„Dealerzy wiedzy”, czyli edukacyjni społecznicy monitorujący sytuację w oświacie, przeprowadzili ankietę, w której zapytali nauczycieli o to, ile godzin dziennie uczą. Na pytanie w ciągu dwóch dni odpowiedziało 3 tys. osób. I okazało się, że średnio przy tablicy stoją ok. 30 godzin w tygodniu. To wymiar pracy mniej więcej co trzeciego pedagoga. Jednak rekordziści – a było wśród ankietowanych 65 takich osób – pracowali 46 godzin w tygodniu. Poza czasem przy tablicy nauczyciel musi jeszcze przygotować się do lekcji.
Prawo pozwala nauczycielom pracować maksymalnie na półtora etatu – czyli 18 godzin pensum i 9 dodatkowych. Wyjątkiem są osoby uczące w szkołach średnich, w których od tego roku szkolnego zniesiono ten limit, bo inaczej nie byłoby kto uczyć. Dlatego też nauczyciele mają przydzielone właśnie półtora etatu, a reszta czasu traktowana jest jako „doraźne zastępstwa”. Zresztą te same co miesiąc…
Czytaj więcej
Obecne partie opozycyjne po przejęciu rządów „raczej nie zabiorą Polakom” 800 plus, natomiast dodatkowe emerytury są „bardzo zagrożone” - uznał Prz...
Czasami nauczyciele pracują w więcej niż jednej szkole. Tzw. turystykę edukacyjną uprawiają zwłaszcza uczący takich przedmiotów jak fizyka, chemia, geografia czy wos. W programie nauczania godzin na te przedmioty jest mało, więc trudno jest szkole, zwłaszcza małej, zatrudnić na cały etat. To oznacza, że ci nauczyciele w ciągu tygodnia uczą w kilku placówkach.
Ankieta pokazuje, że fizycy, chemicy, matematycy i biolodzy pracują ponad 30 godzin tygodniowo. Nauczyciele przedmiotów zawodowych, których w szkołach najbardziej brakuje, pracują przeciętnie ponad 35 godzin. Nauczyciele języka polskiego oraz angliści i uczący innych języków mają ok. 28 godzin tygodniowo. Z kolei szkolny psycholog pracuje ok. 38 godzin tygodniowo. Nawet katecheci pracują ponadwymiarowo – ok. 28 godzin w tygodniu.
Nauczyciele wskazują, że praca w tak wysokim wymiarze przekłada się na jej jakość. Czują, że nie wykonują swojej pracy tak, jak powinni. Ale tłumaczą, że praca w takim wymiarze jest koniecznością, bo inaczej nie są w stanie za sam etat utrzymać rodziny. Narzekają, że są przemęczeni, wypaleni zawodowo i przepracowani, a dyrektorzy szkół proponują im więcej godzin, niż są w stanie udźwignąć.
Czytaj więcej
"Co Pani/Pana zdaniem powinno być najważniejszym zadaniem rządu, jeśli stworzy go koalicja KO, Trzeciej Drogi i Nowej Lewicy?" - takie pytanie zada...
Przepracowani, zabiegani nauczyciele oznaczają zazwyczaj obniżenie jakości kształcenia. I odbywa się to kosztem dzieci. Dlatego też reforma oświaty i podwyżki wynagrodzeń nauczycieli to konieczność. Rząd Prawa i Sprawiedliwości zaproponował w przyszłym roku wzrost wynagrodzeń pedagogów o 12,6 proc. Koalicja Obywatelska szła do wyborów pod hasłem podwyżek rzędu 30 proc. Donald Tusk podtrzymuje, że ta obietnica jest cały czas aktualna. – Jeszcze raz powtórzę, od 30 proc. podwyżki do każdej pensji nauczycielskiej. To jest zagwarantowane. Nieodwołalne – ogłosił kilka dni temu lider opozycji.
Szacuje się, że podwyżki w wysokości ok. 1300 zł dla każdego nauczyciela to dla budżetu wydatek 13–14 mld zł. Czy znajdą się te pieniądze? – Polski nie stać na to, aby nauczyciele zarabiali tak słabo, jak ma to miejsce obecnie. Długoterminowy wzrost gospodarczy jest w bardzo dużej mierze oparty na jakości edukacji – mówił w Polsat News Andrzej Domański, doradca Donalda Tuska.