Reklama

Jacek Czaputowicz: Nuklearna szarża przynosi Polsce szkody

Dążenia do stworzenia autonomicznych zdolności nuklearnych mogą być odbierane albo jako utrata zaufania do odstraszania ze strony USA, co byłoby złym sygnałem wobec Amerykanów, albo mogą też stanowić próbę zerwania więzów zależności i wybicia się na samodzielność – pisze Jacek Czaputowicz, były minister spraw zagranicznych.
Jacek Czaputowicz: Nuklearna szarża przynosi Polsce szkody

Foto: PAP/Leszek Szymański

Ambasador Polski Krzysztof Szczerski 28 kwietnia 2025 r. podkreślił w debacie w ONZ w Nowym Jorku: „Rzeczpospolita Polska potwierdza swoje niezachwiane poparcie dla Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT) jako fundamentu międzynarodowego bezpieczeństwa i stabilności”. Upłynął niespełna rok i słowa te wydają się jedynie odległym wspomnieniem.

Reklama
Reklama

Światowe media obiegły wypowiedzi premiera Donalda Tuska i prezydenta Karola Nawrockiego wskazujące, że będziemy dążyć do posiadania autonomicznych zdolności nuklearnych. Reuters cytuje słowa Tuska, że Polska „nie będzie chciała być bierna w kwestii bezpieczeństwa nuklearnego w kontekście militarnym”, natomiast Bloomberg pisze wprost, że chcemy mieć własną broń nuklearną.

USA sprzeciwiają się dążeniom Polski do posiadania broni atomowej

Amerykański podsekretarz obrony Elbridge Colby wskazał, że Stany Zjednoczone co najmniej „zdecydowanie sprzeciwiałyby się” dążeniom państw europejskich, takich jak Polska, Niemcy czy Szwecja do posiadania własnych zdolności nuklearnych. W języku dyplomatycznym oznacza to, że użyłyby wszelkich instrumentów, by do tego nie dopuścić, a ponieważ mają tych instrumentów dużo, pomysły takie wybiłyby szybko z głowy.

Głos Amerykanów nie otrzeźwił jednak polskich polityków. Niezrażony niczym rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz oświadczył, że Polska i tak będzie rozwijać zdolności atomowe, a „pojedyncza wypowiedź przedstawiciela administracji amerykańskiej niczego nie dowodzi”. To jednak Colby, który reprezentował USA na niedawnym spotkaniu ministrów obrony państw NATO, uchodzi za głównego stratega administracji amerykańskiej w dziedzinie bezpieczeństwa. W książce pt. „Strategia wypierania”, wydanej także w naszym języku przez Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, określa on główny cel amerykańskiej polityki jako powstrzymanie Chin przed uzyskaniem hegemonii w Azji Wschodniej, co oczywiście implikuje ograniczenie zaangażowania w Europie. Nie ma tam ani słowa, by Amerykanie mieli zrezygnować z polityki zdecydowanego powstrzymywania proliferacji broni jądrowej. Leśkiewicz stwierdził też, że na temat broni nuklearnej będziemy z Amerykanami rozmawiać. Mogę wyobrazić sobie, co usłyszymy: „Chłopcy, włóżcie długie spodnie i przyjdźcie z kimś dorosłym”.

Reklama
Reklama

Dlaczego USA nigdy nie dopuszczą do tego, by Polska miała broń nuklearną?

Dążenia do stworzenia autonomicznych zdolności nuklearnych mogą być odbierane albo jako utrata zaufania do odstraszania ze strony USA, co byłoby złym sygnałem wobec Amerykanów, albo mogą też stanowić próbę zerwania więzów zależności i wybicia się na samodzielność. Nie sądzę, by Amerykanie kiedykolwiek dopuścili do tego, by Polska mogła posiadać broń nuklearną. Nie chodzi tylko o prowokowanie Rosji, która ma być w przyszłości kluczowym partnerem gospodarczym USA, ale także o Niemcy i Ukrainę. Czy posiadanie broni nuklearnej nie wzmocniłoby naszych postulatów w kwestii reparacji czy ekshumacji? Stawiam dolary przeciwko orzechom, że nasi sąsiedzi poparliby nasze starania o broń nuklearną w taki sam sposób, jak my byśmy poparli ich starania.

Czy próby naszych ładunków jądrowych planujemy przeprowadzić w kopalni soli w Wieliczce?

Zgłaszamy ambicje nuklearne w sytuacji, gdy nie mamy ani wiedzy, ani cywilnej energetyki atomowej, ani złóż uranu, ani odpadów potrzebnych do ekstrakcji plutonu. Czy próby naszych ładunków jądrowych planujemy przeprowadzić w kopalni soli w Wieliczce? Obawiam się, że ta nuklearna szarża naszych władz zaszkodzi rozwojowi cywilnej energetyki jądrowej. Skoro bowiem zapowiadamy, że chcemy obchodzić postanowienia Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, który zakazuje wytwarzania i poszukiwania pomocy w produkcji broni nuklearnej, niejako zmuszamy innych, by nam w tym przeszkadzili.

Czytaj więcej

Czyj parasol nuklearny nad Polską? Ekspert obala mity

Wzorem dla nas powinni być Niemcy. Minister obrony Boris Pistorius właśnie oświadczył, że to Amerykanie zapewniają Europie odstraszanie nuklearne, a większa liczba miejsc, w których będzie broń nuklearna, nie uczyni świata bardziej bezpiecznym. Niemcy będą też skrupulatnie przestrzegać Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej i rozwijać zdolności do odstraszania środkami konwencjonalnymi.

Dlaczego program NATO Nuclear sharing jest dla Polski niedostępny?

Nuclear sharing, czyli natowska inicjatywa dzielenia się przez Amerykanów bronią nuklearną z państwem gospodarzem, jest dla Polski także niedostępna. Warto w tym kontekście przypomnieć nasze zabiegi o amerykańską obecność wojskową. Wyzwaniem było przełamanie niechęci europejskich członków NATO, którzy obawiali się prowokowania Rosji. Niemcy, Francja i Włochy wskazywały, że NATO zobowiązało się w porozumieniu z Rosją z 1997 r. do nierozmieszczania znacznych sił na terytorium nowych państw członkowskich. My z kolei dowodziliśmy, że umowa NATO–Rosja została przez Kreml złamana, a ponadto nie mamy obowiązku konsultowania dwustronnej współpracy z USA, tak jak nie robiły tego Niemcy czy Norwegia. Dzięki pośrednictwu sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga impas został, choć nie bez trudu, przełamany.

Reklama
Reklama

Na objęcie Polski programem Nuclear sharing zgodę musiałyby wyrazić wszystkie państwa członkowskie. Porozumienie NATO–Rosja stanowi, że sojusz nie planuje „rozmieszczać i składować broni nuklearnej na terytorium nowych państw członkowskich”. Możemy oczywiście wskazywać, że sytuacja się zmieniła i że zobowiązanie to nie ma już zastosowania, jednak zakładanie, że opinię tę podzielą wszyscy członkowie NATO, jest równie prawdopodobne jak przyjęcie Ukrainy na najbliższym szczycie NATO.

Państwa uczestniczące w programie Nuclear Sharing

Państwa uczestniczące w programie Nuclear Sharing

Foto: PAP

Nie można oczywiście wykluczyć, że sytuacja się zmieni, czego raczej nie powinniśmy sobie życzyć. Gdyby np. Rosja wygrała wojnę i rozmieściła pociski nuklearne pod Lwowem, szanse na przekonanie naszych partnerów by niewątpliwie wzrosły. Zostawmy jednak tę opcję w rezerwie i skupmy się na tym, aby do realizacji tego scenariusza nie dopuścić.

Dlaczego prezydent Karol Nawrocki odrzucił propozycję Emmanuela Macrona i nie chce francuskiej broni atomowej?

Polityka prezydenta Donalda Trumpa skłania Europejczyków do poszukiwania także innych sposobów zapewnienia bezpieczeństwa. Prezydent Emmanuel Macron zaproponował wykorzystanie francuskiego potencjału nuklearnego, jednak prezydent Nawrocki określił te propozycje mianem iluzorycznych i niepoważnych.

Nie jest to oczywiście alternatywa dla odstraszania przez Stany Zjednoczone. Colby wskazał, że należałoby raczej oczekiwać większego zaangażowania Francji w odstraszanie nuklearne w ramach NATO, a sama francuska doktryna koncentruje się na terytorium państwa, a nie kontynentu.

Foto: PAP

Reklama
Reklama

Propozycja prezydenta Macrona może budzić też wątpliwości dotyczące trwałości zobowiązań. Wybory prezydenckie już w przyszłym roku, a liderujące w sondażach Zjednoczenie Narodowe jest sceptyczne zarówno wobec NATO, jak i wobec zaangażowania Francji za granicą, nie mówiąc już o pełnym zrozumienia stanowisku wobec Rosji. Słabością jest także pominięcie państw bałtyckich, co może być dla Rosji sygnałem, że nie są one chronione w taki sam sposób. Rodzi się też pytanie o wiarygodność odstraszania, czyli o to, czy prezydent Francji, który zachowuje wyłączne prawo decyzji w sprawie użycia broni nuklearnej, dla obrony Warszawy zaryzykuje unicestwienie Paryża. 

Oferta Francji może być natomiast wykorzystana – poprzez udział w rozmowach i różnego rodzaju ćwiczeniach – do budowy świadomości nuklearnej naszych decydentów. Dyskusja na ten temat pokazuje, że sporo jest jeszcze w tej materii do zrobienia.

Autor

Jacek Czaputowicz

Profesor na Uniwersytecie Warszawskim, w latach 2018-2020 był ministrem spraw zagranicznych

Publicystyka
Marek A. Cichocki: SAFE, czyli czy Polacy w ogóle „umieją w wojnę”?
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Materiał Promocyjny
Dane zamiast deklaracji. ESG oparte na faktach
Publicystyka
Od wielkiej przyjaźni do wizji zagłady. Zapomniana historia relacji Izraela i Iranu
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Czerwone granice międzynarodowej polityki
Publicystyka
Konrad Szymański: Nad SAFE unosi się długi cień Zbigniewa Ziobry
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama