W środowisku sędziowskim gruchnęła wiadomość: Ministerstwo Sprawiedliwości liczy, ile tak naprawdę sędziowie pracują. Resort zaprzecza. Ale coś jest na rzeczy.
Czytaj także: Przewlekłość postępowania - kilka uwag z sędziowskiej praktyki
– Nie jest obecnie prowadzony projekt mający na celu wdrożenie elektronicznego ewidencjonowania czasu pracy sędziów, w tym z wykorzystaniem technologii blockchain – twierdzi Łukasz Piebiak, wiceminister sprawiedliwości.
Przyznaje jednak, że przygotowuje się opracowanie założeń narzędzia informatycznego pozwalającego na dokonywanie porównywania czasochłonności poszczególnych zadań spoczywających na sędziach – w ramach wypełniania obowiązków służbowych. I podaje przykłady: określanie czasu pracy związanego z przygotowaniem sędziego do rozpoznania sprawy czy też przygotowaniem orzeczeń i zarządzeń oraz ich uzasadnień.
– W założeniu działanie takiego systemu nie byłoby stricte nakierowane na monitorowanie czasu pracy konkretnych sędziów, lecz na umożliwienie porównania czasochłonności spraw różnego rodzaju oraz poszczególnych czynności – wyjaśnia Ministerstwo Sprawiedliwości.
Drugim z celów takiego projektu byłoby przyszłościowe sprzężenie omawianego systemu z wprowadzonym 1 stycznia 2018 r. Systemem Losowego Przydziału Spraw. Wszystko po to, by zmniejszyć liczbę kategorii spraw i wprowadzić wagę spraw do algorytmu obliczającego obciążenie sędziów. Uruchomienie i sprawne działanie takiego narzędzia informatycznego wymaga jednak w pierwszej kolejności integracji i wprowadzenia jednolitego systemu biurowości w postaci elektronicznej w całym sądownictwie powszechnym.
Na podstawie danych przygotowywane są raporty, zestawienia tabelaryczne, analizy i opisy statystyczne przedstawiane kierownictwu resortu oraz pozostałym jednostkom organizacyjnym Ministerstwa Sprawiedliwości.