Po publikacji maila dotyczącego domniemanego spotkania ministra Michała Dworczyka z prezes Trybunału Konstytucyjnego Julią Przyłębską pojawiają się zarzuty i zapowiedzi opozycji uruchomienia prokuratury i Trybunału Stanu. Czy jednak da się uniknąć zupełnie kontaktów między prezes TK a władzą wykonawczą i nie zamienić kilku zdań, aby np. wysondować termin rozprawy?

Oczywiście, że da się uniknąć tego typu kontaktów. Nie tylko są one niepożądane, ale gdyby zawartość maila okazała się prawdziwa, moglibyśmy mieć do czynienia z przekroczeniem uprawnień lub niedopełnieniem obowiązków funkcjonariuszy publicznych. Wyznaczone przez przepisy prawa granice działania zdają się być znacząco przekroczone.

Gdzie może być tutaj przekroczenie prawa?

Z treści maili nie wiemy, czy istotnie mamy do czynienia z niedopuszczalnym nakłonieniem do odroczenia rozpoznania spraw czy też z pochwaleniem się pozyskaną w niedopuszczalny sposób informacją (co zwłaszcza w przypadku sprawy w referacie prof. Leona Kieresa wydaje się prawdopodobne). To zaś może mieć znaczenie dla oceny, kto z uczestników uroczej pogawędki ponosi ewentualną odpowiedzialność i za co.

Chodzi tu zwłaszcza o prezes TK?

Mona powiedzieć dwa zdania za dużo w niepotrzebnej rozmowie (ewentualna odpowiedzialność dyscyplinarna) lub uzgodnić odroczenie groźnych dla budżetu spraw, co byłoby znacznie poważniejsze w perspektywie ewentualnej odpowiedzialności. Tego nie wiemy z treści maili, nie wiemy też, czy są prawdziwe. Wiemy natomiast doskonale, dlaczego tego typu rozmów nie powinno się prowadzić. Pamiętajmy, że „starzy” sędziowie TK byli słusznie krytykowani za udział w charakterze ekspertów w procesie legislacyjnym. Tu zaś – wedle treści maili – możemy mieć do czynienia z ingerencją w bieg konkretnych spraw. To znacznie gorsze.

Czytaj więcej

Dworczyk omawiał z Przyłębską działania Trybunału Konstytucyjnego

Czytaj więcej

Wyrok na miliardy złotych czeka w Trybunale Konstytucyjnym