceny nastrojów społecznych podległego personelu, którą przesyła wyższemu przełożonemu w formie meldunku. W komórce wewnętrznej Departamentu Wychowania i Promocji Obronności w oparciu o przesłane materiały opracowywana jest kwartalna informacja o nastrojach społecznych w Siłach Zbrojnych RP" – przyznaje resort obrony w piśmie do „Rz".
Raporty do MON
Informacja ta jest na tyle istotna, że trafia do najważniejszych polityków i urzędników odpowiedzialnych za wojsko, w tym do szefostwa MON oraz prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
– Poza tym Zbigniew J. jak każdy wysokiej rangi oficer pracujący w centrali MON miał nieograniczony dostęp do wewnętrznej sieci MON zawierającej informacje niejawne. Teoretycznie każde logowanie do intranetu MON jest zapisywane i można sprawdzić, kto i jakie zdobywał informacje. Ale w praktyce nikt tego nie robi – przyznaje nasz rozmówca zaangażowany w śledztwo.
Do DWiPO – jak powszechnie w armii nazywany jest ten departament – trafiały także informacje dotyczące postępowań dyscyplinarnych w armii. To łakomy kąsek dla obcych wywiadów, bo karani wojskowi mogą być skłonni do współpracy.
Jeden z posłów sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych dodaje w rozmowie z „Rzeczpospolitą", że Zbigniew J. miał także inne możliwości wskazywania oficerów do werbunku.
– To on decydował o tym, który dowódca dostanie pieniądze na imprezy. Jeździł po Polsce i pił z oficerami. Miał szerokie kontakty towarzyskie w armii. Poznał wielu dowódców i ich problemy.
Nasz rozmówca z MON mówi: – Rzeczywiście, miał możliwości typowania oficerów do werbunku. Ale na razie nie ma dowodów na to, że Rosjanie wykorzystywali takie informacje.
Według informacji „Rzeczpospolitej" rosyjski dyplomata z GRU, który był oficerem prowadzącym Zbigniewa J., został już po cichu wydalony z Polski.