Decyzja Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA”, wywołała ostry kryzys w relacjach polsko-ukraińskich. Atmosferę zaostrzają reakcje ukraińskiej opinii publicznej, której przedstawiciele, w odpowiedzi na powszechne oburzenie Polaków, akcentują własną suwerenność w kształtowaniu panteonu bohaterów narodowych i próbują udowodnić, że bohaterowie z AK czy Żołnierze Wyklęci wcale nie byli lepsi niż żołnierze UPA. Psychologiczne mechanizmy sporu są zrozumiałe. W reakcjach obu stron brak jednak podejścia strategicznego, analizy politycznej tego, co się stało i próby oceny sytuacji na gruncie interesów narodowych obydwu państw. Spróbujmy spojrzeć z tej perspektywy.
Czytaj więcej
Od Lecha Wałęsy po Karola Nawrockiego i Władysława Kosiniaka-Kamysza – politycy o skrajnie różnych poglądach zgodnie krytykują Wołodymyra Zełenskie...
Konflikt Ukrainy z Polską rozpoczął się już dawno temu
Pogarszanie się relacji polsko-ukraińskich trwa od wiosny 2023 r. Proces ten rozpoczęła administracja Zełenskiego w maju 2023 r., a jego kulminacją było wystąpienie prezydenta Ukrainy 19 IX 2023 r. w ONZ. Konflikt rozpoczęty zatem został nie przez Polskę i nie ona miała zdolność jego zakończenia. Latem 2023 r. w kontekście nadchodzących wyborów sejmowych do sporu z rządem RP włączyła się Komisja Europejska, wyłuskując z koalicji zbożowej z Polską Bułgarię i Rumunię, które w chwili wystąpienia z niej (15 IX 2023) zostały przez UE zwolnione z procedur monitoringu antykorupcyjnego. W Kijowie akcję koordynował nowo mianowany ambasador RFN Martin Jäger, ten sam, który po zakończeniu owej misji został szefem niemieckich służb specjalnych. Dwa tygodnie później Niemcy zażądały od Polski wydania Ukraińca oskarżonego o wysadzenie Nord Stream 2, czyli usiłowały sprowokować kolejny konflikt.
W kampanii wyborczej w Polsce w 2025 r. Zełenski otwarcie poparł Trzaskowskiego, co było aktem wrogim wobec obozu politycznego, który w latach 2022-2023 decydował o skali i tempie polskiej pomocy dla Ukrainy.
Czytaj więcej
We wsparcie Ukraińców i Ukrainy zaangażowali się zwykli obywatele, biznes, samorządy i rząd.
Ukraina chce być centrum Europy Wschodniej. Polska jej w tym przeszkadza
Obecny spór także został zainicjowany przez Zełenskiego i nie jest to spór o miejsce UPA w historii. Tak ma go widzieć niezorientowana publiczność. Zełenski nie mógł nie wiedzieć, jaką reakcję wywoła jego decyzja, a zatem realizował świadomą strategię. UPA i historia są instrumentem wywołania sporu, a nie jego przyczyną. Łagodzenie z polskiej strony niewiele da, tak jak nie dało w 2023 r.
Ten konflikt potrzebny jest ekipie Zełenskiego zarówno ze względu na sytuację wewnętrzną, jak i na zaczynającą się właśnie grę strategiczną, której stawką są warunki zakończenia wojny i przyszłość (a właściwie jej brak) europejskiej akcesji Ukrainy. Motywy związane z polityką wewnętrzną są czytelne. Chodzi o odwrócenie uwagi od korupcyjnej afery Mindycza i pojawiających się oskarżeń, formułowanych np. przez byłą rzeczniczkę Zełenskiego Julię Mendel, że to sam prezydent jest patronem układu korupcyjnego, jak i o faktyczną utratę przez Sługę Narodu większości w Radzie Najwyższej, co zmusza do kompromisów z opozycją.
Czytaj więcej
Nad Dnieprem doszło do największego od lat skandalu korupcyjnego. – Istnieje ryzyko wybuchu kryzysu politycznego – komentują rozmówcy „Rzeczpospoli...
W świetle oświadczeń Zełenskiego najbliższe półrocze to czas, kiedy wojna może zostać zakończona, co w razie realizacji takiego scenariusza oznacza przygotowania do wyborów na wszystkich szczeblach, od urzędu prezydenta, po merów miast i lokalne rady. Jeśli prezydent Ukrainy domaga się przyjazdu do Kijowa amerykańskich negocjatorów (Witkoffa i Kushnera) i jednocześnie proponuje, aby przedstawiciele Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec zasilili zespół, który miałby rozmawiać z Rosjanami o pokoju, to mamy do czynienia z realizacją planu wzmacniającego pozycję Zełenskiego w tym układzie. Reprezentanci państw europejskich mają, co jest czytelne, równoważyć stanowisko negocjacyjne Amerykanów, zwiększając ukraińskie możliwości balansowania. Polski – „modelowego sojusznika” USA, nie mogło być w tej formule, bo zaburzałaby ona równowagę.
Jest jeszcze jeden powód. Otóż Zełenski przedstawia równolegle wizję ładu powojennego, akcentując centralne położenie i znaczenie Ukrainy, która miałaby w tej koncepcji nie tylko stać się filarem bezpieczeństwa na wschodzie, ale łączyć również skrzydła, współpracując ze Skandynawami i Bałtami na północy, a Turcją na południu. W realizacji takiej wizji również przeszkadza Polska i dlatego konflikt z Warszawą na tle sporów historycznych jest Zełenskiemu na rękę.
Czytaj więcej
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przyznał, że proces negocjacji pokojowych z Ukrainą jest obecnie wstrzymany. Jednocześnie przekonywał, iż Moskwa od...
Polska idealnie nadaje się do roli państwa hamującego aspiracje Ukrainy
W grę wchodzą też inne powody. Po wystąpieniu Merza z 18 maja, kiedy to niemiecki kanclerz w miejsce pełnego członkostwa Ukrainy w UE, zaproponował jej niejasną formułę „członka stowarzyszonego”, ukraińska klasa polityczna i sam Zełenski zorientowali się, że unijna akcesja odsuwa się, i to znacznie , w czasie. Zbliżające się wybory na Ukrainie nie będą zatem przebiegały w atmosferze triumfu i zwycięstwa politycznego, podkreślanego świętowaniem wejścia do Unii Europejskiej, a przeciwnie w sytuacji spowolnienia procesu akcesyjnego oraz pozostawania poza strukturami NATO. Trzeba więc znaleźć winnych, a Polska idealnie nadaje się do odegrania roli „hamulcowego” ukraińskiego procesu akcesyjnego.
Tym bardziej, że niedawny rosyjski atak na rumuńskie miasto nad Dunajem odsłania intencje Moskwy, która będzie chciała doprowadzić do blokowania czarnomorskiego korytarza żeglugowego, przebiegającego przez rumuńskie wody terytorialne, a kluczowego dla eksportu ukraińskich płodów rolnych. Powodzenie tego planu będzie z kolei oznaczało pojawienie się ukraińskiego zboża na granicy z Polską, protesty rolników, blokady i kolejne zaostrzenie relacji. Odpowiada to też interesowi Niemiec, dla których lepiej jest, by rolnicy polscy przyczynę swych kłopotów upatrywali w Ukrainie, a nie w forsowanym przez Berlin porozumieniu UE-Mercosur, otwierającym rynek europejski na południowoamerykańskie produkty rolne.
Współpraca Warszawa–Kijów nie jest w interesie Moskwy i Berlina
Ścisła współpraca polsko-ukraińska w 2022 r., ukraińską krwią i polskimi dostawami broni nie tylko zatrzymała Rosję, ale i zmarginalizowała Niemcy, wówczas symbolizowane przez 5 tys. hełmów. Nie tylko w Moskwie, ale i w Berlinie nie życzą sobie takiej współpracy.
Zrozumienie tego mechanizmu nie zwalnia nas z odpowiedzialności za poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, jaką politykę winna prowadzić wobec Kijowa Warszawa. Uważamy, że strategia Zełenskiego w dłuższej perspektywie okaże się fatalna dla Ukrainy. O tym, kto rządzi w Kijowie, decydują naturalnie wyborcy ukraińscy. Problem Polski polega jednak na tym, że wywoływany przez Zełenskiego spór z Polską wiedzie do marginalizacji obu naszych państw.
Spróbujmy ten punkt widzenia przekazać naszym przyjaciołom nad Dnieprem. Zacznijmy od Niemiec – państwa aspirującego do roli europejskiego hegemona. W interesie Warszawy, ale również Kijowa, leży to, aby w Niemczech nie rządziła umowna „linia Bismarcka”, której orędownikami byli Schröder i Merkel. Dziś zwłaszcza w SPD i wiodącej w sondażach AfD nadal jest sporo zwolenników porozumienia z Rosją, a zauważmy, że infrastruktura Nord Stream pozostaje niezdemontowana.
Podobnie strategiczny interes Ukrainy winien nakazywać Zełenskiemu i ukraińskim elitom dążenie do tego, by w Warszawie rządzili politycy przychylni Ukrainie, a nie z nią zwaśnieni. Nie chodzi tylko o koleje wojny, która się jeszcze nie zakończyła, ale o przyszłość Ukrainy, jej perspektywy odbudowy i rozwoju. Polska i Ukraina razem mogą w przyszłości stać się jądrem bezpieczeństwa europejskiego, państwami, od których zależeć będzie powstrzymywanie i odstraszanie Rosji, a w związku z tym stabilność pokoju. Wynika to z czynników obiektywnych – położenia i potencjału demograficznego. Bez zaangażowania Polski nie da się „spiąć” NATO-wskich skrzydeł rozciągających się od Skandynawii po Turcję. Myślenie, że zrobią to bez Polski Niemcy i Ukraina jest polityką ryzykowną, bo obecny kurs Berlina może podlegać rewizji. Wizja kolejnych Porozumień Mińskich jest bowiem dla wielu za Odrą kusząca, a spór z Rosją, grożącą starciem zbrojnym, nie do zaakceptowania. Konflikt z Polską może w związku z tym oznaczać dla Ukrainy w takim scenariuszu osamotnienie w przyszłości.
Choćbyśmy hipotetycznie przyjęli, że Niemcy zrozumieli, jakim błędem było postrzeganie Rosji w kategoriach partnera, co byłoby równoznaczne z zakwestionowaniem ich polityki datującej się od czasów kanclerstwa Brandta, to i tak w czasie pokoju problemem zarówno Polski, jak i Ukrainy będzie równoważenie niemieckiego potencjału. Nawet w realiach partnerstwa i przyjaźni trzeba dbać o to, aby sojusznik nie miał pokusy zostania hegemonem. W jaki zaś sposób powojenna Ukraina będzie chciała równoważyć nierównowagę potencjałów w relacjach między Kijowem a Berlinem? Razem możemy to zrobić, oddzielnie, zwłaszcza jeśli znajdziemy się w konflikcie, będzie trudniej.
Czytaj więcej
Dotychczas, oprócz zachodniej Ukrainy, nigdy nie mieliśmy kultu Bandery. Ale teraz jest. Taki jest skutek wojny. Nikt w Kijowie swoją decyzją nie c...
Polska i Ukraina mają wiele wspólnych interesów, które powinny skłaniać je do współpracy
Możemy też być wspólnie przyszłym centrum rozwojowym Europy. Oczywiście o ile zachowamy się podobnie jak Niemcy i Francuzi, którzy już sześć lat po zakończeniu II wojny światowej, gdy rany były jeszcze świeże, potrafili w imię interesu strategicznego i przyszłości, powołać Europejską Wspólnotę Węgla i Stali – fundament pod budowę Unii Europejskiej. Nie miłość i zapomnienie przeszłości, ale szacunek dla wrażliwości partnerów i wspólny interes skłoniły przywódców obydwu krajów do pójścia tą drogą.
Wskażmy punkty wspólne dla Polski i Ukrainy: współpraca w zakresie polityki obronnej, w tym budowa nowego systemu bezpieczeństwa, integracja przemysłów zbrojeniowych, uczynienie z obu państw centrum rozwoju Europy w zakresie technologii wojskowych i podwójnego przeznaczenia, wykorzystanie kompetencji naszych dobrze wykształconych społeczeństw. Nawet w dziedzinie rolnictwa, gdzie może być najtrudniej, połączenie dotychczasowej pozycji Polski, największego eksportera żywności w UE, z potencjałem Ukrainy, jest szansą. Wielką szansą jest wspólna polityka energetyczna, terytorialny monopol tranzytowy między Bałtykiem a Morzem Czarnym, eksploatacja bogactw mineralnych, w tym troska o maksymalne zwiększenie niezależności w zakresie węglowodorów. Maksymalna integracja rynku pracy również leży w naszym interesie.
Realizacja tak zarysowanych celów ma wymiar strategiczny, również z tego względu, że zmienia układ sił w Europie, zwiększając znaczenie państw Europy Środkowej. Bez współpracy polsko-ukraińskiej cały ten region pozostanie polem gry sił zewnętrznych. W podmiotowego gracza może przekształcić go tylko sojusz Warszawy i Kijowa. Międzymorze nie jest marzeniem o odtworzeniu I Rzeczpospolitej, ale narzędziem budowania i zwiększania pozycji obydwu krajów we współczesnej Europie. Nie nostalgia, ale troska o przyszłość powinna budować naszą politykę i strategię. Ale to wymaga dojrzałości elit. Po obydwu stronach. Celem polityki poważnych państw nie może być danie upustu emocjom opinii publicznej, choć trzeba na nie zważać, by nie przeszkadzały. Musi nim zaś być wzmacnianie swej siły. Cel ten i Polska i Ukraina łatwiej osiągną razem.
Śródtytuły pochodzą od redakcji