Nie milkną kontrowersje wokół sędziego Konrada Mielcarka, który wydał nieprawomocne postanowienie o zastosowaniu wobec Marcina Romanowskiego listu żelaznego. Zaatakował go minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek, który skrytykował przyjętą przez sędziego wykładnię przepisów i nazwał go neosędzią ze stajni Zbigniewa Ziobry. W odpowiedzi sędzia Mielcarek zapowiedział pozew o naruszenie dóbr osobistych.
Prezes SN Kapiński o atakach na sędziego Mielcarka
Zdecydowany głos w tej sprawie zabrał pierwszy prezes Sądu Najwyższego Zbigniew Kapiński, który stwierdził m.in., że w państwie praworządnym absolutnie niedopuszczalne jest publiczne sugerowanie, iż treść rozstrzygnięcia wynika z politycznej lojalności sędziego, jego przynależności do określonego środowiska czy zawodowych związków z przedstawicielami poprzedniej władzy.
– Tego rodzaju wypowiedzi uderzają bowiem nie tylko w osobę sędziego, ale i w zaufanie do całego wymiaru sprawiedliwości. Mogą też być odbierane przez innych sędziów jako sygnał, że wydanie rozstrzygnięcia sprzecznego z oczekiwaniami władzy wykonawczej może skutkować publicznym zakwestionowaniem ich zawodowej uczciwości, bezstronności i niezależności – podkreślił Kapiński.
Wpisy sędziego Mielcarka na portalu X
Pretekst do kwestionowania apolityczności sędziego dała jego aktywność na portalu X (dawniej Twitter). Jak podał m.in. Onet, osoba podpisana jego nazwiskiem gratulowała Grzegorzowi Braunowi i udostępniała posty Stowarzyszenia Prawnicy dla Polski (uchodzącego za sprzyjające poprzedniej władzy, w szczególności Zbigniewowi Ziobrze, byłemu ministrowi sprawiedliwości). Nie brakowało też wpisów krytykujących obostrzenia covidowe wprowadzane w czasie pandemii. Sędzia Mielcarek w rozmowie z „Rzeczpospolitą” przyznaje, że to jego konto. Zaprzecza, by obecnie należał do jakiegokolwiek stowarzyszenia, choć w przeszłości był członkiem Iustitii, z której odszedł ponad 10 lat temu.
Czytaj więcej
Zamierzam wystąpić z powództwem o ochronę dóbr osobistych. Pan minister Waldemar Żurek przekroczył granice dopuszczalnej krytyki – mówi „Rzeczpospo...
Mielcarek o Braunie, szczepieniach i certyfikatach covidowych
– Jeśli chodzi o Grzegorza Brauna, gratulacje dotyczyły wyłącznie jego zaangażowania w konkretną sprawę związaną z planowaną budową centrum dystrybucyjnego Lidla w Gietrzwałdzie, w pobliżu sanktuarium. Przeciwko tej inwestycji od dłuższego czasu protestowała lokalna społeczność, a Grzegorz Braun włączył się w te działania. Sprawa ta była dla mnie osobiście ważna. Ponieważ mój syn chodził do jednej klasy z jego synem, miałem z nim również osobistą styczność i pogratulowałem mu bezpośrednio na portalu. Nie oznaczało to poparcia dla jego ugrupowania ani jego działalności politycznej – zastrzega Konrad Mielcarek.
Przyznaje, że jest przeciwnikiem szczepień i nikt z jego rodziny nie zaszczepił się przeciwko covid-19.
– Zarzucano mi, że chwaliłem się sfałszowanymi certyfikatami, co było nieprawdą. Chodziło o wyjątkową, dramatyczną sytuację rodzinną z okresu pandemii, związaną z możliwością pożegnania się w szpitalu z umierającym teściem. Nie opisywałem tego jako praktyki posługiwania się przez moją rodzinę sfałszowanymi certyfikatami ani tym się nie chlubiłem. Uważam, że wyciąganie dziś tego rodzaju rodzinnych epizodów i przedstawianie ich bez całego kontekstu jako argumentu w dyskusji o mojej niezależności sędziowskiej jest głęboko niestosowne i nieproporcjonalne – wyjaśnia Konrad Mielcarek.
– Nieprawdą jest też, że określiłem próby pociągnięcia do odpowiedzialności Marcina Romanowskiego jako „haniebną akcję” i „farsę”. Podałem dalej wpis Stowarzyszenia Prawnicy dla Polski, w którym co prawda były takie sformułowania, ale dotyczył on przeszukania klasztoru dominikanów w Lublinie, w którym miał się rzekomo ukrywać Romanowski, kiedy media informowały już o tym, że przebywa on za granicą. Właśnie te czynności budziły moje zastrzeżenia, a nie same poszukiwania podejrzanego – dodaje sędzia.
Profil za kłódką po wydaniu listu żelaznego
Po wydaniu orzeczenia w sprawie listu żelaznego sędzia ograniczył dostępność swoich wpisów. Czy teraz żałuje swojej aktywności w mediach społecznościowych?
– Nie chciałem, aby dyskusja dotycząca treści orzeczenia została zastąpiona dyskusją o mojej osobie. W ostatnich dniach zaczęto jednak budować oceny mojej osoby i poglądów na podstawie kilku wybranych, często pozbawionych szerszego kontekstu screenów z wieloletniej aktywności na X. W mediach pojawiły się również informacje nieprawdziwe oraz nadinterpretacje mojej aktywności. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że są tam zapewne również wpisy, które dziś sformułowałbym inaczej. Nie zamierzam jednak na potrzeby obecnej sytuacji tworzyć wyretuszowanego obrazu własnej przeszłości – odpowiada sędzia.
Obostrzenia covidowe, aborcja i niezawisłość: orzeczenia Mielcarka
Czy jednak jego osobiste przekonania nie miały wpływu na treść orzeczeń? W internecie krytykował on obostrzenia wprowadzone na czas pandemii, a jak sam przyznaje, nigdy nie skazał nikogo za brak maseczki. Tłumaczy jednak, że bezpośrednią przyczyną takich rozstrzygnięć było to, że nakaz określono w rozporządzeniu, a nie w ustawie, co było sprzeczne z konstytucją. Pod koniec 2020 r. kwestię tę uregulowano już w ustawie. Czy wówczas sędzia Mielcarek również uniewinniałby osoby niestosujące się do tego obowiązku?
– Po zmianie przepisów nie miałem już takiej sprawy. Gdybym ją miał, oceniałbym ją na podstawie obowiązującego wówczas prawa i konkretnych okoliczności – odpowiada.
Inny przykład to uniewinnienie kierowcy, który jeździł po Warszawie z lawetą z drastycznymi zdjęciami martwych płodów. Został on oskarżony o wykroczenie z art. 141 k.w., dotyczącego publicznego prezentowania nieprzyzwoitych treści.–
– Ze względu na moje osobiste przekonania zastanawiałem się, czy nie powinienem wyłączyć się z tej sprawy. Ostatecznie uznałem jednak, że powinienem ją rozpoznać wyłącznie w kategoriach prawnych. Problem dotyczył granic wolności wypowiedzi i tego, czy tak drastyczna forma przekazu może być kwalifikowana jako prezentowanie treści nieprzyzwoitych w rozumieniu art. 141 k.w. Zwróciłem w uzasadnieniu uwagę, że język debaty publicznej ulega radykalizacji. Sama kontrowersyjność czy drastyczność przekazu nie przesądza jeszcze o odpowiedzialności za to wykroczenie. Uznałem, że przyjęta kwalifikacja prawna była nietrafna, dlatego postępowanie umorzyłem. Zgodnie ze ślubowaniem sędzia wymierza sprawiedliwość zgodnie z przepisami prawa, bezstronnie i według swojego sumienia. Tymi zasadami zawsze się kierowałem, dlatego zarzut zależności od jakiejkolwiek władzy traktuję jako jeden z najpoważniejszych, jakie można postawić sędziemu, i w moim przypadku szczególnie niesprawiedliwy – deklaruje Mielcarek.
Wyroki korzystne dla różnych stron sporu politycznego
– W swojej praktyce wydawałem rozstrzygnięcia korzystne dla osób znajdujących się po różnych stronach sporu politycznego – zapewnia.
Czytaj więcej
Zebrany materiał dowodowy, ale też fiasko służb i prokuratury w poszukiwaniach Marcina Romanowskiego były jednym z powodów, które legły u podstaw w...
Jeszcze jako sędzia Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa uniewinnił Henryka Wójca, wówczas doradcę prezydenta Bronisława Komorowskiego, w sprawie dotyczącej wypadku komunikacyjnego. Później, już w Sądzie Okręgowym w Warszawie, uniewinnił Sławomira Neumanna w sprawie nieprawidłowości przy kontraktowaniu i realizacji usług medycznych z zakresu okulistyki.
– Była wówczas duża presja ze strony prokuratury na sąd, aby sprawę skierować na termin rozprawy, co zbiegało się z wyborami parlamentarnymi. Sprawa była wcześniej dwukrotnie umarzana, ostatecznie skierowałem ją na rozprawę jako nowy referent. Sam wyrok mógł być dla części opinii publicznej zaskoczeniem, bo Sławomir Neumann był wówczas silnie kojarzony z tzw. „doktryną Neumanna” i wokół jego osoby istniał już bardzo wyraźny kontekst polityczny. Rozstrzygnięcie nie wpisało się więc w prosty polityczny schemat. Co istotne, w tej części wyrok nie został zaskarżony i uprawomocnił się. Z drugiej strony odczułem też niezadowolenie innej władzy, kiedy w 2012 r. nakazałem kontynuowanie umorzonego przez prokuraturę śledztwa w sprawie ówczesnego ministra SWiA Jerzego Millera w zakresie nadzoru nad BOR przy organizacji lotów do Smoleńska. Byłem wtedy określany w mediach jako „rozgrzany sędzia”. To dobrze pokazuje, jak łatwo przypisywać sędziemu polityczne motywacje tylko dlatego, że jego rozstrzygnięcie jest niewygodne dla którejś ze stron politycznego sporu – mówi Konrad Mielcarek.
Kariera sędziego Mielcarka za rządów Zbigniewa Ziobry
Mielcarek zaprzecza też, że jego kariera zawodowa przyspieszyła za czasów Zbigniewa Ziobry.
– Z mojej perspektywy wręcz zwolniła. Brałem udział w procedurze nominacyjnej, która trwała blisko trzy lata. Nie przyjąłem żadnej funkcji prezesa lub wiceprezesa, nie byłem na delegacji w Ministerstwie Sprawiedliwości, nie byłem delegowany do sądu wyższego rzędu, moja kariera przebiegała w typowy, bynajmniej nie przyspieszony, sposób. Gdy trafiłem do Sądu Okręgowego w Warszawie, a jego prezesem był sędzia Piotr Schab, to mimo że przez ponad 20 lat orzekałem w sprawach karnych, trafiłem do wydziału ubezpieczeń społecznych, do sekcji zajmującej się odwołaniami od decyzji obniżających świadczenia emerytalne byłym funkcjonariuszom służb PRL, wydawanych na podstawie tzw. ustawy dezubekizacyjnej. Nie podzielałem koncepcji odpowiedzialności zbiorowej bez indywidualnej oceny rzeczywistego przebiegu służby konkretnej osoby. W konsekwencji w wielu rozpoznawanych przeze mnie sprawach odwołania były uwzględniane. Zmienić wydział udało mi się dopiero po jakimś czasie, gdy zwolniło się miejsce w wydziale karnym – relacjonuje Mielcarek.