Apelując w poniedziałek do prezydentów Karola Nawrockiego i Wołodymyra Zełenskiego o szczerą rozmowę w sprawie sporu o „bohaterów UPA”, premier Donald Tusk przyznał się do swoistej desperacji. I to podwójnej.

Dotychczasowe wysiłki nie przyniosły przełomu w relacjach między Warszawą a Kijowem. Zełenski ominął Rzeszów w drodze do Londynu

Po pierwsze, przyznał, że dyplomacja – za którą odpowiada rząd – nie przyniosła żadnych efektów. W tym, między innymi, pilna wizyta szefa administracji ukraińskiego prezydenta. Kyryło Budanow raczej słuchał, sondował, czy Polacy tak na serio się oburzyli, czy to może polityczna gra na rynek wewnętrzny, ale żadnego rozwiązania nie przywiózł.

W dodatku Zełenski udając się do Londynu na spotkanie z premierem Wielkiej Brytanii, kanclerzem Niemiec i prezydentem Francji, nie przejechał przez Polskę – co dotychczas było zwyczajem. Samolot rządowy zabrał go z Kiszyniowa w Mołdawii. A to Rzeszów był przez ostatnie lata transportowym hubem ukraińskich władz. I tu drugi powód desperacji premiera – skoro dyplomacja nie przyniosła rezultatów, prawdopodobnym scenariuszem staje się eskalacja sporu. A taki rozwój wypadków może okazać się kosztowny dla naszych interesów.

Fiasko gdańskiej konferencji odbudowy Ukrainy może uderzyć w autorytet polskiego państwa. A tak się stanie, jeśli dojdzie do eskalacji sporu o przeszłość

Za nieco ponad dwa tygodnie do Gdańska zjechać mieli się z całego świata biznesmeni i politycy na szczyt dotyczący odbudowy Ukrainy. Na szczycie miało się pojawić 40 przywódców (mówiono m.in. o Emmanuelu Macronie czy Ursuli von der Leyen), w tym Wołodymyr Zełenski. – Jeśli odbierzemy Zełenskiemu order Orła Białego, możemy oczekiwać fali. Ukraińcy będą oddawali polskie odznaczenia, Polacy ukraińskie. Zmusi nas to do obniżenia rangi konferencji w Gdańsku – mówi jeden z najważniejszych polityków w państwie. Odwołanie przyjazdu Zełenskiego, czy odwołanie udziału Donalda Tuska byłoby dla tej konferencji katastrofą.

Ale nie tylko dla konferencji czy osób ją przygotowujących, ale również dla powagi państwa polskiego. To Polska chciała być głównym pośrednikiem odbudowy naszego sąsiada po zakończeniu działań wojennych. Liczyliśmy na kontrakty dla polskiego biznesu, ale też na budowę naszej pozycji jako kraju, który od początku wspierał Kijów w walce z rosyjską inwazją.

Czytaj więcej

Budzisz, Żurawski vel Grajewski: Spór o UPA to tylko pretekst. Zełenski chce konfliktu z Polską

Samospełniająca się przepowiednia o Niemcach, które przejmą inicjatywę w procesie pokojowym i odbudowie Ukrainy

Wówczas mielibyśmy do czynienia z samospełniającą się przepowiednią. W Polsce słyszymy często narzekanie, szczególnie po prawej stronie, że Kijów niewystarczająco wyraża nam swoją wdzięczność, a na odbudowie Ukrainy zarobią najlepiej Niemcy. Eskalowanie sporu z Ukrainą w sprawie nieakceptowalnego dla Polski hołdu dla UPA, może jednak właśnie do tego doprowadzić. Jeśli gdańska konferencja okaże się klapą, będziemy mieć znacznie słabsze karty i niejako na własne życzenie wypiszemy się z koalicji państw, od których zależy przyszłość naszego regionu. I tak nie ma nas w formacie E3, czyli spotkaniach przywódców Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii, którzy szukają sposobu na pokój na Ukrainie i zaczną zapewne wkrótce negocjacje z Rosją w tej sprawie. Nie zaproszono do tego formatu ani premiera Tuska, ani prezydenta Nawrockiego.

Czytaj więcej

Marek A. Cichocki: Jeśli teraz nie jest dobry czas na swary z Ukrainą, to kiedy będzie?

Oczywiście, z jednej strony mamy rosnące zmęczenie wojną w polskim społeczeństwie. Ani premier, ani prezydent nie chcą się stawiać w roli tych, którzy chcą ustąpić Ukrainie. Przeciwnie, to na niechęci wobec Ukrainy można dziś zbudować poparcie społeczne. Ale równocześnie wyborcy nie wybaczą polskim politykom, jeśli zmarnują historyczną szansę, jaką jest wpływ na przyszłość regionu. Od 20. gospodarki świata, Polacy oczekują, że będzie odgrywała bardziej podmiotową rolę. Tu więc nie chodzi o parę punktów, które może zyskać na takiej lub innej decyzji prezydenta czy premiera. Ale o powagę i interesy Polski. Byłoby swoistym paradoksem, gdyby głównym beneficjentem godnościowych odruchów Karola Nawrockiego, który chce odebrać Orła Białego Zełenskiemu, zostały Niemcy.