Już od ponad roku ks. Lemański prowadzi z kurią diecezji warszawsko-praskiej i abp. Henrykiem Hoserem swoistą grę w kotka i myszkę. Dwa tygodnie temu zaczęła się jej kolejna odsłona.
Gdy duchowny przed kamerami telewizyjnymi wyznał, że nie wie, dlaczego cofnięto mu pozwolenie na sprawowanie okolicznościowych liturgii w kościele w Jasienicy, i drwił, iż być może stało się tak dlatego, że biskup uznał, że zbyt wolno szedł w pielgrzymce na Jasną Górę, został w trybie pilnym wezwany do kurii. Jej przedstawiciele mówili, że tym razem biskup nie będzie wyrozumiały i duchownego spotka kara.
Minęły dwa tygodnie, a ks. Lemański w kurii się nie pojawił. Dzisiaj wysłano więc do niego wezwanie pisemne. Kiedy na nie odpowie? To zależy od niego. Ale przypomnijmy, że po odbiór dekretu kierującego go do pracy w Mazowieckim Centrum Neuropsychiatrii w Zagórzu k. Warszawy również szedł długo.
Czytaj także:
Ks. Wojciech Lemański pisemnie wezwany do kurii
Teraz jednak ks. Lemański znalazł się w całkiem innym położeniu. Zapewne zdaje sobie sprawę z kary, jaka może zostać na niego nałożona. Jaka to kara? Z analizy przepisów kodeksu prawa kanonicznego wynika, że może być nią tylko suspensa, czyli częściowy lub całkowity zakaz sprawowania funkcji kapłańskich. Jest to tzw. kara poprawcza, a jej zakres każdorazowo ustala w dekrecie przełożony księdza.
Nałożenie na duchownego takiej kary musi być zawsze poprzedzone tzw. upomnieniem kanonicznym. A takich upomnień ks. Lemański dostał już kilka. O suspensie mówiono już wprawdzie trzy tygodnie temu po kontrowersyjnych wystąpieniach kapłana na Przystanku Woodstock. Wtedy jednak zrezygnowano z niej, bo ksiądz posypał głowę popiołem i obiecał posłuszeństwo. W Kościele jest na to zgrabne określenie: „odstąpił od uporu". Wygląda na to, że tym razem abp Hoser nie będzie już tak miłosierny.
Dekret ma jednak to do siebie, że zaczyna działać w momencie doręczenia go zainteresowanemu. Znane są przypadki duchownych, którzy w obawie przed gniewem swojego biskupa uciekli za granicę i tam przez jakiś czas pełnili swoją posługę.
Czyżby odważny ks. Lemański unikał biskupa właśnie ze strachu przed karą? A może czeka, aż emocje opadną, a biskup „skruszeje" i ponownie da mu szansę? Odpowiedź na te pytania zna tylko ks. Lemański, który wielokrotnie w ostatnim czasie deklarował, że stanu duchownego opuszczać nie zamierza. Jednak analiza jego postępowania uprawnia do postawienia tezy, że z pełną świadomością dąży do tego, by zostać z niego wyrzuconym. To zaś pozwoli mu odegrać być może najważniejszą w życiu rolę: pokornego i posłusznego syna Kościoła skrzywdzonego przez pysznego hierarchę.