Nie było też tak skoncentrowanego ataku innych kandydatów na Rafała Trzaskowskiego, jak mogłoby się to wydawać po formacie spotkania. Trzaskowski pozostaje więc faworytem i frontrunnerem w tym wyścigu.

Platforma odrobiła lekcję z oprawy debaty. W 2015 roku to była mocna strona sztabu PiS. Teraz po debacie odbył się wiec Rafał Trzaskowskiego, oczywiście z oprawą rozentuzjazmowanych zwolenników.

- Wygrała wiarygodność - podkreślał Trzaskowski. Dla Jakiego przełomem po niekorzystnym dla niego temacie łączenia inwestycji warszawskich z polityką miała być deklaracja o rezygnacji z członkostwa w Solidarnej Polsce. Jednak wybrzmiała tylko na samym początku i została mocno skontrowana przez Trzaskowskiego jako oznaka wstydu za własną partię.

Relacja na żywo z warszawskiej debaty

Nie wybrzmiało za to przesłanie PiS o "IV kadencji Hanny Gronkiewicz-Waltz" czy zarzuty o recyklingu obietnic wyborczych przez Trzaskowskiego. Tego w tej debacie nie było. A to były główne linie ataku PiS w tej wielomiesięcznej kampanii.

Jaki musi poszukać innego przełomu niż ta debata. Przyjechał na debatę autobusem PiS, ale ten manewr został już wykorzystany w kampanii Dudy w 2015 roku. I dlatego nie miało już takiego wydźwięku.

Nie było też powtórki z 2015 roku. Wtedy debata partyjna wykerowała Adriana Zandberga jako postać na krajowej scenie politycznej. Teraz mimo kilku celnych wypowiedzi Jana Śpiewaka, Marka Jakubiaka czy Andrzeja Rozenka, jedynym nowym wrażeniem z debaty była postawa Krystyny Krzekotowskiej. Jej teatralne gesty, włącznie z dosłownym wstawaniem z kolan, już teraz są hitem w mediach społecznościowych. To może być kilka punktów procentowych dla niej od tych wyborców, którzy chcą zagłosować "nie na serio".

Do ciszy wyborczej tydzień. Teraz liczy się każda godzina. Ale wrażenia, że to Jaki musi gonić, a Trzaskowski - utrzymać swoją pozycję, debata nie zmieniła. I to jest największy powód do zadowolenia sztabu kandydata PO i Nowoczesnej. Bo nie wydarzyło się dziś nic, co by tę dynamikę z ostatnich dni zmieniło.