Na łamach „Rzeczpospolitej” gościnnie występuje Rolandas Kačinskas, dyrektor polityczny litewskiego MSZ. Tekst ma tytuł „Nie stwarzajmy sztucznych barier”, a jego główne przesłanie brzmi: Nie ma alternatywy dla litewsko-polskiego partnerstwa. W sumie słuszne. Gdy przyjrzymy się szczegółom, już tak dobrze nie jest. Niewątpliwie Kačinskas ma rację krytykując niedawny występ w Kownie przedstawiciela polskiego MSZ Jana Parysa. Parys powiedział, że Litwini tak źle traktują litewskich Polaków (gorzej niż Łukaszenko Polaków na Białorusi), że w razie agresji – zapewne rosyjskiej - trudno byłoby przekonać polskich żołnierzy do obrony Litwy. Jest to wypowiedź szokująca, zwłaszcza w ustach polskiego dyplomaty. To przecież w Polsce szczególnie tropi się wypowiedzi polityków zachodnich, którzy podważają solidarność w NATO, stawiają pod znakiem zapytania art. 5 traktatu sojuszu, który nakazuje wspólną obronę każdego zaatakowanego państwa członkowskiego. I nagle okazuje się, że to my niepoważnie traktujemy art. 5.

Poza tą słuszną krytyką Jana Parysa tekst Kačinskasa jest powtórzeniem typowej litewskiej propagandy o tym, jakie świetne warunki Wilno stworzyło niewdzięcznej mniejszości polskiej. No, nie stworzyło. Jej prawa są ograniczane, o czym pisaliśmy w „Rzeczpospolitej” dziesiątki razy.

Od Litwy przechodzimy do wódki. Jest i wódka litewska. W dzisiejszym tekście w „Rzeczpospolitej” chodzi jednak o polską („Polska wódka w ogniu walki”). Dwaj najwięksi producenci sięgają po coraz ostrzejsze metody konkurencji. Jeden producent zastrzegł sobie nazwę „Saska”, a alkohol pod tą nazwa wytwarza drugi. U drugiego producenta pojawił się więc komornik. Ta walka toczy się w przerażającym dla wytwórców momencie, gdy „sprzedaż wódki już w Polsce nie rośnie”.

Sprawę ciekawie komentuje Piotr Mazurkiewicz („W biznesie nie ma sentymentów”). Przypomina inne spektakularne starcia o marki, nazwy, kolory.

Intrygująca zgodność czołówek w „Gazecie Wyborczej” i w „Dzienniku Gazecie Prawnej”. W tej drugiej pod tytułem „Ustawa kominowa sobie, a PiS sobie”, w pierwszej „”Misiewicze” się dwoją” (czyli o zatrudnianiu przez PiS „swoich” w kilku radach nadzorczych spółek państwowych). W „Wyborczej” poza Bartłomiejem Misiewiczem, który już nie zasiada w kilku, padają cztery nazwiska. W „DGP” na pierwszej stronie trzy, w obu dziennikach powtarza się Janina Goss („uchodząca za szarą eminencję PiS” to DGP, „przyjaciółka domu Kaczyńskich” - GW).

W „Gazecie Wyborczej” także o Ukraińcach, którzy uzyskują zezwolenie na pracę w Polsce, by już z wizą schengeńską wyruszyć w poszukiwaniu zajęcia w bogatszych krajach UE. („Do pracy w Unii via Polska”). „Tylko w pierwszej połowie tego roku polskie urzędy pracy zarejestrowały ponad 630 tys. zezwoleń na pracę dla obcokrajowców. W całym 2015 r. było to ponad 780 tys. W 97 proc. dotyczy to Ukraińców”. Co się z nimi potem dzieje? - „Straż graniczna skontrolowała 10 losowo wybranych firm. Na blisko 1,5 tys. zarejestrowanych oświadczeń i zezwoleń wjechały 1433 osoby, ale pracę podjęło 199”. Wielu pozostałych pojechało dalej na Zachód.

W „Rzeczpospolitej” inna czołówka – o mandatach („Skazani na mandaty”), z którymi nie będzie się opłacało iść do sądu. Bo jeśli ukarany przegra, to zapłaci więcej. Ewa Usowicz komentuje: „Kierowcy – chłopcy do bicia”.