Składanie przyrzeczeń zawsze było aktem symbolicznym. Wypowiedzenie słów, niczym zaklęcie, prowadzi do przemiany, czy to giermka w rycerza, kawalera w męża, aplikanta w adwokata, kleryka w księdza i tak moglibyśmy wymieniać długo, aż dotarlibyśmy do ślubowań osób wybranych na sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

Czytaj więcej

Marcin Dziurda, nowy sędzia TK: Moje ślubowanie skierowane było do prezydenta

Każde ślubowanie jest aktem symbolicznym. Z jakichś niepragmatycznych powodów wypowiedzenie słów przysięgi małżeńskiej w lesie wobec gajowego nie uczyni z nupturientów małżonków, podobnie jak złożenie przysięgi adwokackiej wobec biskupa nie uczyni aplikanta adwokatem. Istotna jest więc nie tylko treść wypowiadanych słów, ale ich forma – gdzie i przed kim (lub wobec kogo) są wypowiadane. Aby zostać sędzią Trybunału Konstytucyjnego w Polsce, osoba wybrana na to stanowisko przez Sejm składa wobec Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej ślubowanie. Pytanie brzmi, czy prezydent może być podczas składania takiego ślubowania nieobecny?

Ślubowanie w Sejmie a duchowe uczestnictwo w liturgii

Nie będąc specjalistą w dziedzinie liturgii zasłyszałem, że można duchowo uczestniczyć w eucharystii – tzn. być na mszy nieobecnym w miejscu i czasie jej celebracji, ale „być jakby myślami”. Zdaje się, że niektórzy konstytucjonaliści zainspirowali się tym konceptem dowodząc, że można złożyć ślubowanie wobec prezydenta, ale bez obecności prezydenta – prezydent miałby być „jakby duchowo”, jego majestat miałby być. Tłumaczą oni, że ślubowanie jest składane wobec organu, jakim jest Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej, a nie człowieka, jakim jest pan prezydent. Logika mogłaby wskazywać, że akurat Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej jest tego rodzaju organem państwa, który nie może istnieć poza osobą, która go sprawuje.

Problemu w ogóle by nie było, gdyby pan prezydent Nawrocki zechciał zaprosić do Pałacu Prezydenckiego wszystkie osoby prawidłowo wybrane na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Problem w tym, że pan prezydent z sobie znanych powodów albo nawet bez powodu nie zechciał.

Czytaj więcej

Eksperci dla „Rzeczpospolitej” o skutkach sejmowego ślubowania sędziów TK

Czy prezydent może odbierać lub nie odbierać ślubowania według własnego kaprysu?

Dochodzimy tu do drugiego problemu. Czy prezydent może odbierać lub nie odbierać ślubowania według własnego kaprysu? Otóż nie może. Inni konstytucjonaliści od tych, którzy dziś twierdzą, że ślubowanie wobec prezydenta nie wymaga obecności prezydenta, kiedyś twierdzili, że odebranie lub nieodebranie ślubowania jest prerogatywą prezydencką, czyli że prezydent powinien odebrać ślubowanie, ale jak nie chce, to nie musi.

Jeżeli prezydent obejmuje swój urząd składając ślubowanie przed Zgromadzeniem Narodowym, to nie obejmie on urzędu, jeśli złoży ślubowanie przed widownią Opery Narodowej i to nawet jeśli będą zasiadać na niej sami notariusze

Leszek Kieliszewski, adwokat

Gdybyśmy jednak uwolnili się od przywiązania do ulubionych formacji politycznych i myślenia w kategorii doraźnych celów, doszlibyśmy do wniosku, że obowiązkiem prezydenta jest odebranie ślubowania od każdego, kto został na sędziego Trybunału wybrany zgodnie z prawem. Jeżeli prezydent nie wykonuje swoich obowiązków, popełnia delikt konstytucyjny.

Prezydentowi w teorii za popełnienie deliktu konstytucyjnego grozi nawet utrata urzędu, ale w praktyce potrzeba do tego 2/3 głosów wszystkich posłów i senatorów. W praktyce arytmetyka parlamentarna wyklucza postawienie prezydenta przed Trybunałem Stanu. Delikt Pierwszego Obywatela staje się więc bezkarny. Zupełnie na marginesie ten paradoks potwierdza regułę, że to nieuchronność kary, a nie jej surowość stanowi czynnik decydujący o wskaźnikach przestępczości.

Jeśli sejmowe ślubowanie uznajemy za skuteczne to prezydent nie popełnił deliktu konstytucyjnego

Jeżeli zatem przyjmiemy, że nieodebranie ślubowania od osób wybranych na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego jest deliktem konstytucyjnym, a następnie stwierdzimy, że ślubowanie złożone wobec „majestatu Prezydenta” reprezentowanego osobami Marszałka Sejmu i notariusza jest skuteczne, to okaże się, że prezydent nie mógł popełnić deliktu. Skoro bowiem ślubowanie zostało złożone wobec jego majestatu, a osoby wybrane na sędziego po złożeniu ślubowania stały się sędziami Trybunału, to prezydent nie popełnił deliktu.

Czytaj więcej

Konstytucjonalista: Argumenty prezydenta to dezinformacja

Cała sytuacja byłaby kuriozalna, gdyby nie wydarzyła się naprawdę. Oto bowiem czterech inteligentnych, świetnie wykształconych ludzi, którzy właśnie mają stanąć na straży konstytucji, dokonywać jej interpretacji i tłumaczyć tysiącom sędziów, prokuratorów, adwokatów, radców prawnych, komorników, notariuszy oraz milionom obywateli, jak rozumieć obowiązujące przepisy prawa, jak to prawo stanowić i stosować, staje przed marszałkiem Sejmu udając, że to prezydent i składa ślubowanie do aktu notarialnego. Dla całkowitego kuriozum zabrakło jedynie fotografii albo figury woskowej pana prezydenta.

Twierdzenie niektórych wybitnych konstytucjonalistów, że odbieranie ślubowania w obecności Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej było jedynie zwyczajem, a jak to ze zwyczajami bywa, są modyfikowane, albo zastępowane nowymi, nie wytrzymuje konfrontacji nie tylko z przepisami prawa, ale ze zdrowym rozsądkiem. Póki co świat mamy urządzony tak, że akty symboliczne nie są pragmatyczne. Jeżeli prezydent obejmuje swój urząd składając ślubowanie przed Zgromadzeniem Narodowym, to nie obejmie on urzędu, jeśli złoży ślubowanie przed widownią Opery Narodowej i to nawet jeśli będą zasiadać na niej sami notariusze i każdy w akcie notarialnym poświadczy w czym uczestniczył i co usłyszał. Z osobami wybranymi na sędziów Trybunału Konstytucyjnego jest dokładnie tak samo.

Czytaj więcej

Ranking winnych bałaganu w TK

Kolejny element demontażu wymiaru sprawiedliwości

Całą sytuację moglibyśmy potraktować jako żart, gdyby nie to, że jest to kolejny element demontażu wymiaru sprawiedliwości. Zupełnie tak, jakbyśmy mieli za mało podziałów, chaosu i wielopoziomowych dysfunkcjonalności w sądownictwie, którego zapaść właśnie została pogłębiona. Najrozsądniejszym wyjściem z tego ambarasu byłoby, gdyby pan prezydent zaprosił pozostałą czwórkę prawidłowo wybranych osób na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego i odebrał od nich ślubowanie. Nie z sympatii do nich i nie w interesie politycznym, ale w dobrze rozumianym interesie państwa.

Autor jest adwokatem, partnerem zarządzającym w kancelarii Legality

Czytaj więcej

Prezydent Nawrocki o sędziach raptusach i ich ślubowaniu. „Wszystko w rękach TK”