Szymanowska: Tanie kredyty nakręcają ceny mieszkań. Będzie coraz drożej

Z Ewą Szymanowską, Polska 2050, numer 1 Trzeciej Drogi w okręgu łódzkim rozmawia Jakub Mikulski.

Publikacja: 03.10.2023 16:55

Szymanowska: Tanie kredyty nakręcają ceny mieszkań. Będzie coraz drożej

Foto: Adobe Stock

W Polsce brakuje 1,5-2 mln mieszkań. Jak chcecie rozwiązać ten problem?

Jak najbardziej jesteśmy za tym, żeby budować mieszkania. Natomiast chcemy też, żeby można było zamieszkać w już istniejących lokalach, które stoją puste, bo miasta nie są w stanie ich wyremontować. Ciężko wymagać, by ponosiły tak olbrzymie koszty, zwłaszcza, że wiele z tych lokali znajduje się w zabytkowych kamienicach, przez co wymagają dużo większych nakładów finansowych. Dlatego chcielibyśmy, żeby państwo dofinansowało miasta w tym zakresie.

A jeśli chodzi o pomoc w zakupie?

Przez lata pracowałam jako doradca hipoteczny i widziałam, jak ludzie koniecznie chcieli mieć to mieszkanie na własność. Osoby, które mało zarabiały i raczej nie miały perspektywy dużych zarobków, brały dodatkową pracę, nadgodziny, żeby tylko podreperować sobie zdolność kredytową. Tylko gdy okazuje się, że przez 30 lat należałoby tak ciężko pracować, staje się to nierealne. Jeżeli dojdzie do tego jakakolwiek choroba, niedyspozycja, utrata pracy, to nagle traci się płynność finansową i wymarzone mieszkanie staje się ciężarem.

Ja pracowałam m.in. w czasach, kiedy bardzo popularne były kredyty frankowe. Kiedy frank szwajcarski poszedł drastycznie w górę, kredytobiorcy nagle mieli podwyższone nie tylko raty, ale przede wszystkim kapitał. Jeśli ktoś stracił wtedy płynność, to nawet nie bardzo miał możliwość sprzedania tego mieszkania, bo wartość jego nieruchomości była niższa, niż wartość kredytu.

Rozmawiałam niedawno z kolegą, który zaciągnął kredyt w złotówkach. Jest informatykiem i zarabia nieźle, jak na polskie warunki. Jako osoba samotna zdecydował się na kredyt z ratą 2000 zł. Po podwyżkach stóp procentowych jego rata wzrosła i wynosi obecnie ponad 4000 zł. Mówił, że zaczyna być ciężko, bo za dużo tego dochodu idzie na ratę. Dlatego chciałabym wprowadzenia takiego rozwiązania, jakie funkcjonuje w Anglii. Tam są tzw. mieszkania councilowskie - bardzo podobne, jak u nas komunalne. Trzeba spełnić pewne kryteria, żeby je dostać, ale ta dostępność jest dużo większa, niż u nas. Wtedy wynajmuje się od miasta i wychodzi to taniej, niż na rynku. Ale jednocześnie to mieszkanie jest miejscem, w którym można sobie układać życie, można je wyremontować pod swój gust itd.

Czyli wasz pomysł na mieszkania jest zbieżny z tym, co proponuje Lewica – chodzi o możliwość taniego wynajmowania mieszkań od samorządów.

Jest to na pewno dobre rozwiązanie dla osób niższych dochodach, bo ci, których stać na zakup domu czy mieszkania, raczej będą chcieli kupić je na własność. Natomiast te rozwiązania, które proponują inni, czyli obniżenie oprocentowania do zera czy 2 proc, w istocie nakręcają ceny mieszkań. Będzie coraz drożej, a nie taniej.

A co z dopłatami do najmu na rynku prywatnym, które chce Donald Tusk?

Trzeba by było najpierw zastanowić się, czy nie spowoduje to z kolei wzrostu cen najmu. Bo może się okazać, że ta górka, którą państwo dopłaci, nagle trafi do wynajmującego, a nie do najemcy i zamiast 2000 zł trzeba będzie mu zapłacić 2600 zł. Byłabym więc ostrożna.

W jaki sposób samorządy byłyby kontrolowane w zakresie wynajmu mieszkań?

Na pewno należałoby wprowadzić jakieś zasady udzielania tego wsparcia - czy preferujemy rodziny z dziećmi, osoby samotne, osoby starsze... Musiałyby powstać kryteria przyznawania tych mieszkań, w tym kryterium dochodowe. Bo jeżeli kogoś stać, żeby faktycznie sobie mieszkanie kupił czy wynajął, to nie miałby pierwszeństwa przed osobą, która ma ten dochód dużo niższy.

Przecież są osoby, które pracują na najniższej krajowej. Jak taka osoba ma się zdecydować na dziecko, na stworzenie rodziny, jak nie ma gdzie mieszkać, tylko śpi gdzieś kątem u rodziców? To nie sprzyja dzietności.

Czyli byłby to jednak bardziej program socjalny i rozwój mieszkań komunalnych, niż stworzenie osobnego programu, jak proponuje Lewica.

Dostęp do własnego lokum to dziś olbrzymi problem, szczególnie dla młodych. Wielu osób nie stać na zaciągnięcie na ten cel kredytu na całe życie. Uwolnimy obrót ziemią w granicach miast. Odblokujemy plany zagospodarowania przestrzennego w maksymalnym stopniu uwzględniając potrzeby budownictwa mieszkaniowego. Rynkowo zwiększymy podaż mieszkań, obniżając tym samym ich cenę, aby zwiększyć dostęp do mieszkania w rozsądnej cenie. Wprowadzimy mechanizmy prawne i podatkowe, pozwalające zwiększyć dostępność mieszkań na wynajem. Jesteśmy jeszcze przed prezentacją naszego całościowego programu, jeżeli chodzi o mieszkalnictwo. Na ten moment mamy elementy dotyczące właśnie zasobów, które już są i dofinansowania miast w zakresie remontów pustostanów.

Ale dopłat do kredytów nie będziecie proponować?

Nie mamy takich planów.

Jak skleić te bardzo różne propozycje opozycyjnych partii w kwestii mieszkań?

Po wyborach będziemy siadać do stołu i rozmawiać. Każda strona będzie przekonywać, dlaczego dany program jest właściwy. Potrzebna będzie duża praca nad kompromisami, bo każdy będzie chciał, żeby jakiś element jego programu był tym, który zostanie zrealizowany.

W swoim programie deklaruje pani, że chce być rzecznikiem osób poszkodowanych przez banki i parabanki. W jaki sposób?

Pracując w bankowości obserwowałam pewne praktyki, które mi się bardzo nie podobały i którym się nie poddawałam. Nie zgadzałam się na sprzedaż produktów w sposób nieetyczny, a niestety tak to czasami w tej branży wyglądało. Targety, to, że trzeba wyrobić jakiś plan, że pracownikom obcina się premie, mimo że wyrobili plan np. na kredyty, ale nie sprzedali jakichś tam inwestycji… Ja się na coś takiego nie zgadzałam. Jeżeli klient przychodził do mnie po lokatę, to wychodził z lokatą, a nie jakimiś dodatkowymi instrumentami, których wcale nie potrzebował i które przede wszystkim nie gwarantują ochrony kapitału.

Mam nadzieję, że to się zmieniło, ale nadal jest wiele osób poszkodowanych. Jeżeli były umowy frankowe, które zawierały klauzule niedozwolone, to dlaczego tego wcześniej ktoś nie sprawdził? Dlaczego tysiące ludzi musi teraz iść do sądów i udowadniać swoje racje?

I jak to zmienić?

To mój osobisty temat, który nie wynika z programu partii, ale myślę, że znajdę w tej kwestii poparcie: jestem za tym, żeby każdy wypuszczany na rynek produkt finansowy przechodził takie sprawdzenie, jak to ma miejsce w przypadku leków. Idąc do apteki nie musimy się zastanawiać czy lek przepisany przez lekarza faktycznie stosuje się na określone schorzenie i jakie ma ewentualne skutki uboczne. Klienci banku też nie muszą znać się na finansach, dlatego powinni mieć wsparcie instytucji państwowej np. Komisji Nadzoru Finansowego, która sprawdzi umowę i założenia produktu przed wprowadzeniem go na rynek, oraz oszacuje ryzyko, jakie niesie on dla klienta. To samo powinno dotyczyć instytucji finansowych tzw. parabanków.

Choćby afera Amber Gold w ogóle nie powinna się pojawić. Kwestia Get Backu – również. Przecież jeśli nie uczymy się na błędach, które zostały popełnione, to za chwilę pojawi się kolejna grupa osób pokrzywdzonych.

To, mówiąc wprost, nie jest pani trochę wstyd, że pracowała pani w Getin Banku?

Pracowałam w Dom Banku, czyli w oddziale hipotecznym Getin Nobel Banku. Jak ktoś do nas przychodził po kredyt hipoteczny, to z takim produktem wychodził.

Czyli jako osoba, która pracowała w Getin Banku, chce pani pomagać osobom, które np. właśnie tam straciły pieniądze?

Nie chodzi tylko o Getin. Chciałabym zająć się to sprawą szeroko. Chciałabym, żeby hasło „pewne jak w banku” nie było pustym sloganem.

Inna sprawa, że wielu ludzi pracujących w bankach też nie miało świadomości, że np. w umowach hipotecznych są klauzule niedozwolone. To nie jest więc kwestia tylko tego, że pracownik na dole robił coś niewłaściwego, namawiając na jakieś instrumenty. Natomiast takie sytuacje również znam, dla pieniędzy ludzie potrafią robić różne rzeczy.

W jaki konkretnie sposób chce pani pomagać? Dużo partii zapowiadało uregulowanie kwestii frankowej, nawet prezydent Duda to obiecywał, a de facto frankowicze wszystko musieli wywalczyć sobie sami.

Chciałabym, żebyśmy wyciągnęli wnioski z dotychczasowych doświadczeń. Pewnych rzeczy nie odwrócimy, ale możemy sprawić, żeby nie było kolejnych poszkodowanych klientów, żeby to bezpieczeństwo było zachowane.

Przede wszystkim w banku nie ma równowagi sił. Klient przychodzi, dostaje umowę, w najlepszym wypadku bank zgodzi się nie brać opłat za wcześniejszą spłatę kredytu albo da inny tego typu drobiazg.

To nie należałoby wyciągnąć lekcji z franka, wyprzedzić pozwy i już teraz uregulować np. kwestię naliczania odsetek ustalanych w oparciu o WIBOR, albo to, że nie było kredytów z oprocentowaniem stałym?

Tylko pytanie, na ile to będzie realne? Jeżeli będzie, to na pewno będę o to walczyć, ponieważ w relacjach klient – bank to ten pierwszy zawsze obrywa. To bank powinien ponosić konsekwencje tego, co i jak sprzedaje. To doradcy powinni ponosić odpowiedzialność za to, w jaki sposób prowadzą rozmowę z klientem, co mu obiecują. Nie może być tak, że chcą tylko coś sprzedać i to jest jedynym wyznacznikiem. A przede wszystkim jestem przeciwnikiem zgrzewania produktów, czyli że ktoś przychodzi po kredyt i wychodzi z programem regularnego oszczędzania.

W Polsce brakuje 1,5-2 mln mieszkań. Jak chcecie rozwiązać ten problem?

Jak najbardziej jesteśmy za tym, żeby budować mieszkania. Natomiast chcemy też, żeby można było zamieszkać w już istniejących lokalach, które stoją puste, bo miasta nie są w stanie ich wyremontować. Ciężko wymagać, by ponosiły tak olbrzymie koszty, zwłaszcza, że wiele z tych lokali znajduje się w zabytkowych kamienicach, przez co wymagają dużo większych nakładów finansowych. Dlatego chcielibyśmy, żeby państwo dofinansowało miasta w tym zakresie.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Rynek nieruchomości
Kredyt "Na start" się oddala. To dobrze, zwłaszcza dla kupujących
Rynek nieruchomości
Kredyt „Na start” najwcześniej od 2025 roku – wynika z deklaracji ministra
Rynek nieruchomości
Idylliczne szwedzkie miasteczko sprzedaje ziemię za 38 groszy
Rynek nieruchomości
Rodzina Berlusconiego sprzedaje jego słynną willę na Sardynii. Cena zwala z nóg
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Rynek nieruchomości
Korekta na kursach deweloperów zgodna z trendem na giełdzie