Od 1 stycznia 2013 r. z mapy administracyjnej sądownictwa zniknęło 79 najmniejszych sądów rejonowych. Zamiast nich utworzono wydziały zamiejscowe większych jednostek.

Efektem miało być usprawnienie procesów i racjonalne wykorzystanie sędziów. Reforma odbyła się wbrew sędziom, przy negatywnej opinii Krajowej Rady Sądownictwa, sprzeciwie koalicjanta oraz w trakcie prac nad obywatelskim projektem ustawy, w którym zastrzeżono, że do zniesienia sądów potrzebna jest ustawa.

Do reorganizacji doszło na podstawie rozporządzenia podpisanego przez ministra Jarosława Gowina. Tymczasem Biuro Analiz Sejmowych zleciło konstytucjonaliście prof. Bogusławowi Banaszakowi przygotowanie ekspertyzy. Wynika z niej, że reforma administracyjna sądów może być przeprowadzana tylko za pomocą ustawy. Poseł Jan Bury, szef klubu PSL, powiedział więc, że minister sprawiedliwości nie może w Polsce łamać konstytucji.

Według posła Burego reforma wprowadziła chaos. Czynności procesowe są w wielu sądach powtarzane. Taki stan rzeczy nie dziwi sędziego Macieja Strączyńskiego, prezesa Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia, który już kilka miesięcy temu ostrzegał, że część procesów prowadzonych przez znoszone sądy trzeba będzie powtarzać od początku.

Minister nie może sędziom narzucać interpretacji przepisów – wyjaśnia „Rz". Tam więc, gdzie sąd uzna, że kończenie procesu przez inny sąd może narazić wyrok na uchylenie, sprawy będą powtarzane. W grę może wchodzić ok. 35 tys. spraw cywilnych i karnych.

W przyszłym tygodniu Sejm ma kontynuować prace nad obywatelskim projektem ustawy zakładającym, że do reorganizacji na mapie sądownictwa może dojść tylko w drodze ustawy. Dojść ma także do spotkania 79 starostów reprezentujących wszystkie powiaty, które objęła ta reorganizacja. Wszyscy czekają też na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. Do TK trafiły wnioski grupy posłów PSL i Krajowej Rady Sądownictwa o stwierdzenie niezgodności z konstytucją upoważnienia ministra do tworzenia i znoszenia sądów oraz ustalania ich siedzib w drodze rozporządzenia.