Na szczęście mamy zdrowy rozsądek i poczucie sprawiedliwości. A w razie potrzeby możemy posłuchać innych prawników, najlepiej niezależnych.
Nie wiem, co w decyzjach ministra Waldemara Żurka odwołujących prezesów dziesiątek sądów przeważa: brak rozsądku czy zawiść do inaczej myślących niedawno kolegów po fachu o organizacjach sądownictwa, czy polityczne ambicje, że porzucił sędziowską togę dla ministerialnego krzesła, bo nazwać je fotelem byłoby przesadą – jest przecież raczej wykonawcą strategii ważniejszych od siebie polityków obozu rządowego.
Czytaj więcej
Prawo jest dla rządzonych, a nie dla rządzących. Rządy prawa są z natury apolityczne, bo mają służyć wszystkim rządzonym na zasadzie win-win. I nie...
Wymiana prezesów sądów. Czy to ma sens?
Tak czy inaczej, to niespotykane w demokratycznej Polsce zarządzanie sądami z pominięciem władzy ustawodawczej wymaga odporu i sędziów, i obywateli.
Jak niedawno napisał w „Rzeczpospolitej” prof. Michał Romanowski, prawo jest dla rządzonych, a nie dla rządzących. Celem filozofii praworządności jest wyzwolenie ludzi z przemocy ustawowej polityków. A ja dodam, że w tym wypadku chodzi o przemoc ministerialną. Przemoc ignorującą ustawy i uprawnienia prezydenta w procesie ustawodawczym, ale także zdrowy rozsadek.
Kto uwierzy, że w takich hurtowych czystkach prezesów sądów nawet zupełnie lokalnych, chodzić może o jakieś merytoryczne zastrzeżenia do tych prezesów. A jak mają inną wizję sądownictwa niż minister, nie przepadają za kooptacyjnym modelem awansowania sędziów, nazywany czasem kastą, to ich prawo.
Sędziowie tym bardziej mają obowiązek obrony rozsądku. Pokazuje to ostatni wyrok Sądu Najwyższego, w którym trójka sędziów orzekła, że wyrok TSUE z 19 czerwca 2025 r. nie jest powodem do odstąpienia przez Sąd Najwyższy przy rozliczeniu nieważnej umowy frankowej od teorii dwóch kondykcji, w sytuacji spłaconego kredytu, czyli może rozpatrzyć żądania frankowicza, nie czekając na żądania banku, który nie powinien pozywać konsumenta o zwrot kredytu mającego pokrycie w zapłaconych ratach.
To po prostu rozsądny werdykt, co więcej, swego rodzaju weto krajowego sądu wobec sądu europejskiego, i to w tak ważnej sprawie dla wielu Polaków. To przykład tzw. dialogu między najwyższymi sądami w Unii, a nie jednostronne narzucanie decyzji jak w przypadku czystki prezesów sądów w wykonaniu aktualnego ministra sprawiedliwości.
Czytaj więcej
Ludzi nie interesuje to, czy prezesem lokalnego sądu jest nominat "ziobrowy" czy "żurkowy". Ale to, dlaczego miejscowy pirat drogowy ma pięć zakazó...