Z tego artykułu dowiesz się:
- W jaki sposób wysoko postawiony polityk PiS próbował ratować swoje środki z upadającej giełdy kryptowalut.
- Jakie nowe fakty i zeznania rzucają światło na tajemnicze zaginięcie założyciela Zondacrypto.
- Na czym polega nietykalność kluczowego podejrzanego w sprawie, chronionego kontrowersyjnym listem żelaznym.
- Kto i dlaczego wciąż zarządza środkami na portfelach giełdy, dokonując przelewów mimo sądowego zakazu.
W grupie zatrzymanych w środę trojga podejrzanych do śledztwa Zondacrypto – Jaromiry W., Anny P. i Rafała Z. – miał się znaleźć Marian W., biznesmen branży paliwowej, oskarżony o wystawienie lewych faktur na 1,5 mld zł. To z jego bazy paliwowej w Czeladzi zniknął 10 marca 2022 r. Sylwester Suszek, założyciel polskiej giełdy kryptowalut.
Anna P., jego wspólniczka w paliwowej spółce, miała utrudniać postępowanie dotyczące pozbawienia wolności Sylwestra Suszka, wynosząc dyski z monitoringu ze stacji paliw (taki zarzut jej postawiono). „Maniek”, wobec którego Prokuratura Krajowa wystawiła w lipcu postanowienie o postawieniu zarzutów, jest dla prokuratury nieuchwytny. – Zarzutów tych mu nie ogłoszono – przyznaje jego obrońca mec. Błażej Gazda (reprezentuje także Jaromirę W., byłą żonę Mariana W.). Te zarzuty to – jak podał TVN24 – m.in. kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, która przejęła majątek Suszka po jego zniknięciu, a także wyprowadzanie 8 mln euro z giełdy Zondacrypto na zakup nieruchomości we Francji – formalnie dla byłej żony W. – Jaromiry W.
Jak ujawniła w kwietniu „Rzeczpospolita”, już w marcu 2019 r. „Maniek” otrzymał list żelazny do sprawy paliwowej i cieszył się wolnością. Lewe środki z obrotu nielegalnym paliwem i wyłudzenia VAT zainwestował w giełdę BitBay (późniejszej Zondacrypto) – śledczy szacowali, że mogło być to nawet 300 mln zł. Mariana W. do Suszka, który szukał inwestorów do swojej giełdy, przyprowadził Przemysław Kral, prawnik. Suszek miał go wpisanego w telefon jako: „Przemek, mecenas od Mańka” (co ciekawe, Kral nigdy nie był formalnie ani pełnomocnikiem, ani obrońcą Mariana W.).
Czytaj więcej
Zwykły chłopak z Piekar Śląskich w pięć lat stworzył finansowe imperium obracające miliardami. Za fasadą spektakularnego sukcesu toczyła się wojna...
Prokuratura, stawiając zarzuty Jaromirze W. i Annie P., chce zmusić „Mańka” do powrotu do Polski. Marian W. ma unikalną wiedzę o tym, co mogło stać się z Sylwestrem Suszkiem. Ustalenie losów „króla bitcoinów” to sprawa honoru. – Marian W. nie pójdzie na współpracę, nawet gdyby został sprowadzony w ekstradycji – twierdzi nasze źródło w prokuraturze.
Nieuchwytny Marian W. Gdzie ukrywa się „Maniek”?
Okoliczności wydania Marianowi W. listu żelaznego w 2019 r. budzą dziś poważne wątpliwości. Decyzję w tej sprawie podjęła sędzia Patrycja Potejko z Sądu Rejonowego w Jaworznie, która dopiero rok później została powołana na stanowisko sędziego Sądu Okręgowego w Katowicach na wniosek ówczesnej Krajowej Rady Sądownictwa (tzw. neo-KRS).
Pytamy dziś o tę decyzję sędzię Potejko. Jak przekazuje nam Jacek Krawczyk, rzecznik katowickiego sądu, z uzasadnienia postanowienia wynika, że Marian W., argumentując wniosek o list, podał, że mieszka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, posiada kartę pobytu w Dubaju oraz ma wynajęty apartament. Polska dopiero od końca 2023 r. ma podpisaną umowę o ekstradycji z Dubajem, a ówczesne przepisy karne nie wymagały zgody prokuratury (wprowadził to dopiero minister Zbigniew Ziobro). Marian W. w zamian za nietykalność miał wpłacić symboliczne poręczenie majątkowe 300 tys. zł. Co ciekawe, złożył zażalenie na wysokość kaucji – ale podtrzymał ją Sąd Apelacyjny w Katowicach.
Marian W. do dziś korzysta z nietykalności i nie jest dostępny dla prokuratury, która rozlicza aferę Zondacrypto oraz bada okoliczności zaginięcia Suszka na stacji paliw w Czeladzi. List żelazny obejmuje całe postępowanie aż do prawomocnego wyroku – co zastanawiające nikt też go nie uchylił, mimo iż Marian W. łamał jego zasady m.in, podróżując za granicę. Jego proces o przestępstwa VAT i paliwowe jeszcze się nie rozpoczął – będzie go prowadzić Sąd Okręgowy w Katowicach.
– Mój klient nie pojawi się w Polsce – mówi „Rz” mec. Błażej Gazda, gdy pytamy go, czy stawi się w prokuraturze, by usłyszeć zarzuty w śledztwie Zondacrypto. Nie ujawnił, czy nadal jest w Dubaju. Uważa, że zatrzymanie i aresztowanie Jaromiry W., byłej żony „Mańka”, i Anny P., wspólniczki, miało na celu „wyłącznie zmuszenie Mariana W. do przyjazdu do Polski”. – Zarzuty dla Jaromiry W. są bezpodstawne. Ona inwestowała w giełdę środki, mogła z nich korzystać. Udowodnię to przed sądem, choć zajmie mi to pewnie wiele lat – dodaje.
Nietykalność Mariana W. z mocy listu żelaznego z 2019 r. dotyczy tylko sprawy paliwowej. Okazuje się, że prokuratura nie wystąpiła do sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie do śledztwa Zondacrypto, by móc wystawić za nim list gończy, a w przyszłości – być może ekstradować.
Czytaj więcej
– Dzisiaj nikt ci nie obieca tyle, ile Roman Giertych. Ale zmieni się władza i ktoś może tej obietnicy nie spełnić – tak prawnicy komentują to, że...
Według Nicole Suszek, siostry Sylwestra Suszka, Marian W. ma wiedzę, co stało się z jej bratem, ale nie jest jedyną osobą, która może naprowadzić śledczych na trop związany z losami twórcy giełdy. Jak podkreśla, śledczy powinni raz jeszcze przesłuchać pracowniczkę stacji paliw, która dwa lata po zaginięciu Suszka skontaktowała się z Nicole. To ona pracowała tego dnia w bazie, twierdziła, że Suszek wyjechał z bazy z kobietą na dworzec, by następnie odjechać do Warszawy. Kilkanaście razy powtarzała, że „Sylwek żyje”, błaga Nicole, by „zostawiła tę sprawę”, a „Sylwek musiał zniknąć, by chronić swą rodzinę”. Kobieta zdradza także, że monitoring nie zepsuł się sam na stacji – dyski monitoringu zostały wyniesione 12 minut przed przyjazdem policji (według prokuratury przez Annę P., wspólniczkę Mariana W.). – Uważam, że pora, by raz jeszcze ją przesłuchać – mówi dziś Nicole Suszek.
Zondacrypto – bankrut, który nagle ożył. Do kogo poszło 105 tys. zł?
Robert Nogacki, radca prawny z Kancelarii Skarbiec, który w imieniu pokrzywdzonych klientów Zondacrypto szuka odpowiedzi na pytanie, gdzie i do kogo poszły pieniądze, ujawnił w piątek zaskakującą informację. 22 sierpnia tego roku portfel XRP założony i zasilany przez giełdę Zonda wykonał dwa przelewy: 21 tys. XRP, czyli około 105 tys. zł wyszło na subkonto tajemniczego klienta. To bezprawne, bo od 27 lipca obowiązuje zakaz estońskiego sądu, który zabronił spółce rozporządzania majątkiem. – Przelewy trafiły na prywatny rachunek w Revolucie na Cyprze. Nie wiem, kim jest ta osoba i nie będę się domyślał. Oba przelewy trafiły na jedno konkretne subkonto klienta o numerze 4227973493. Numer jest publiczny, ale przypisać go do człowieka może wyłącznie operator, bo każde konto przeszło tam pełną weryfikację tożsamości – mówi „Rzeczpospolitej” Nogacki. Jest zdziwiony, że „portfel nagle ożył”, chociaż nie był aktywny od 11 kwietnia, a więc „w dniach, w których prezes giełdy przestał być w Polsce publicznie obecny”. – I obudził się 22 sierpnia, trzy dni przed tym, jak jego obrońca (Roman Giertych – red.) ogłosił publicznie współpracę klienta z prokuraturą i przedłożenie „ogromnego majątku” – dodaje Nogacki.
Czytaj więcej
Premier cytował w Sejmie informacje ze śledztwa. Powołał się na kontrowersyjne przepisy, przygotowane za czasów Zbigniewa Ziobry. Te jednak pozwala...
Na portfelu, z którego wyszły środki na Cypr pozostało 1,108 mln XRP, około 5,5 mln zł pod jednym kluczem prywatnym. Zdaniem Roberta Nogackiego najważniejsze w sprawie jest informacja, „kto otrzymał” te środki i „kto ma klucz do 5,5 mln zł”. – Jest ona dostępna polskiej prokuraturze na europejski nakaz dochodzeniowy. Jedna czynność procesowa dzieli śledczych od nazwiska, a opinia publiczna ma prawo zapytać, czy została wykonana – dodaje prawnik. Prokuratura nie odpowiada na żadne pytania dotyczące tego śledztwa.
Jarosław Stawiarski, marszałek województwa lubelskiego w kłopotach po Zondacrypto
Z informacji „Rzeczpospolitej” wynika, że prokuratura prowadząca śledztwo w sprawie bankructwa giełdy bada sprawę marszałka województwa lubelskiego Jarosława Stawiarskiego, byłego posła PiS. Miał on zainwestować w tokeny Zondacrypto setki tysięcy złotych. I według naszych źródeł, podobnie jak w przypadku Radosława Piesiewicza, szefa PKOL, interweniować u Przemysława Krala, by z upadającej, niewypłacalnej giełdy uratować własne środki. Piesiewicz, który w grudniu 2025 r. kupił za 200 tys. euro tokeny Zondacrypto usłyszał w prokuraturze zarzut dotyczący faworyzowania wierzycieli. Według prokuratury Piesiewicz w kwietniu tego roku, w Warszawie i Monako, nakłonił Krala do wypłaty z giełdy środków w wysokości 194 420,15 zł oraz 100 000 euro. Piesiewicz konsekwentnie powtarza, że pieniędzy jednak nie odzyskał. Dlaczego? Według naszych źródeł pieniądze wyszły z kont Zondacrypto, ale w ostatniej chwili zablokował je bank.
Piesiewicz i marszałek Stawiarski dobrze się znają. Czy szef PKOl prosił Krala również o to, by oddał środki Stawiarskiemu? Piesiewicz nie odpowie na te pytania – jest tymczasowo aresztowany.
Marszałek województwa lubelskiego Jarosław Stawiarski.
Marszałek Stawiarski cały piątek unikał kontaktu z „Rzeczpospolitą”. Udało nam się do niego dodzwonić na nowy numer telefonu komórkowego w piątkowy wieczór. – To moja osobista, prywatna tajemnica, nie będę o niej rozmawiał – twierdzi, gdy pytamy go o inwestycję w kryptogiełdę. Naciskany, że powinien się z tego wytłumaczyć, dodaje, że „został oszukany, pieniędzy nie odzyskał i złożył zawiadomienie w tej sprawie”. Gdy konfrontujemy go z wersją, że miał, jak Piesiewicz, próbować odzyskać pieniądze, ale zablokował to bank, bardzo się denerwuje: – Kral opowiada kłamstwa, może tak mówić swoim ludziom – twierdzi. Prosimy go, by podał, ile stracił na inwestycji i czy prawdą jest, że chodzi o 800 tys. zł i dlaczego nie ma tego w jego oświadczeniu majątkowym za 2025 r. – Wykażę to w oświadczeniu majątkowym, które złożę do końca kwietnia 2027 r. Nie mam nic więcej do dodania – kwituje.