Reklama

IBRiS przed TNS i Estymatorem

Rąbnęły się wszystkie cztery sondażownie – co dla mnie oznacza, że tego, jak trzęsienia ziemi, nie dało się przewidzieć.
Stanisław Remuszko

Stanisław Remuszko

Foto: Fotorzepa

Mam na myśli zaskakującą rozbieżność między ankietowymi pomiarami wyborczych obywatelskich deklaracji, a rezultatami oficjalnie ogłoszonymi przez PKW. W poprzednim wpisie zachęcałem Czytelników, aby zrobili to samodzielnie, bo to arytmetyka na poziomie gimnazjum, a dane liczbowe są w sieci. Trzeba tylko wpisać do googli nazwy „Estymator", „IBRiS", „TNS" oraz „Millward Brown" – bo jedynie te cztery firmy przeprowadziły ankiety na parę dni przed niedzielną elekcją. Sam, dla prostoty rachunków, pominąłem drobne różnice w różnych sondażach między dziewięcioma zawodnikami drugiej rangi, i do porównań wziąłem jeno trójkę zwycięzców, którzy załapali się na pudło: pana Dudę, pana Komorowskiego i pana Kukiza.

W tak rozumianym challenge'u stosunkowo najlepiej wypadł IBRiS (0,36 punktu karnego) przed TNS (0,47), Estymatorem (0,59) i Millward Brownem (0,70). Tak małe różnice (sum błędów względnych) zdają się świadczyć, że merytoryczny poziom naszych czołowych firm socjometrycznych jest wysoki i wzajemnie zbliżony: przeważnie trafiają w punkt, a jeśli nie, to odchyłki mają nieduże i podobnej wielkości. Zainteresowanych szczegółami odsyłam na moją stronę internetową, gdzie w „Variach" jest zakładka „Trafność sondaży".

Co się stało w niedzielę? W zasadzie nic takiego. Tylko, jak Polska długa i szeroka, miliony niezależnych obywateli, nie uzgadniając tego między sobą, wyświetliły w lokalach wyborczych film pod tytułem „Nieoczekiwana zmiana miejsc". Do drugiej tury przeszli ci, którzy przecież od dawna przejść mieli, tyle że w odwrotnej kolejności. W dodatku jeden zawodnik wyprzedził drugiego zaledwie o pierś (1%). No i mało brakowało, aby tuż przed metą dogonił ich trzeci rywal...

Specjaliści od polityki i pijaru wszystko to Państwu wytłumaczą i uzasadnią nie po łebkach, lecz dogłębnie, wszechstronnie i przekonująco. Ja natomiast, pozostając przy socjometrii, wskażę, że we WTOREK miliony wyborców obejrzały w telewizji bulwersujący spektakl pod powszechnie kojarzonym tytułem „Jeden z dziesięciu", we ŚRODĘ i w CZWARTEK przeprowadzono trzy spośród wyżej wymienionych sondaży, ów czwarty zaś sondaż był jednodniowy i został zrealizowany jeszcze dzień później, mianowicie W PIĄTEK. W takim razie może to nie zbieg okoliczności, że właśnie ten pomiar (IBRiS) okazał się najtrafniejszy?

Na koniec pragnę szczerze ukłonić się firmie IPSOS, która w skali kraju niemal bezbłędnie zmierzyła wyniki wyborów wśród osób odchodzących od urn (exit poll), korygując na dodatek drobne nieścisłości trzy godziny później (late poll). Można rzec, że z dokładnością do pół procenta znaliśmy urzędowe rezultaty elekcji 24 godziny przed ich oficjalnym podaniem do wiadomości publicznej przez Państwową Komisję Wyborczą. Brawo!

Reklama
Reklama
Publicystyka
Od wielkiej przyjaźni do wizji zagłady. Zapomniana historia relacji Izraela i Iranu
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Czerwone granice międzynarodowej polityki
Publicystyka
Konrad Szymański: Nad SAFE unosi się długi cień Zbigniewa Ziobry
Publicystyka
Estera Flieger: Dorastanie Europy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama