Kilka dni temu miałem okazję spędzić jakiś czas z młodymi ludźmi (na ogół między 20. a 30. rokiem życia), należącymi do Klubu Jagiellońskiego lub sympatyzującymi z nim. Jednym z tematów, nieodmiennie poruszanych przez KJ, a więc zajmujących jego członków, jest ekologiczny kurs Polski i UE. Z tym że dzisiejsi 25-latkowie – mówię to na podstawie mojego świeżego doświadczenia – wydają się nie mieć świadomości, że klimatyczna ofensywa UE oznacza, iż ich pokolenie będzie mogło tylko pomarzyć o poziomie zamożności, jaki znają ich rodzice. A który przecież i tak nie jest oszałamiający. Próbowałem to moim rozmówcom wytłumaczyć, ale nie wiem, czy odniosłem sukces.

Możliwe jednak, że – o ile przynajmniej część z nich jest wciąż zależna od pieniędzy, które dostaje od rodziców – wkrótce sami zaczną się o tym przekonywać, gdy okaże się, że galopujące rachunki za prąd uszczuplają domowe budżety na tyle, że na kieszonkowe zostaje mniej funduszy. A już z pewnością zrozumieją, w czym rzecz, gdy budując własne rodziny za pięć czy dziesięć lat, stwierdzą, że stać ich na połowę tego, na co stać było ich rodziców.

A może propagandzie uda się ich zawczasu przekonać, że wszystko jest w porządku, a płacąc horrendalne rachunki za prąd, wynikające z systemu handlu emisjami, powinni czuć szczęście i satysfakcję, że „ratują planetę"? Zresztą – nie tylko rachunki za prąd, ale wszelkie rachunki, bo przecież droższy prąd to potężny impuls inflacyjny.

Czytaj więcej

Koncerny energetyczne chciałyby podnieść ceny prądu o 10-15 proc., bo drożeje węgiel  i prawa do emi
Rząd z branżą energetyczną zaczyna oswajać Polaków z drogim prądem

Jednak to właśnie na prądzie ma się skupić kampania, którą przy pomocy agencji piarowej za pośrednictwem Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej mają rozpocząć także faktycznie państwowe firmy energetyczne, o czym napisała kilka dni temu „Rz". Oto firmy energetyczne za nasze pieniądze będą nas przekonywać, że prąd musi być drogi i jeszcze droższy i że nie powinniśmy się z tego powodu burzyć. Samo to jest nielichym skandalem.

Jednak fakt, że takie pranie mózgów jest przygotowywane, pokazuje, że do firm energetycznych oraz władzy dociera, że za rogiem jest społeczny bunt, a przynajmniej potężne wzburzenie z powodu cen energii. Lubię się chwalić, że bywam Kasandrą, więc się pochwalę: o tym, że ceny prądu będą za moment gigantycznym problemem, a unijna polityka klimatyczna rozwalcuje polski względny dobrobyt, pisałem już kilka lat temu. Wtedy jednak tematu prawie nie było. Dzisiaj jest i zwali się na obecną władzę nawet nie jak miecz Damoklesa, ale jak 10-tonowy odważnik.

Rzecz w tym, że tego odważnika wciąż wielu stara się nie dostrzegać. Ignoruje go Mateusz Morawiecki, choć on akurat siedzi centralnie pod tym ciężarem i pierwszy zostanie wprasowany w grunt. Ale tak samo ignoruje go Koalicja Obywatelska, radośnie gaworząca o wierności wobec UE i o ochronie klimatu. Powiedzcie to ludziom, których nie będzie stać na włączenie pralki, kiedy zaczną łączyć kropki: cena prądu – polityka klimatyczna – Unia Europejska. Bo wówczas nie będzie potrzeba wątpliwych raportów Patryka Jakiego, żeby pobudzić antyunijne nastroje.

Autor jest publicystą „Do Rzeczy"