Z zainteresowaniem przeczytałem artykuł mecenasa Leszka Kieliszewskiego „Magia słów, niemoc instytucji” i z pewnymi tezami się zgadzam, a pewne wywołują mój sprzeciw, co skutkuje niniejszą polemiką.
Rzecz dotyczy nieodebrania przyrzeczenia przez przez prezydenta od osób wybranych przez Sejm na sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Mecenas ocenia, że odebranie przyrzeczenia było prezydenckim obowiązkiem i tu nasze oceny są zbieżne i autor wskazuje, że niewykonanie tego obowiązku jest deliktem konstytucyjnym. Jednak dalej autor nie tylko nie uznaje przyrzeczenia złożonego przed marszałkiem Sejmu w obecności notariusza jako spełnienia ustawowego wymogu ślubowania, ale zaczyna drwić z sędziów, którzy zostali postawieni przez beztroskiego prezydenta w takim położeniu, twierdząc, że udawali, stojąc przed marszałkiem, że to prezydent i że dla całkowitego kuriozum brakowało jedynie fotografii lub figury woskowej Karola Nawrockiego w trakcie ślubowania.