W ponad 30 niemieckich miastach odbyły się protesty młodzieży przeciwko obowiązkowej służbie wojskowej i niedostatecznym inwestycjom w edukację. W Hamburgu i Kolonii doszło do starć z policją, która użyła gazu pieprzowego i armatek wodnych.

Ogólnokrajowe demonstracje były organizowane przez inicjatywę Gen Z regelt, czyli „Pokolenie Z bierze sprawy w swoje ręce”. Organizatorzy spodziewali się ponad 180 tys. uczestników. Według informacji zamieszczonych na stronie internetowej inicjatywy zarejestrowało się ponad 183 tys. osób w 34 miastach. Rzeczywista frekwencja pozostaje jednak nieznana.

Czytaj więcej

Halloween pod znakiem protestów i strachu. Francja obawia się powtórki zamieszek

Protestujący domagają się przede wszystkim zwiększenia nakładów na edukację i sprzeciwiają się wprowadzeniu obowiązkowej służby wojskowej. Wśród postulatów znalazły się również pomoc osobom uzależnionym, działania na rzecz ograniczenia rosnących kosztów utrzymania, sprawiedliwość społeczna oraz większa ochrona klimatu.

Policja użyła gazu pieprzowego w Hamburgu

Do poważniejszych incydentów doszło w Hamburgu. Jak podał portal tygodnika „Der Spiegel”, demonstranci rzucali w funkcjonariuszy materiałami pirotechnicznymi. Podpalali również kosze na śmieci oraz barierki oddzielające plac budowy.

Według dziennika „Hamburger Morgenpost” policjanci odepchnęli tłum i użyli gazu pieprzowego. Zgromadzenie zostało następnie rozwiązane.

Armatki wodne podczas protestu w Kolonii

Napięta sytuacja panowała również w Kolonii. Wcześniej policja nie zezwoliła tam na wymarsz zaplanowanego pochodu. Powodem było zasłanianie twarzy przez część uczestników oraz odpalanie materiałów pirotechnicznych. Demonstranci mogli jednak kontynuować zgromadzenie w formie wiecu.

Jak relacjonował „Der Spiegel”, sytuacja później się zaostrzyła. Policjanci wycofali się przed napierającym tłumem, w którym odpalano petardy. Następnie funkcjonariusze ruszyli z dwiema armatkami wodnymi i skierowali strumienie w stronę demonstrantów.

Czytaj więcej

Zamieszki w Madrycie po katastrofie kolejowej. Policja użyła gazu łzawiącego

Policja wzywała uczestników do opuszczenia zgromadzenia. Wobec osób, które nie zastosowały się do poleceń, kilkakrotnie użyto armatek wodnych.

Petardy i kamienie w stronę policjantów w Stuttgarcie

Do napięć doszło także w Stuttgarcie. Już podczas wcześniejszego przemarszu policja kilkakrotnie zatrzymywała demonstrację z powodu odpalania materiałów pirotechnicznych i zasłaniania twarzy przez uczestników.

Na czele pochodu widoczne były częściowo zamaskowane osoby związane ze środowiskiem lewicowym. Miały ze sobą flagi Antify oraz flagi palestyńskie. Według „Der Spiegel” demonstranci próbowali przedostać się bocznymi ulicami w kierunku centrum miasta, jednak przejście zablokowała policja.

Funkcjonariusze zatrzymali uczestników rozwiązanej już demonstracji, którzy ponownie próbowali dostać się do centrum. W stronę policjantów rzucano kamieniami i petardami. Według doniesień niemieckich mediów na czele pochodu znajdowali się lewicowi ekstremiści.

Race i petardy także w innych niemieckich miastach

Materiały pirotechniczne odpalano również we Frankfurcie nad Menem, Hanowerze, Lipsku i Hamburgu. Wcześniejsze relacje niemieckich mediów informowały także o pojedynczych racach podczas demonstracji w Kolonii.

Nie wszystkie zgromadzenia przebiegały jednak w napiętej atmosferze. W Berlinie policja oceniała przebieg demonstracji jako spokojny. Przy Bramie Brandenburskiej uczestnicy słuchali przemówień i występów muzycznych. Poruszali przede wszystkim kwestie kosztów utrzymania, stanu szkół, obowiązkowej służby wojskowej oraz militaryzacji.

Katja Schwab, współorganizatorka berlińskiego wiecu, wzywała do organizowania kolejnych demonstracji, aby – jak mówiła – „rzucić wyzwanie polityce rządu Merza”. Apelowała również o strajki w szkołach i na uczelniach.

Czytaj więcej

W Paryżu zatrzymano 142 osoby. Tym razem zamieszki we Francji miały mniejszą skalę

Spokojny przebieg zgromadzeń odnotowano także m.in. w Moguncji, Erfurcie i Lipsku. W kilku miastach, w tym we Fryburgu Bryzgowijskim, Mannheim i Dortmundzie, demonstracje zakończyły się jeszcze w trakcie dnia.

Niemieckie służby ostrzegały przed radykalizacją protestów

Przed możliwością wykorzystania demonstracji przez ugrupowania skrajnej lewicy ostrzegały wcześniej niemiecki związek zawodowy policji (GdP) oraz kontrwywiad.

Obawy przed zamieszkami skłoniły również właścicieli luksusowych sklepów w Berlinie i Hamburgu do zabezpieczenia witryn.