Od stycznia bułgarska gospodarka funkcjonuje już w rytm euro. Przyjęcie europejskiej waluty – wbrew obawom Bułgarów – nie wywołało jednak wystrzału cen. Jak pisaliśmy w analizie skutków przyjęcia euro dla tamtejszej gospodarki, Komisja Europejska szacuje ten wpływ na inflację na ok. 0,2 pkt proc., a Europejski Bank Centralny wraz z Bułgarskim Bankiem Narodowym na 0,3–0,4 pkt. proc.

Brak szoku po adopcji euro nie oznacza jednak, że ceny w Bułgarii należą – w porównaniu choćby do Polski – do niskich. Portal numbeo.com raportuje, że koszt życia w Sofii jest niższy niż w Warszawie raptem o 1,2 proc., mimo że zarobki w polskiej stolicy są przeciętnie o ponad 21 proc. wyższe. Co więcej, niższe koszty życia w bułgarskiej metropolii to głównie efekt znaczącej różnicy w wycenie nieruchomości oraz dostawy mediów. Przykładowo – w Warszawie cena metra kwadratowego mieszkania w centrum jest wyższa o 31,2 proc., a poza centrum o 19,7 proc.

Jeśli natomiast przyjrzeć się pozostałym towarom, to widać, w jak trudnym położeniu ekonomicznym znajdują się Bułgarzy. Więcej od Polaków płacą m.in. za benzynę (o 3 proc.), kino (o 10 proc.), obiad w restauracji (o 36 proc.) czy abonament telefoniczny (o 138 proc.). Do pełnego obrazu porównań należy dodać, że różnica w średniej pensji wynosi 38 proc. na korzyść Polaków – według ostatnich danych Eurostatu przeciętne wynagrodzenie roczne w Bułgarii to 15,4 tys. euro, przy 18,5 tys. na Węgrzech, 21,2 tys. w Polsce czy 24 tys. w Czechach.

Żywność droższa, pensje niższe niż w Polsce

Zaskakiwać może też fakt, że wyższe ceny niż w Polsce dotyczą większości produktów spożywczych. Według szacunków numbeo.com żywność w sofijskich spożywczakach i bazarach jest o 10 proc. droższa niż w warszawskich przy niższych o 17 proc. zarobkach. Podobne różnice widać, gdy porówna się inne miasta obu krajów (w kolejności według wielkości populacji). Ceny żywności w Płowdiwie są o 2 proc. wyższe niż w Krakowie, w którym zarobki są o 39,9 proc. wyższe. Z kolei mieszkańcy Warny płacą za żywność o 12,7 proc. więcej niż mieszkańcy Wrocławia, choć zarobki mają o 29,9 proc. niższe.

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

Warto podkreślić, że różnice w cenach dotyczą m.in. podstawowych produktów rolnych oraz żywności nieprzetworzonej. To ta część sektora spożywczego, która nie musi być zasilana importem z Europy Zachodniej, a bazuje na lokalnym rolnictwie, którego koszty produkcji – w teorii – powinny być niższe niż w Polsce. Tymczasem w Bułgarii więcej niż u nas zapłacimy m.in. za jajka, ziemniaki, jabłka, ser żółty, drób, wodę mineralną czy mleko. Tańsza z kolei jest cebula, sałata oraz papierosy.

Rolnictwu brakuje efektu skali

Jak tłumaczy Yasen Georgiev, dyrektor Instytutu Polityki Gospodarczej w Sofii, wysokie ceny żywności produkowanej na bułgarskiej wsi wynikają ze strukturalnych nierównowag ekonomicznych, dynamiki rynku oraz polityki podatkowej sześciomilionowej gospodarki.

– Pomimo historycznie silnych tradycji rolniczych lokalna produkcja warzyw, mięsa i mleka cierpi z powodu poważnego rozdrobnienia strukturalnego. Większość naszych producentów prowadzi małe lub średnie gospodarstwa, którym brakuje ekonomii skali obserwowanej w Europie Zachodniej i które charakteryzują się tradycyjnie niską produktywnością – wskazuje Georgiev.

Dane Eurostatu wskazują, że w Bułgarii 61,3 proc. farm ma mniej niż 5 ha, podczas gdy w Polsce te najmniejsze gospodarstwa stanowią 50,7 proc. ogółu.

Czytaj więcej

Rosja straciła 80 proc. możliwości eksportu zboża. Nad Donem ogłoszono stan wyjątkowy

– Stałe koszty ogólne produkcji, takie jak maszyny, energia elektryczna, pasza, nawozy czy paliwa, są wyceniane w cenach europejskich, co sprawia, że każdy kilogram bułgarskich pomidorów lub litr mleka jest droższy w produkcji lokalnej – dodaje Georgiev.

Wysokie stawki VAT na żywność

Bułgarscy konsumenci – podobnie jak w Polsce – skarżą się też na zbyt rozciągnięte łańcuchy dostaw. Żywność, zanim trafi z pola na talerz, przechodzi przez zbyt wielu pośredników, z których każdy dolicza swoją marżę.

Żywnościowa drożyzna to nie tylko efekt kosztów produkcji i procesu dystrybucji, ale też czynników administracyjnych. W przeciwieństwie do wielu krajów europejskich, Bułgaria stosuje stałą stawkę VAT w wysokości 20 proc. na wszystkie artykuły spożywcze. W Polsce, przykładowo, obowiązują trzy stawki podatku VAT na ten koszyk produktów: 5-proc. na podstawowe produkty (mięso, ryby, nabiał, jaja, warzywa, owoce, pieczywo, przetwory), 8-proc. na usługi gastronomiczne i cateringowe oraz 23-proc. na napoje (kawa, herbata, soki, woda, napoje gazowane) i alkohol.

Czytaj więcej

Auto elektryczne w Polsce wciąż się nie opłaca. Spalinowy samochód jest tańszy

Nietypowe podejście fiskalne do podatku od żywności sprawia, że bułgarscy konsumenci płacą dodatkową opłatę, która podnosi ceny sklepowe, niezależnie od kosztów po stronie producentów czy marży dystrybutorów.

Wydatki budżetów domowych

Spożywcza drożyzna jest dla Bułgarów o tyle dokuczliwa, że przeznaczają oni na tę kategorię produktów większą część domowego budżetu niż Polacy. W ich przypadku na żywność idzie prawie co trzecie wydawane euro (29,1 proc.), podczas gdy u nas co czwarty złoty (25,9 proc.). Co naturalne, w społeczeństwach bogacących się udział wydatków na żywność z roku na rok maleje i obie gospodarki są egzemplifikacją tego zjawiska. Jeszcze w 2008 r. artykuły spożywcze stanowiły 35 proc. całkowitych wydatków pieniężnych w Bułgarii, przy 31,4 proc. w Polsce.

Czytaj więcej

Państwo liczy każdą złotówkę. Podwyżki w budżetówce będą znacznie skromniejsze

Drugą kategorią kosztów życia najbardziej odczuwalną przez mieszkańców Łowecza, Wielkiego Tyrnowa czy Błagojewgradu są rachunki za mieszkanie, wodę, prąd i gaz. Odpowiadają one za 11 proc. wydatków. Tu już jednak ceny są znacznie niższe niż w Polsce i bardziej odpowiadają lokalnym zarobkom: wynajem mieszkań w Sofii jest o 31,6 proc. tańszy niż w Warszawie, a rachunki za media – prąd, ogrzewanie, wodę i wywóz odpadów – o 54,3 proc. Podobny trend widać też poza stolicami. Różnica między Płowdiwem a Krakowem wynosi odpowiednio 42,8 proc. i 65,7 proc., a między Warną a Wrocławiem 19,9 proc. i 49,7 proc.

„Bez regulacji rynek zamieni się w dżunglę”

Wysokie koszty życia pozostają w Bułgarii istotnym problemem społecznym i są elementem pogłębionej debaty między rządem a obywatelami. W maju, tydzień po objęciu urzędu, premier Rumen Radew zwołał specjalne posiedzenie Rady Ministrów poświęcone wysokim cenom w sklepach. W obecności ministrów, przedstawicieli organów regulacyjnych i nadzorczych, ogólnokrajowych związków zawodowych oraz grup producenckich z sektora rolno-spożywczego zaapelował o zapewnienie „uczciwych cen w sklepach”.

– Utrzymujący się wzrost cen żywności i malejąca siła nabywcza obywateli Bułgarii stają się realnym wyzwaniem, które wymaga odpowiednich i terminowych działań – powiedział Radew, cytowany przez Bułgarską Agencję Prasową BTA. Zapewnił przy tym jednak, że rząd nie zamierza interweniować na wolnym rynku.

Yasen Georgiev zwraca uwagę na potrzeby zmian w dystrybucji środków publicznych zasilających bułgarskie rolnictwo. Pieniądze, które Sofia dostaje z funduszy unijnych w ramach Wspólnej Polityki Rolnej, są przeznaczane głównie na uprawę zbóż i roślin oleistych, a nie na sektory pracochłonne, takie jak mleczarstwo, produkcję mięsa czy uprawy warzyw i owoców.

– W rezultacie lokalni rolnicy, którzy nie otrzymują subsydiów lub otrzymują ich zbyt mało, muszą konkurować z wysoko dotowanymi producentami zagranicznymi, którzy mogą eksportować nadwyżki produktów do Bułgarii po niższych cenach – wyjaśnia ekspert Instytutu Polityki Gospodarczej w Sofii.

Na razie rząd zaproponował zmiany legislacyjne, mające na celu skrócić łańcuchy dostaw i zwalczać nieuczciwe praktyki handlowe.

– Bez tych regulacji i instrumentów kontroli rynek łatwo zamieni się w dżunglę – ocenił Radew, który w latach 2017–2026 był prezydentem kraju.