„Rzeczpospolita”: Sędzia Anna Korwin-Piotrowska powiedziała w TVN24, że weszła do Trybunału Konstytucyjnego od strony Kancelarii Premiera. Zgodę na to miał wyrazić minister Jan Grabiec. O czym to świadczy?
Bartosz Pilitowski, Fundacja Court Watch Polska: Na pewno o tym, że nie działała samodzielnie. Skoro wybrała tak niestandardową drogę, to znaczy, że potrzebowała pomocy. Oczywiście zwolennicy jej działań będą je uzasadniać koniecznością podjęcia jakichś kroków w obliczu braku organizacji ślubowania przez Karola Nawrockiego, ale faktem pozostaje, że pani sędzia wymusiła korzystanie z infrastruktury TK po to, żeby – jak rozumiem – wewnątrz budynku jej zarządzenia nabrały większej wiarygodności.
Udało się?
Nie sądzę. Działania podjęte przez prezes Stowarzyszenia Sędziów Themis nie znalazły zrozumienia nie tylko w oczach opinii publicznej, ale także większości prawniczych komentatorów. Nawet tych, którzy dotychczas kibicowali sędziom niezaproszonym na ślubowanie do Pałacu Prezydenckiego. Podjęte przez nich wspólnie działania, z nocną przepychanką z prezydentem i SOP-owcami włącznie, uderzają w ich wiarygodność jako niezależnych sędziów.
Czytaj więcej
Jeżeli Bogdan Święczkowski, sprawujący funkcję sędziego Trybunału Konstytucyjnego i prezesa, wypowiada absurdalne tezy, to w oczywisty sposób zagra...
Nie mam wątpliwości co do tego, że przynajmniej część z osób, które wybrano w ostatnim czasie, koordynuje swoje działania z władzą wykonawczą, z KPRM-em i ministrem sprawiedliwości na czele. Złożenie wniosków o uchylenie immunitetów prezesa i wiceprezesa TK zostało w oczywisty sposób zsynchronizowane.
To coś nowego w polskiej rzeczywistości?
Nie. Mieliśmy już wiele przypadków, kiedy TK współpracował czy konsultował różne sprawy z politykami. Kultura pracy tej instytucji kształtuje się na bieżąco. Niektórzy prezesi w większym stopniu stronili od towarzystwa czynnych polityków, inni – w mniejszym. Słynne pozostają oczywiście spotkania prezes Julii Przyłębskiej z Jarosławem Kaczyńskim czy konsultacje przy powstawaniu ustawy o Trybunale Konstytucyjnym z udziałem prezesa Andrzeja Rzeplińskiego. Politycy prawicy do dziś przypominają zdjęcie przejścia do sal sejmowych sędziów TK i przedstawicieli ówczesnej koalicji. Myślę, że ten trend zaczął się w okolicach lat 2014 i 2015.
Bartosz Pilitowski: Trudno zaakceptować interpretację, w myśl której sędzia najstarszy stażem może w każdej chwili zawiesić prezesa
Mam poczucie, że parę lat temu przeszliśmy do porządku dziennego nad tym, że sędziowie zostali publicystami i zaczęli wypowiadać się w mediach. Czy dziś wchodzimy na kolejny szczebel i sędziowie wchodzą w role polityków?
Sędziowie zawsze byli, są i będą politykami w tym sensie, że mają wpływ na politykę państwa. Nie mogą natomiast – w Polsce, bo za oceanem jest to dopuszczalne – uczestniczyć w partyjnym wymiarze polityki. Gdy dzieje się inaczej, do gry wchodzą takie kryteria, jak lojalność czy zobowiązania wobec członków ugrupowania czy jego kierownictwa. Niestety to, co widzimy w ostatnim czasie, łamie tę zasadę. Działania pani sędzi Korwin-Piotrowskiej nie są oparte na prawie stanowionym.
Jak w takim razie je nazwać?
To przykład aktywizmu sędziowskiego. Pani sędzia użyła swojej władzy, żeby zastosować normy, które wprost z prawa stanowionego nie wynikają, po to, by osiągnąć cel polityczny. Nie oznacza to od razu, że chodzi o cel partyjny, ale z pewnością jej kreatywne działania konkurują z prawem stanowionym. Nawet gdyby sędzia Korwin-Piotrowska była urzędującym sędzią TK – a z powodu braku ślubowania nim nie jest – to trudno byłoby zaakceptować interpretację, w myśl której sędzia najstarszy stażem może w każdej chwili zawiesić prezesa i w zasadzie zastąpić go w pełnieniu obowiązków. Konsekwencje takiego rozumowania są niebezpieczne.
Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego
Co społeczeństwo ma sobie myśleć, gdy widzi takie obrazki jak w ostatnich dniach?
Nie jest to pierwszy raz, kiedy Trybunał Konstytucyjny znalazł się w oku cyklonu. Sądzę, że opinia publiczna zdaje sobie sprawę, że Trybunał to instytucja bardzo ważna dla polityków. Ludzie wiedzą, że to właśnie TK ma stawiać innym władzom granice. Politycy też to wiedzą, o czym świadczą i dzisiejsze obrazki, i polityka PiS-u w latach 2015-2023, i wybór sędziów „na zapas” przez PO w 2015 r. Obie strony – z prezydentem włącznie – chciały i chcą w imię własnego politycznego interesu zachować kontrolę nad sądem konstytucyjnym, co jest dla opinii publicznej gorszące.
Czytaj więcej
Jak politycy chcą przekonać Polaków, że bezpieczeństwo kraju jest ważne, skoro w takiej sytuacji geopolitycznej urządzają zadymę pod Trybunałem Kon...
Co konkretnie jest gorszące?
To, że politycy sięgają po tanie sztuczki i cynicznie grają prawem. W tej chwili toczy się gra o społeczną legitymizację tych działań, a wobec tego prawo musi być traktowane instrumentalnie. Szuka się za jego pomocą uzasadnień, a nie rozstrzygnięć. Ta druga funkcja jest zresztą ze szczególną gorliwością wygaszana od przełomu lat 2023 i 2024.
Skąd taka cezura?
Zaczęto nas stawiać przed faktem dokonanym. Minister sprawiedliwości bardzo kreatywnie interpretował przepisy, dostosowując je do potrzeby danej chwili. Zarówno Adam Bodnar, jak i Waldemar Żurek – czyli osoby, które wchodziły do polityki, mając na sztandarach przywracanie praworządności – wydawali decyzje sprzeczne z prawem stanowionym. Przykładowo, odwoływanie prezesów sądów bez zgody Krajowej Rady Sądownictwa to już nawet nie falandyzowanie prawa, co działo się za Zbigniewa Ziobry, tylko jego łamanie. To, co obserwujemy dziś, czyli wykorzystywanie luźno zebranych przepisów przez panią sędzię Korwin-Piotrowską, jest kolejną odsłoną tego procesu. W galopującym tempie doświadczamy psucia prawa.
Bartosz Pilitowski: Trwa erozja prawa. Obywatele nie mogą się na nią godzić
Czy w konsekwencji opinia publiczna traci zaufanie do prawa?
Aż tak źle nie jest. Ponad 80 proc. Polaków, czyli zdecydowana większość, mówi, że polskie prawo jest godne przestrzegania. Myślę, że opinia publiczna przeżywa pewien szok. Ludzie myślą sobie, dlaczego my, obywatele, mamy szanować prawo, a osoby, które stoją na straży rządów prawa – nie. Procesy erozyjne, które niewątpliwie obserwujemy, należy zatrzymać.
Czytaj więcej
Zaczęło się w 2015 r.. Od tamtej pory sytuacja wokół Trybunału Konstytucyjnego się tak skomplikowała, że nawet wnikliwym obserwatorom trudno rozwik...
Da się jeszcze?
Tak. Oczekiwałbym, żeby klasa polityczna zawarła nową umowę społeczną. Nie chodzi o to, żeby ktoś się bił w pierś, bo w to nie wierzę. Ale skoro politycy poszli tak daleko, jak widzimy, to powinni teraz zrobić krok wstecz i dogadać się na minimalnym poziomie. W ostatnich latach funkcjonowała umowa polegająca na przyzwoleniu na łamanie zasad, czego skutki właśnie obserwujemy.
Politycy cofną się bez presji obywateli?
Na pewno opinia publiczna musi sobie zdawać sprawę z tego, że chaos w wymiarze sprawiedliwości wpływa też na ich życie – sprawa tzw. neosędziów decyduje o ważności lub nie wyroków sądów powszechnych. Jako społeczeństwo powinniśmy wyrazić silny sprzeciw wobec polityków, którzy nie są posłuszni prawu. Takich ludzi powinna spotkać kara ze strony obywateli. Nie chodzi nawet o Trybunał Stanu czy więzienie, ale o spadek poparcia. Dobrze byłoby, gdyby obywatele przy urnie pokazywali, że nie akceptują psucia prawa.