Co pan sądzi o piątkowych wydarzeniach w Trybunale Konstytucyjnym?
To, czego byliśmy świadkami, to rzecz bezprecedensowa i budząca zdumienie. Niezależnie od tego, jakie cele i intencje przyświecały nowym sędziom, wygląda to po prostu dramatycznie. Myślę, że przeciętny odbiorca bardziej uznaje za wiarygodną narrację o tym, że Trybunał przejęto siłą. Obecność sił porządkowych policji, przepychanie, otwieranie bramy – to wszystko w postronnym obserwatorze wytwarza wrażenie, że doszło do siłowego przejęcia tej instytucji. Niełatwo będzie rządzącym walczyć z tą narracją i przekonać społeczeństwo, że mieli inne intencje, zamiary i cel.
Czytaj więcej
Bogdan Święczkowski został odsunięty od kierowania Trybunałem Konstytucyjnym przez sędzię Annę Korwin-Piotrowską, której ani Święczkowski, ani Karo...
A jak pan ocenia dopuszczalność wydania przez sędzię Annę Korwin-Piotrowską, niedopuszczoną przez prezesa TK do orzekania, zarządzenia o przerwie w czynnościach prezesa i wiceprezesa TK?
To zarządzenie wydaje się mieć wątpliwe podstawy. Podstawa prawna z art. 130 Prawa o ustroju sądów powszechnych nie przewiduje kompetencji dla sędziego najstarszego stażem, lecz dla prezesa sądu. Przyjęto argumentację, że skoro sprawa dotyczy prezesa i wiceprezesa sądu, to trzeba sięgnąć po inne rozwiązanie, czyli po przepis dotyczący sędziego najstarszego stażem, który kieruje TK w sytuacji, gdy ani prezes, ani wiceprezes nie mogą sprawować swoich funkcji. Ale to wszystko jest wątpliwe w świetle art. 7 konstytucji, tj. zasady, że uprawnień i kompetencji się nie domniemywa, lecz muszą one wprost wynikać z przepisów.
Abstrahując od kwestii ściśle politycznych, czyli m.in. udziału i zachowania prezydenta czy innych polityków, i skupiając się na samej sytuacji Trybunału, na końcu trzeba sobie zadać fundamentalne pytanie: co dalej?
Wszyscy je sobie zadajemy.
Sędzia Anna Korwin-Piotrowska zwołała Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK na 3 listopada. Co będzie, jeśli pojawi się na nim prezes Bogdan Święczkowski? Znowu będą przepychanki? A jak – przy zarządzeniu przerwy w czynnościach dwóch sędziów i niepewności co do postawy tzw. starych sędziów – uzbierać niezbędne kworum liczące przynajmniej 10 osób? Pogrzebano szansę na dogadanie się. Jednocześnie zaorano TK w świadomości społecznej.
Czytaj więcej
Delegacja Nawrockiego do Senegalu, czas Wszystkich Świętych i przygotowanie oddziałów prewencji. Ujawniamy kulisy tajnych przygotowań do przejęcia...
Kilkanaście dni temu prof. Ewa Łętowska, sędzia TK w stanie spoczynku, mówiła, że autorytet sądu nie zależy od tego, czy obsadzi się go takimi, czy innymi sędziami, lecz wynika z jego odbioru przez społeczeństwo. Oczywiście poszczególne orzeczenia mogą być dyskutowane, ale co do zasady powinny być respektowane i uznawane za ostateczne. Bez tego wyroki TK będą trafiać w próżnię.
Wyobraźmy sobie, że – w co nie bardzo wierzę – uda się zwołać Zgromadzenie Ogólne, wybrać nowe władze i TK zacznie jakoś funkcjonować. Przecież połowa społeczeństwa, ta, która sympatyzuje z opozycją, taki Trybunał wyśmieje. A druga połowa też nie bardzo będzie wiedziała, jak do tego podejść, ponieważ Trybunał jest skażony i przeszłością, i tym, co się dzieje i będzie działo przez następnych kilkanaście dni.
Z czego to wynika?
Obecny system wyboru sędziów do TK rodzi pokusę – dla każdej siły politycznej – by obsadzić go takimi sędziami, którzy jeśli nie będą wspierać ich zamiarów prawodawczych, to przynajmniej nie będą ich swoim orzecznictwem niweczyć. Oczywiście twórcy konstytucji zakładali, że Sejm przy obsadzaniu Trybunału będzie się kierował szczytnymi ideami konstytucjonalizmu, trójpodziału władzy itd., a nie partykularnym interesem, i przez lata lepiej lub gorzej się tak udawało. Jednak ten mechanizm ujawnił swoje słabości, gdy poseł Robert Kropiwnicki zgłosił poprawkę, która umożliwiła Sejmowi VII kadencji wybranie dwóch nadmiarowych sędziów. Dał tym samym pretekst PiS, który, ośmielony tamtym działaniem, zniszczył niezależny TK, dziś już właściwie zrównany z ziemią.
Konstrukcja TK była zbudowana na glinianych nogach?
Taki sposób wyboru sędziów TK – czyli przez Sejm, zwykłą większością, a więc de facto przez partię, która wygrała wybory – daje każdej władzy absolutny pretekst, by przeciągać Trybunał na swoją stronę lub umieszczać w nim ludzi powiązanych z władzą.
Wiem, że umieszczanie polityków w TK nie było domeną ostatnich 11 lat i w przeszłości takie przypadki również się zdarzały, lecz przynajmniej były to osoby, które po objęciu urzędu sędziego potrafiły się jakoś od tych związków odciąć.
Czytaj więcej
Politycy koalicji rządzącej wiedzą, że zarządzenie sędzi Korwin-Piotrowskiej jest prawnie wątpliwe. Politycy opozycji wiedzą z kolei, że prawnie wą...
Czyli to, że Trybunał pełnił przez lata, lepiej lub gorzej, rolę niezależnego arbitra, nie wynikało z obowiązujących zasad wyboru sędziów, ale raczej udawało się to pomimo tych niesprzyjających trójpodziałowi władzy zasad?
Niestety tak. Zawdzięczamy to tylko tym sędziom, którzy nie dawali pretekstu, by posądzać ich o jakieś polityczne sympatie, a już szczególnie o kierowanie się nimi przy orzekaniu. Ale prawo trzeba pisać nie dla nieskazitelnych ludzi, lecz dla złych, którzy być może zechcieliby wykorzystywać je do swoich politycznych interesów. Teraz tę słabość widać jak na dłoni.
Nie rozumiem, dlaczego z takim uporem forsowano kandydaturę Macieja Berka. Pomijam już wątpliwości co do spełniania wymogów formalnych, to jest wymaganego 10-letniego doświadczenia. Ważniejsze jest to, że to przesiadka wprost z rządowych ław za sędziowski stół. Jak można bronić takiej kandydatury, jeśli samemu wymyśliło się ustawę, w której zawarto czteroletni okres karencji? To, że prezydent jej nie podpisał, nie ma żadnego znaczenia. Wybór pana Berka pokazał, że intencje były jednak obciążone polityką. Podkreślam, że osobiście sędziego Berka szanuję i cenię, miałem okazję współpracować z nim po katastrofie smoleńskiej.
Bardzo bym też chciał, żeby do Trybunału kierowano osoby rzeczywiście spełniające najwyższe kryteria, jeśli chodzi o wiedzę prawniczą, przede wszystkim z zakresu prawa konstytucyjnego. Trzeba też unikać wrażenia, że wybiera się ludzi zasłużonych w walce o praworządność.
Dokładnie w taki sam sposób, za zasługi dla „reformy sądownictwa”, zostali docenieni przez poprzednią władzę Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz.
To prawda, tylko że w ten sposób nie odbudowuje się w żaden sposób autorytetu Trybunału, o ile on w ogóle istnieje, ale dalej się go podważa. A przecież znalazłyby się w Polsce osoby rzeczywiście apolityczne, które nie zdradzają swoich sympatii w sposób jednoznaczny, za to mogą się poszczycić niekwestionowanym dorobkiem naukowym. To takie osoby dawałyby rzeczywiście gwarancje rzetelności i niezawisłości w orzekaniu. Ale zrobiono, jak zrobiono, i teraz nie widzę innego wyjścia niż, wyśmiewana przez niektóre „mądre głowy”, koncepcja resetu. Tu się muszę zgodzić z Konfederacją, że bez tego nie pojedziemy dalej. Tak jak nie pojechaliśmy dalej w 1988 r., kiedy władze doszły do ściany i wykazały odrobinę powagi i odpowiedzialności za kraj, godząc się na okrągły stół.
Czytaj więcej
Bogdan Święczkowski pozostaje urzędującym prezesem TK, a zarządzenia sędzi Anny Korwin-Piotrowskiej nie wywołują żadnych skutków prawnych - pisze k...
Na razie to prezydent Karol Nawrocki kazał wynieść okrągły stół, co było dość symbolicznym gestem, a do resetu potrzeba woli obu stron konfliktu.
To prawda, dlatego moje apele o reset są może i naiwne, ale trzeba coś w tym zakresie robić. Zamiast podgrzewać atmosferę, trzeba uświadamiać społeczeństwu, że wszystkie siły polityczne muszą zrobić krok w tył, bo Trybunał nie należy do nich, tylko do obywateli, społeczeństwa i państwa, a nie do polityków. Jeżeli tego nie zrobimy, nie będziemy mieli Trybunału przez lata. I pewnie tak właśnie będzie.
A może ten upadek, który mogliśmy obserwować na wielu poziomach i z wielu stron, jest jakąś mikroszansą na uświadomienie sobie potrzeby resetu?
I to byłby jedyny optymistyczny aspekt całej tej sytuacji. Bo my nie tylko doszliśmy do ściany, lecz rozbiliśmy już sobie na niej nos. Musimy zrobić krok w tył, bo przed nami nie ma niczego. Co możemy sobie wyobrazić – że ktoś z tych fanatyków, którzy protestują przed TK, dokona samospalenia? Czy ktoś kogoś nożem zabije? Czy tego chcemy, na litość boską? Kiedy się ockniemy? Tymczasem po tej nocy wszyscy są w bojowych nastrojach.
Czytaj więcej
W nocy w siedzibie Trybunału Konstytucyjnego pojawił się prezydent Karol Nawrocki. Na nagraniu opublikowanym przez Macieja Berka widać, jak prezyde...
Rząd patrzy optymistycznie, opozycja z kolei, sądząc po minach Jarosława Kaczyńskiego czy Grzegorza Brauna, również jest zadowolona z faktu, że dla nich także jest to paliwo totalne. Raczej więc będzie dalsze obstawanie przy swoim i okładanie pałami po głowach przeciwników.