W felietonie zamieszczonym na portalu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Jerzy Jachowicz zauważa:

Jan Dworak w coraz większym stopniu upodabnia się do Cezarego Grabarczyka. Pracuje z szybkością, z jaką poruszają się nasze koleje. Ma podobne opóźnienia, jakie miał Grabarczyk na budowach autostrad. Skądinąd przyjemny to objaw, że w Platformie nikt się nie wyróżnia. Korzystnie. Wszyscy są mniej więcej tacy sami. Mówią podobne rzeczy. W zbliżonym tempie wykonują swoje obowiązki. W większości przypadków „na Świętej Nigdy”.

Dla Jachowicza oczywiste jest, że:

Janowi Dworakowi może nie starczyć kadencji na wyjaśnienie, czy stacje telewizyjne zafałszowały tegoroczny obraz obchodów święta 11 listopada w Warszawie. Jestem realistą. Jasno widzę najróżniejsze przeszkody, które piętrzą się na jego drodze. Czasu ma niewiele. Ledwo cztery i pół roku. Jego kadencja upływa już w lipcu 2016 roku.

Dlaczego musi to tyle trwać?

Podejrzenie budzi już sam fakt, że donos o tendencyjnych, zmanipulowanych relacjach telewizyjnych złożyło PiS. Partia ta jątrzy nie od dziś. Znana jest z prymitywnej napastliwości, rozsiewania spiskowych teorii i podejrzliwości wobec szlachetnych inicjatyw, tym przypadku w telewizyjnych relacji.

(...) Dworak, nie zważając na budzące wątpliwości źródło skargi, podjął się zbadania zarzutów i obiecał udzielić odpowiedzi już w połowie stycznia następnego roku. Tempo iście ekspresowe sobie narzucił. Na szczęście szybko się zreflektował. Zawarował sobie możliwość, która otwiera nowe perspektywy czasowe.  

To znaczy:

Najpierw stacje telewizyjne muszą na ręce Dworaka złożyć odpowiednie materiały z uroczystego marszu. Na razie nie dostał wszystkich. Kiedy zgromadzi komplet, musi je dokładnie przeanalizować, a swoje uwagi przekazać poszczególnym stacjom. Następnie redakcje muszą się ustosunkować do jego uwag. Po takiej wędrówce, Dworak będzie mógł zdecydować, czy któraś ze stacji telewizyjnych zasługuje na krytyczne opinie bądź na karę.

Naszym zdaniem sprawę uda się przedawnić.