Groźby zwolnień, odebrania ustawowych dodatków czy zmniejszenia liczby dyżurów to, zdaniem szefów niektórych szpitali, skuteczny sposób na oszczędności w erze pandemii. Może się jednak okazać, że po powrocie do normalności nie będą mieli pracowników, Stracą, jak zwykle, pacjenci.

Groźba bez podstaw

– Na razie nasze pensje się nie zmniejszyły, ale oddziałowa regularnie straszy, że przez straty wywołane koronawirusem dyrekcja pozabiera nam dodatki. Musi sobie jakoś odbić czas, w którym nie było operacji planowych – mówi Maria, pielęgniarka z jednego ze szpitali w Warszawie. Przyznaje, że boi się utraty pracy, dlatego już dziś rozgląda się za następną.

Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, potwierdza, że takie groźby wybrzmiewają w wielu lecznicach. – Jest to dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Po pierwsze dlatego, że nie można nikomu zabrać dodatków za wysługę lat, pracę w nocy, niedzielę i święta, bo wynikają one z ustawy o działalności leczniczej, a po drugie dlatego, że podczas spotkania trójstronnego zespołu ds. ochrony zdrowia prezes NFZ Adam Niedzielski zapowiedział, że wykonanie kontraktu na 2020 r. zostanie przedłużone. Tymczasem wszyscy dostają 1/12 kontraktu. Podmioty lecznicze więc nie tracą i nie mają powodów do szukania oszczędności – mówi.

Czytaj także: Za wcześnie na wygaszanie szpitali jednoimiennych

Na próby pomniejszania wynagrodzenia skarżą się także lekarze. Do Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL) docierają sygnały o obniżce kontraktów o jedną trzecią czy nierozpisywaniu lekarzy na dyżury (zastępują ich na nich medycy z mniejszym doświadczeniem, a więc i pensją). Duża placówka w centralnej Polsce już z końcem marca obniżyła wynagrodzenie zabiegowcom o 30 proc. A ponieważ przyjmowała tylko chorych z koronawirusem, a medycy nie mogli pracować w innych miejscach – kilkunastu z nich zwolniło się z pracy.

Ucierpią chorzy

Podobne obniżki szpitale wymuszają także na całych podmiotach, w których mają zakontraktowane świadczenia. Jeden z dużych szpitali na Mazowszu chciał drastycznej obniżki kontraktu ze spółdzielnią radiologów, do której przesyłał wyniki badań diagnostyki obrazowej. Ponieważ podczas lockdownu badań było mniej, szpital nie chciał płacić lekarzom za gotowość, lecz za opis konkretnego zdjęcia. Umowa została rozwiązana, a negocjacje nowej mogą nie być łatwe. Lekarze będą bowiem chcieli się zabezpieczyć przed takimi sytuacjami, odpowiednio podnosząc stawki. A szpitale zaproponują im niższe wynagrodzenie w obawie, że lockdown się powtórzy.

Autopromocja
Historia Uważam Rze

Teraz z darmową dostawą i e‑wydaniem gratis!

ZAMÓW

– Na takich działaniach najbardziej stracą pacjenci, których niedługo nie będzie miał kto leczyć – zauważa Krystyna Ptok.

Opinia dla „Rzeczpospolitej"

Aleksandra Powierża, radca prawny, wspólnik w Kancelarii Adwokacko–Radcowskiej Podsiadły–Gęsikowska, Powierża

Z moich doświadczeń prawnika reprezentującego pracowników ochrony zdrowia wynika, że kierownicy placówek medycznych tną koszty jak tylko mogą, najczęściej kosztem pracowników – obniżają pensje, odbierają należne dodatki, a osobom zatrudnionym na podstawie umowy cywilnoprawnej proponują niekorzystne zmiany w kontrakcie. Na porządku dziennym są również groźby dotyczące zwolnienia z pracy czy nieprzedłużenia umowy w sytuacji braku zgody pracownika na działania niezgodne z prawem. Takie groźby nie tylko nie mają podstaw prawnych, ale są działaniem przeciwko prawom pracowniczym. Nie można zabrać pracownikowi dodatku wynikającego z przepisów tylko dlatego, że nie zgadza się na niezgodne z prawem działania pracodawcy.