Wszyscy wskazujący, że to Rosja zleciła nagrywanie polskich polityków, powinni się zastanowić, czy byłoby jej na rękę odsunięcie od władzy obecnego rządu. Prowadzona przez niego polityka i dotychczasowe stosunki z Moskwą dowodzą, że nie jesteśmy skuteczni i podmiotowi. Dlatego trudno uwierzyć, by to Rosja zabiegała o zmianę układu w Polsce. Dla przypomnienia kilka faktów.
Rok 2009, umowa z Gazpromem. Rząd Tuska negocjuje nową umowę gazową. Okazuje się, że jest ona dla nas skrajnie niekorzystna. Przed totalną katastrofą ratuje nas Komisja Europejska, ale i tak ostatecznie podpisujemy kontrakt, który zobowiązuje nas na długie lata do odbierania od Rosjan gazu, płacimy za niego najwięcej w Europie. W grudniu 2012 r. minister skarbu Mikołaj Budzanowski przyznaje, że wydajemy na niego 575 dol. za 1000 metrów sześciennych. Średnia w UE to wtedy ok. 400 dol. Przed dyktatem cenowym Gazpromu ratuje nas dopiero sąd arbitrażowy, ale i tak wciąż płacimy za gaz o wiele więcej niż na przykład Niemcy.
Rok 2010, Smoleńsk. Rosja ogrywa nas na wszystkich frontach. Oddajemy jej prowadzenie śledztwa, do dzisiaj nie mamy wraku tupolewa, jesteśmy skazani na łaskę Putina w wyjaśnianiu najważniejszej w historii III RP sprawie. Nie potrafimy tu niemal nic załatwić. Czy Moskwa na tym zyskuje, czy traci? Czy ma możliwość „grania" na zewnątrz kartą smoleńską, ośmieszając nas w Brukseli i dając sygnał swojej bliskiej zagranicy, że jest zdolna wobec swoich wrogów do wszystkiego?
Rok 2011, gazoport. Premier Tusk wmurowuje kamień węgielny pod budowę terminalu w Świnoujściu. „To jest prawdziwa dywersyfikacja" – mówi wtedy o inwestycji, która miała być gotowa w czerwcu tego roku i dać nam realne narzędzie do negocjacji z Rosjanami. Niestety, wciąż nie wiadomo, kiedy się tego doczekamy, a z taśm „Wprost" dowiedzieliśmy się, że może to być nawet 2017 rok.
Rok 2013, Ukraina. Nieoczekiwanie wycofuje się ona z podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE. Był to sztandarowy projekt naszej dyplomacji, który miał poprawić naszą pozycję w regionie i dać nam mandat powagi wewnątrz Wspólnoty. Okazuje się, że nie przygotowaliśmy się dobrze do tej operacji.
Rok 2014, Unia Energetyczna. Premier rusza po Europie z propozycją wspólnej strategii. Jest ona ewidentnie nie w smak Rosji. Jaki jest efekt jego rozmów? Żaden. Najważniejszy punkt planu Tuska – wspólne zakupy paliwa – jest już przez UE odrzucony.
Najważniejszą jednak korzyścią Moskwy z tego, że to premier Tusk utrzymuje się przy władzy, jest jego polityka „ciepłej wody w kranie". Jesteśmy w dość szczególnym momencie, w którym powinniśmy się niejako wymyślić „od nowa". Dotychczasowy model naszego rozwoju – oparty na taniej sile roboczej, odrabianiu zaległości konsumpcyjnych, imporcie kapitału i know-how – wyczerpał się. Do tego dochodzą niezwykle poważne wyzwania: demografia, bezpieczeństwo zewnętrzne, budowa sprawnego i silnego państwa.
Czy rząd, który udaje, że nie widzi tych wyzwań, stosuje politykę administrowania, zagłaskiwania rzeczywistości, opiera się na transferze pieniędzy z Brukseli, Polskę wzmacnia czy osłabia? A jeśli osłabia, to czy jest to na korzyść czy niekorzyść Moskwy?