Reklama

Awantury powyborcze w krakowskiej i szczecińskiej PO

Donald Tusk upokarza Grzegorza Schetynę, "łagodnie" przywołując go do porządku. Za to po wyborach w Krakowie i Szczecinie szykuje się prawdziwe jesienne wietrzenie
Awantury powyborcze w krakowskiej i szczecińskiej PO

Foto: W Sieci Opinii

Front Jedności Narodu premiera Tuska jednoczy wszystkich. To tu panują miłość, szacunek i zgoda. Zwłaszcza we własnych szeregach. Partyjne czystki i antagonizmy przenoszą się z Warszawy na struktury lokalne. Jak informuje dziennik "Polska. The Times" - w Krakowie i Szczecinie antagonizmy w PO odżyły po wyborach.

Od dawna wiadomo, że konflikt przebiega właśnie na linii Nitras - Gawłowski. Szef szczecińskiej PO miał chcieć wrócić z europarlamentu i startować znów do Sejmu, ale nie zgodził się na to właśnie Gawłowski. To on - według Nitrasa - faktycznie stoi za próbą wypchnięcia go z fotela szefa w Szczecinie. - Czy to ja go namówiłem, żeby poparł Komołowskiego?! - broni się Gawłowski. - Nie jest tajemnicą, że szefowie kół wręcz skarżyli się, że zanosili podpisy z poparciem dla naszego kandydata do Senatu, a potem one tajemniczo ginęły. Sławomir Nitras w całej kampanii nawet nie kiwnął palcem, a potem się tłumaczył, że nikt go o to nie prosił. Ludzie się w końcu wkurzyli i powiedzieli: dość - mówi szef zachodniopomorskiej PO.

Nitras odpiera zarzuty, twierdząc, że wcale Komołowskiego nie poparł, a jedynie pojawił się na jednym spotkaniu z nim na prośbę szefowej Związku Polaków na Białorusi Andżeliki Borys. Komołowski jest szefem stowarzyszenia Wspólnota Polska, w której Nitras działał. Co będzie dalej ze szczecińską PO? - Jeżeli jest tak, że ludzie mają go rzeczywiście powyżej dziurek w nosie, to powinien sam honorowo odejść. Jeśli nie, nie wiem jeszcze, co zrobię. Może zebrać się nadzwyczajny zjazd szczecińskiej Platformy, a być może będzie trzeba się zastanowić nad wprowadzeniem zarządu komisarycznego - odpowiada Gawłowski. Smaczku całej historii dodaje fakt, że Nitras i Gawłowski to dawni polityczni przyjaciele.

A w Krakowie na Brackiej wcale nie pada deszcz, ale grad pocisków na linii Ireneusz Raś - Łukasz Gibała.


Reklama
Reklama

Istnieje możliwość, że zostanie wprowadzony zarząd komisaryczny w partii. Taki pomysł rozważa szef małopolskiej Platformy Ireneusz Raś dążący już od dłuższego czasu do odwołania przewodniczącego partii w Krakowie Łukasza Gibały. Decyzją Rasia Gibała miał w ogóle się nie znaleźć na krakowskiej liście wyborczej do Sejmu. Interweniował zarząd partii i w efekcie Gibała startował z 19. miejsca. Już w kampanii jednak dostarczył kolejnych argumentów Rasiowi. Na swoją kampanię, jak każdy kandydat z tego miejsca, dostał 1,5 tys. Tymczasem zrobił sobie tak bogatą, że ocenianą na koszt od 400 tys. do nawet miliona złotych. A do tego rozpoczął rozwieszanie plakatów, zanim jeszcze kampania formalnie się zaczęła.

Teraz Państwowa Komisja Wyborcza orzekła, że było to ominięcie przepisów prawa, a koszty tej indywidualnej agitacji powinien ponieść komitet wyborczy Platformy. (...) Nie jest jednak też tajemnicą, że konflikt z Gibałą to tylko element walki na linii Ireneusz Raś - Jarosław Gowin. Ten pierwszy uważany jest za członka tzw. spółdzielni Cezarego Grabarczyka w partii. Drugi uchodzi za zwolennika frakcji Schetyny. Gowin, który w wyborach startując z trzeciego miejsca, dostał prawie dwa razy więcej głosów niż lider Raś, Gibały jednak teraz nie broni.

Ech, jak trzeszczy ukochana przez naród Platforma. W swych szeregach mieści już taką konstelację "gwiazd", że gotowe są zasłonić samo "Słońce Peru". Obawiamy się, że gdy tą ściężką podążać będzie partia Donalda Tuska, to z dużej Plat-formy, zrobią się małe plat-foremki.

 

Publicystyka
Estera Flieger: Tak się robi kiełbasę
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Publicystyka
„Polski SAFE”, czyli Nawrocki próbuje zmienić ustrój bez zmiany konstytucji
Publicystyka
Marek A. Cichocki: SAFE, czyli czy Polacy w ogóle „umieją w wojnę”?
Publicystyka
Od wielkiej przyjaźni do wizji zagłady. Zapomniana historia relacji Izraela i Iranu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama