W niedzielę odbędą się wybory do ośmiu rad osiedli na Pradze-Południe. To jedne z najprężniej działających w stolicy samorządów mieszkańców – 15- lub 21-osobowe grupy lokalnych aktywistów, wybieranych w bezpośrednich wyborach na czteroletnią kadencję.
[srodtytul]Rzecznik spraw drobnych[/srodtytul]
Mało kto wie, że w Warszawie takich rad osiedli jest aż 76.
Na prawym brzegu działają w każdej dzielnicy oprócz Wesołej. Na lewym – są w Śródmieściu, na Mokotowie, Ursynowie i Bielanach. A na Białołęce funkcjonują nawet trzy niewielkie rady sołectw.
Czym się zajmują takie rady?
Tak naprawdę wszystkimi prozaicznymi problemami, dotyczącymi swojego terenu, i zgłaszaniem tych problemów urzędnikom.
– Rada osiedla jest trochę takim rzecznikiem mieszkańców do spraw drobnych, którymi nikt inny nie chce się zająć – opowiada Maciej Pawłowski z samorządu Grochów-Kinowa, który napisał pracę magisterską na temat takich rad. – Zgłaszamy naszym radnym na przykład interwencje dotyczące dziur w jezdniach czy chodnikach, potrzebę postawienia latarni, ekranów akustycznych czy wymalowania pasów dla pieszych. Wywalczyliśmy np. remont boiska.
To z inicjatywy osiedlowej rady i Pawłowskiego jeden z placyków na Pradze nosi zabawną nazwę Skwerek Berek.
Samorząd Saskiej Kępy np. współpracuje z Wydziałem Ochrony Środowiska w urzędzie dzielnicy i bardzo wnikliwie przygląda się każdemu wnioskowi o wycięcie drzew.
– Tak się składa, że rady osiedli najprężniej rozwijają się i działają w prawobrzeżnej Warszawie – mówi Magdalena Czerwosz, radna miasta (PO) i jednocześnie przewodnicząca samorządu Saskiej Kępy. – I tylko w nich odbywają się wybory z prawdziwego zdarzenia, bo kandydatów jest więcej niż miejsc – dodaje.
W wyborach do rad osiedli nie gra roli przynależność polityczna. Nie ma list partyjnych. To wybory bezpośrednie.
Każdy, kto jest znany w swoim bloku i chciałby pracować społecznie, może więc zgłosić swoją kandydaturę, popartą 15 podpisami, i wystartować w wyborach. A ci, którzy zgłoszą się w trakcie kadencji, również mogą uczestniczyć w obradach i nabierać doświadczenia.
[srodtytul]Droga do kariery[/srodtytul]
– Takie rady osiedli to dla osób, które chcą działać w miejskiej polityce, dobry poligon doświadczalny – zwraca uwagę Maciej Pawłowski.
Wiele osób z praskiego urzędu swoje kariery zaczynało właśnie w radach osiedli.
[wyimek]Rady osiedli to świetna szkoła mechanizmów, jakie rządzą samorządem - Adam Grzegrzółka, wiceburmistrz Pragi-Płd.[/wyimek]
Działał w nich m.in. były burmistrz Pragi-Południe Tomasz Koziński (PiS) i obecny – Tomasz Kucharski (PO).
Zaczynali tam też wiceburmistrz dzielnicy Adam Grzegrzółka i przewodniczący rady Marcin Kluś (obaj z PO) czy radny miasta Adam Kwiatkowski (PiS).
Różnica między radnym miasta czy dzielnicy a radnym osiedla polega na tym, że za pracę tego ostatniego nikt nie płaci. Radni samorządu mieszkańców nie dostają diet.
– A na pracę całkowicie społeczną nie wszyscy mają czas, więc w niektórych dzielnicach, gdzie rady osiedli nie mają tak długich tradycji jak na Pradze, czasami brakuje chętnych – przyznaje Maciej Pawłowski.
– To świetna szkoła dla przyszłego polityka i szansa na poznanie mechanizmów, jakie rządzą samorządem. Nauka reprezentowania interesów lokalnej społeczności – ocenia wiceburmistrz Adam Grzegrzółka.
Każda z rad osiedli produkuje średnio rocznie ok. 100 pism do swojego urzędu dzielnicy z prośbą o interwencję czy wyjaśnienie jakiegoś problemu.
Nie zawsze urzędnicy odpisują. Bywa, że pisma miesiącami krążą między dzielnicą a ratuszem, bo sprawa dla władz jest niewygodna. W nowych statutach dzielnic rady osiedli dostały pomocne narzędzie. Jest tam zapis, że tak jak pełnoprawni radni mogą oni zgłosić na sesji rady dzielnicy interpelację, na którą urzędnicy są zobowiązani odpowiedzieć w ciągu 14 dni.
[ramka] [b][link=http://www.zw.com.pl/temat/1.html]Czytaj więcej w Życiu Warszawy[/link][/b][/ramka]