Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło projekt noweli, która ma odwrócić przepisy tzw. ustawy kagańcowej. Sędziowie nie będą już pociągani do odpowiedzialności za badania prawidłowości powołania innych sędziów. To dobry kierunek?

Pamiętajmy, że po 2023 r. postępowania z tego powodu nie są wszczynane. Nawet wcześniej sędziowie raczej nie bali się takich spraw. Wszystko odbywało się praworządnie. Chodziło o to, żeby obywatel miał dostęp do prawdziwego niezależnego sądu.

Czytaj więcej

Sędzia Ulman o odwracaniu skutków „ustawy kagańcowej”: Ryzykowne segregowanie neosędziów

Ale zmiana ustawy to pewne zabezpieczenie na przyszłość. Nikt z nas nie wie, kto będzie ministrem sprawiedliwości w przyszłości.

Patrząc z tej perspektywy na pewno jest to dobry krok.

A co pan myśli o tym, że minister sprawiedliwości ma mieć wpływ na wybór głównego rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych?

Jestem krytycznie nastawiony do tej propozycji. Oczywiście projekt przewiduje, że minister wyłania rzecznika spośród kandydatów przedstawionych przez zgromadzenia sędziowskie. Lepiej by to wyglądało, gdyby rzecznika spośród przedstawionych przez sędziów kandydatów wyłaniała np. Krajowa Rada Sądownictwa. Nie wiem dlaczego ma to robić minister? Opcja z KRS wydaje się lepsza. Przecież i tak w skład Krajowej Rady Sądownictwa, zgodnie z konstytucją, wchodzi minister sprawiedliwości. Jeśli chciałby przedstawić swoje stanowisko, mógłby to zrobić na forum KRS. To byłoby też podkreślenie i zaakcentowanie odbudowy autorytetu Krajowej Rady.

Czyli głównego rzecznika powinna wybierać KRS?

Tak, uważam, że tak być powinno.

Zapowiadane tak szumnie przywracanie praworządności, można powiedzieć, raczkuje. Jak pan to ocenia?

Oczywiście jesteśmy rozczarowani. Środowisko sędziowskie i przede wszystkim obywatele liczyli na to, że będzie się to odbywało sprawnie. Ale widzimy, że wszelkie projekty przedstawiane przez aktualnie rządzących, a dotyczące naprawy czy rozwiązania problemu neosędziów, są torpedowane. Ważne jest, żeby prace się toczyły i pojawiały się pomysły, które pozwolą uzdrowić sytuację w sądach nawet w tak złożonej sytuacji politycznej.

Jak pan ocenia pierwszy rok funkcjonowania ministra Waldemara Żurka w fotelu ministra sprawiedliwości?

Dobrze. Jestem przekonany, że jeśli czegoś Żurek nie jest w stanie zrobić, to obawiam się, że nikt by nie potrafił.  Determinacji nie można mu odmówić. Brak spektakularnych efektów jest dowodem na to, w jaki sposób sądownictwo zostało zniszczone i jak ten stary układ został zabetonowany. Zmiany, nawet pod rządami tego ministra sprawiedliwości, nie idą tak szybko, jakby niektórzy oczekiwali. Realia są, jakie są.

Czytaj więcej

Waldemar Żurek: To my ogrywamy prezydenta, tylko metodami zgodnymi z prawem

Te plany ministra mają mają potencjał? W praktyce okazuje się, że działa na planach B. Tak jak w przypadku wyboru sędziów – członków KRS na nową kadencję.

Obywatele to widzą. To rzeczywiście było dobre rozwiązanie i może właśnie tędy droga. W momencie, kiedy ustawy są blokowane to należy znaleźć jakąś inną drogę. I wybór KRS to pokazuje. Dzisiaj trudno zarzucić, że w Radzie zasiadają przedstawiciele polityków. Całe środowisko sędziowskie miało okazję zaopiniowania kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa. I politycy uszanowali jego wybór oraz oceny.

Wśród członków KRS – sędziów mamy byłego wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka.

Oczywiście trudno mówić, żeby ta osoba była przedstawicielem naszego środowiska. Nie było innego wyboru. Każdy z klubów parlamentarnych mógł wskazać swojego kandydata.

Jest pan w stanie to przełknąć?

Dla mnie ta osoba nie jest na pewno przedstawicielem środowiska sędziowskiego, tylko przedstawicielem polityków. Można powiedzieć, że Sejm ma w KRS czterech posłów i jeszcze dodatkowo dwóch spośród niby sędziów.

Gdyby miał pan wystawić szkolną ocenę ministrowi Żurkowi, to jaki byłby to stopień?

Od zera do 5? Powiedzmy 5 mniej, może 4 plus.

U pana w sądzie zmieniło się coś przez te ostatnie lata?

Z pewnością. Mamy kierownictwo, które cieszy się zaufaniem środowiska sędziowskiego, bo nasi prezesi zostali wskazani przez nas. To doświadczeni sędziowie, prawdziwi sędziowie mający autorytet. Problem neosędziów nie został rozwiązany, ale nie jest to wina kierownictwa sądu, ani też ministra Żurka.

Czytaj więcej

Wyborcy wszystkich partii przeciwni Berkowi w TK. Sondaż dla „Rz”

A jak pan patrzy na sytuację w Trybunale Konstytucyjnym?

Powoli zmierza to w dobrym kierunku. Mamy prawidłowo wybranych sędziów i wierzę, że będą oni mogli skutecznie pełnić swoją służbę. Sytuacja w Trybunale Konstytucyjnym pokazuje, komu nie zależy na naprawie sądownictwa w naszym kraju i na odbudowie autorytetu instytucji sądowniczych. Poczynając od samego Bogdana Święczkowskiego, który blokuje nowo wybranych sędziów i Karola Nawrockiego, który łamie konstytucję, nie odbierając ślubowania od sędziów wybranych przez Sejm.

Czy Maciej Berek, do niedawna minister, powinien startować do TK?

Jako Maciej Berek, tak, może formalnie startować. Natomiast ja, tak jak moje środowisko, mam na myśli Iustitię, jestem przekonany, że obywatele, którzy bronili Trybunału Konstytucyjnego, uważają, że pomimo formalnych przesłanek nie powinien startować do Trybunału Konstytucyjnego.