Reklama

Agnieszka Romaszewska: W sprawie Smoleńska fakty zaczynają zastępować fikcję

Wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przypomina rolę, jaką w "wyjaśnianiu" katastrofy smoleńskiej odegrały niektóre media

Publikacja: 08.02.2012 15:01

Agnieszka Romaszewska: W sprawie Smoleńska fakty zaczynają zastępować fikcję

Foto: W Sieci Opinii

Najpierw piloci mieli mówić na nagraniu w czarnej skrzynce: "Tak lądują debeściaki" czy też "Jak nie wylądujemy, to mnie zabije". Potem, gdy okazało się, że takich słów w nagraniach nie ma, presję na pilotów miał wywierać generał Błasik. (…) Później jednak okazało się, że w tak zwanej strefie kokpitu oprócz ciała generała Błasika znajdowało się jeszcze kilkanaście innych ciał, nie było tam natomiast ciał niektórych członków załogi samolotu. Jest to kompromitujące, nie mam innych słów na określenie zachowania dziennikarza, który prowadzi taką narrację.

W rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Agnieszka Romaszewska mówi, że ekspertyza Instytutu Sehna "uniewinniająca" generała Błasika to ważny moment, w którym:

Znaczna część dziennikarzy i obserwatorów przeszła ze świata kompletnej fikcji w świat faktów. Oglądanie tego, co zostało wykreowane w sprawie generała Błasika przez część mediów, i jak potem broniono za wszelką cenę "złej sprawy", było dla mnie jako dziennikarki ciężkim doświadczeniem profesjonalnym, ale i przeżyciem osobistym. Nie sądziłam, że coś podobnego w ogóle można robić.

Okazuje się, że przy braku jakichkolwiek potwierdzonych informacji można podawać do wiadomości publicznej pogłoski, na które nie tylko nie ma dowodów, ale które w dodatku zniesławiają zmarłego tragicznie człowieka

Romaszewska podkreśla:

Reklama
Reklama

Koncepcja, że "im gorzej, tym lepiej", nie jest, moim zdaniem, dobra w żadnej dziedzinie. Nie popieram dążenia do przemian w Polsce, których bodźcem miałaby stać się katastrofa, w jakiej znalazłby się nasz kraj. Nie jestem zwolenniczką takiego sposobu myślenia - niezależnie od systemu politycznego. Nie wierzę, że byłoby dla nas wszystkich zbawienne, gdyby kłamstwa w środkach masowego przekazu stały się jeszcze bardziej absurdalne, bo wtedy miałoby nastąpić ogólne, społeczne przebudzenie, coś w rodzaju mentalnej rewolucji. W związku z tym nie jestem też zwolenniczką skupiania się wyłącznie na tworzeniu tzw. alternatywnego społeczeństwa. Jak słusznie zapytał jeden z moich znajomych: "A czy będą alternatywne wybory?".

Autorka zauważa też:

W sprawach trudnych należy spotykać się w pół drogi. Nie znaczy to, że prawda zawsze leży pośrodku - prawda czasem leży pośrodku, a czasami po jednej lub drugiej stronie. Myślę jednak, że jakiekolwiek efekty w sferze działań społecznych może dać jedynie próba wyjścia do pewnej części naszego środowiska i dawania mu, jak mawiają Anglicy, "benefit of doubt", czyli "dobrodziejstwa wątpliwości". Być może ktoś rzeczywiście został zmanipulowany.

Jako wiceszefowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich muszę zachować wiarę w minimum dobrej woli w postrzeganiu reprezentowanego przeze mnie środowiska.

Publicystyka
Estera Flieger: Wagary od płynnej nowoczesności
Publicystyka
Jacek Czaputowicz: Małe exposé prezydenta Nawrockiego
Publicystyka
Zuzanna Dąbrowska: Edukacja zdrowotna bez seksu i bez sensu
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Niemcy w sprawie Grenlandii rozgrywają własne interesy kosztem Polski
Publicystyka
Port Haller, czyli czego Jarosław Kaczyński nie wie o Królewcu, portach i Polsce
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama