Jest coś magicznego w polaroidzie – mówi Katarzyna Majak, fotograf. – Zachwycają zarówno niepowtarzalny efekt i sam materiał, pozwalający na ciekawe eksperymenty.
Jej prace można oglądać na wystawie „Instant”. Prezentacja, w której udział biorą także Michał Bojara, Krzysztof Ćwiertniewski, Krzysztof Jabłonowski, Rafał Kucharczuk, Piotr Markowski i Jacek Poremba, to ukłon w stronę odchodzących w zapomnienie „szybkich zdjęć”.
[srodtytul]Nieodwracalne decyzje[/srodtytul]
– Broniłem dyplomu, gdy ponad dwa lata temu potentat, firma Polaroid, ogłosił bankructwo – wspomina Makowski.
Zdążył jednak kupić potrzebny sprzęt i z fascynacji niedoskonałością „ekspresowych zdjęć” chętnie z niego korzysta.
– Mały format, nieodwracalność, gotowe obramowanie i niepowtarzalny klimat – to wszystko mogę mieć, używając tej technologii – mówi. – Pozwala mi ona uzyskać efekt pomiędzy analogiem a cyfrą, bo zdjęcie wymaga chemicznego wywołania, ale mam je od razu.
Majak teraz używa już tylko aparatu cyfrowego, ale do polaroida wciąż ma sentyment. Podoba jej się... nietrwałość zdjęć.
– Na swoje stare fotografie polaroidowe, które teraz są na wystawie, trafiłam w trakcie remontu. Są nieco wyblakłe, zniszczone, niewyraźne. Widać na nich upływ czasu... – mówi.
Odnalezionego wówczas starego aparatu nie udało się reanimować. – One są tak samo nietrwałe jak same fotografie. I to ich urok – podkreśla.
[srodtytul]Siedem lat na szybko[/srodtytul]
Miłośników dawnej techniki nie odstrasza problem ze zdobyciem nowych aparatów i filmów. – Traktuję to jak wyzwanie. Nie ma ich w zwykłym sklepie, tylko w Internecie lub na giełdzie – mówi Makowski.
Możliwe jednak, że wkrótce się to zmieni za sprawą twórców „The Impossible Project”. By móc pracować w swojej ulubionej technice, wytrwale zabiegają oni o reaktywację fabryki Polaroid. Informacje o ich działaniach znaleźć można na www.the-impossible-project.com.
Grupie pragnącej wznowić produkcję kibicuje nie tylko Makowski, ale i Piotr Zastrożny. To autor cyklu „669 Project”, który można oglądać teraz w klubie Żak w Gdańsku. Fotografik codziennie – dokładnie od 14 maja 2003 roku – wykonuje jedno zdjęcie polaroidem. To zapis codziennych impresji, do których poza techniką nie ma wspólnego klucza.
– Uwielbiam ten rytuał: robisz zdjęcie, wyciągasz, czekasz, a efekt i tak jest nieprzewidywalny – mówi Zastróżny. – To zdjęcia są za żółte, to za niebieskie, to widać na nich zacieki. Cudo!
[srodtytul]Efekt przesycenia[/srodtytul]
Amatorów polaroidu wciąż przybywa.
– To naturalna tendencja. Efekt przesycenia fotografią cyfrową powoduje, że coraz chętniej fotograficy sięgają nie tylko po polaroid, lecz także po techniki prehistoryczne z XIX wieku – uważa Majak, wykładowca m.in. na Akademii Fotografii. I dodaje, że zwrot ku przeszłości objawia się też wzrostem popularności fotografii otworkowej.
Dla wielu fotografów – zawodowców i amatorów – to działanie na przekór nowym technologiom, jest ukazaniem pierwotnej natury fotografii.
Wystawę „Instant” można oglądać do niedzieli w ASP przy Krakowskim Przedmieściu 5 (budynek rektoratu, 4. piętro) w godz. 12 – 18.