Salonowe maniery i ogłada na zewnątrz, a pod płaszczykiem tolerancji koszmarna zajadłość  - oto oblicze "Gazety Wyborczej". Zawsze znajdzie jakiegoś "wroga", któremu należy wskazać miejsce w szeregu.

Tym razem śledczy z ul. Czerskiej na "warsztat" wzięli Zuzanę Kurtykę. W materiale redaktora Błazeja Strzelczyka "Pod Wawelem: Szmaciarze wygrali sfałszowane wybory" zajmuje się obchodami osiemnastej miesięcznicy katastrofy smoleńskiej.

Zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości spotykają się każdego dziesiątego dnia miesiąca pod Krzyżem Pamięci Narodowej w Krakowie, by uczcić katastrofę smoleńską. Najpierw uczestniczą we mszy świętej sprawowanej na Wawelu, potem maszerują na pl. Ojca Adama Studzińskiego. Marsze przyciągają co miesiąc około 500 osób. Mimo, że patrolujący ulicę Grodzką policjant zapewniał, że organizatorzy posiadają pozwolenie, nie obyło się bez niebezpiecznego incydentu. W schodzący z Wawelu tłum z piskiem opon wjechał samochód. Maszerujący musieli na chwilę zatrzymać się na ruchliwej ulicy, wstrzymując ruch. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

Jest sensacyjnie? Jest, a relacja redaktora Strzelczyka osiąga apogeum, gdy cytuje przemówienie Zuzanny Kurtyki:


Ja w tym parlamencie naprawdę bym się nie odnalazła. Nie odnalazłabym się w Senacie razem z Bogdanem Klichem. Nie odnalazłabym się z posłami i senatorami, którzy głosowali, by nad katastrofą smoleńską rozciągnąć parasol milczenia

- przekonywała.



Widocznie materiały śledczych „GW” tworzone są w niezwykłej symbiozie, gdyż w komentarzu „Dzięki Bogu, że Zuzanna Kurtyka nie została senatorem” redaktor Wojciech Pelowski smaga biczem kandydatkę PiS do Senatu z Krakowa.


Dyrdymały wygadywane po przegranych wyborach nie zasługują na ich przypominanie i poważniejszą ocenę. Niedoszła senator z Krakowa jest tylko epigonem niedoścignionego prezesa z jego "My stoimy tu gdzie kiedyś. Wy tam, gdzie stało ZOMO". A że według wykładni prezesa narodem w Polsce są tylko wyborcy PiS? To retoryka znana i zgrana, a kiedy kolejnymi wykluczeniami z narodu zajmuje się sfrustrowana swoim wynikiem kandydatka, można machnąć ręką. Tym razem jednak publiczne wykluczanie firmowali też nowi posłowie, czynnie uczestniczący w seansie nienawiści pod krzyżem u stóp Wawelu. Klaszcząc Kurtyce liderzy PiS w Krakowie Andrzej Duda i Ryszard Terlecki wskazali ton, którym PiS będzie mówić do Polaków również po wyborach. To język wojny. A ja mam dość wojny polsko-polskiej. I, myślę, że dość jej ma też te 70 proc. "społeczeństwa" głosującego w niedzielę inaczej niż "naród".



To, że "Gazeta Wyborcza" nie cierpi PiS, wie każde dziecko. Piotr Stasiński deklarował nawet nienawiść. Apelujemy więc, aby dziennikarze z ul. Czerskiej nie wypisywali dyrdymał o niezależności poglądów.