Referendum o kluczowym znaczeniu dla szwajcarskiej koncepcji neutralności jest zaplanowane na 27 września. Inicjatorem głosowania jest skrajna prawica, która zabiega o jej bardziej restrykcyjne zdefiniowanie, co oznaczałoby, że Berno nie mogłoby nakładać sankcji na inne kraje – wyjaśnia dziennik.

Rosyjskie media i komentatorzy mają wpływać na kampanię przed referendum w Szwajcarii

W Szwajcarii uaktywnili się zatem rosyjscy "niezależni komentatorzy" występujący na niemieckojęzycznym portalu RT DE, będącym lokalnym wcieleniem rosyjskich mediów propagandowych z rodziny RT (dawniej Russia Today). Pod koniec sierpnia szwajcarskie służby zdemaskowały "ciężką rękę rosyjskich operatorów", m.in. dzięki temu, że mylili oni klasyczny niemiecki z jego szwajcarską odmianą – opisuje "Le Monde".

Czytaj więcej

Andrzej Łomanowski: Z podręcznika rosyjskich manipulacji. Jak Moskwa mieszała w wyborach w Mołdawii

Rosyjscy operatorzy zachęcali m.in. skrajną szwajcarską prawicę do sięgnięcia po metody działania pokrewnych partii – niemieckiej AfD czy austriackiej FPO – by skuteczniej promować się na platformach społecznościowych i pozyskiwać dzięki temu głosy ludzi młodych.

Kreml sięgnął też po otwarte metody perswazji. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa opublikowała w szwajcarskim dzienniku "Neue Zürcher Zeitung" artykuł, w którym oskarżyła Berno o rezygnowanie z własnych tradycji politycznych. "Z punktu widzenia prawa »neutralność elastyczna« oznacza totalny brak neutralności" – argumentowała Zacharowa.

Zmiana zasad neutralności mogłaby zablokować szwajcarskie sankcje wobec Rosji

Neutralność elastyczna miała oznaczać – wyjaśnia dziennik – postępowanie szwajcarskich władz, które nakładają sankcje, uznając to za dopuszczalne w ramach obowiązującej koncepcji niezaangażowania.

Ambasada Rosji opublikowała nawet oświadczenie, wyrażające zaniepokojenie sytuacją dotyczącą praw człowieka w Szwajcarii, która nakładając sankcje "rujnuje" swój status "państwa modelowego" – relacjonuje "Le Monde".

Tak żywe zainteresowanie Kremla referendum w Szwajcarii wynika z propozycji przedłożonych przez ultrakonserwatywny ruch Pro Suisse, będący przybudówką nacjonalistycznej Szwajcarskiej Partii Ludowej, nazywanej również Demokratyczną Unią Centrum (UDC).

Czytaj więcej

Szwajcaria wprowadza sankcje wobec Ukrainy. Powód: neutralność

Pro Suisse i UDC domagają się, by w konstytucji zapisany został absolutny zakaz uczestniczenia w sankcjach gospodarczych wymierzonych w państwo agresora, z jednym wyjątkiem – sankcji oficjalnie ogłoszonych przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. A skoro Rosja ma w Radzie prawo weta, to zaaprobowanie w plebiscycie propozycji zmian w konstytucji oznaczałoby, że Rosji nie grożą już szwajcarskie retorsje – wyjaśnia dziennik.

To dla Moskwy jest tym ważniejsze, że Szwajcaria jest centrum globalnego handlu surowcami oraz "centrum obsługi oligarchów" – zauważa "Le Monde".

Przed agresją Rosji na Ukrainę dwie trzecie światowych transakcji na rosyjską ropę negocjowano w Genewie. Według szwajcarskiego Stowarzyszenia Bankierów (ASB) większość aktywów osób i podmiotów objętych sankcjami została zamrożona lub trafiła pod inne jurysdykcje.

Czytaj więcej

Rosjanie nie zgadzają się, by Szwajcaria reprezentowała interesy Ukrainy

Dziennik zwraca jednak uwagę, że trafność oceny ASB podważyło szwajcarskie ministerstwo gospodarki, które oblicza wartość zamrożonych rosyjskich aktywów na zaledwie 7,4 mld franków plus pewne nieruchomości, podczas gdy przed wojną było to co najmniej 200 mld franków.

Sukces inicjatyw UDC, partii radykalnie antyeuropejskiej i przeciwnej NATO, byłby ewidentnie korzystny dla Rosji. Szwajcarska prawica liberalna i lewica nazywają nawet propozycję UDC i Pro Suisse "inicjatywą proputinowską" – konstatuje gazeta.

Jednak po "latach apatii Berno trochę się ocknęło, by przeciwstawić się rosyjskiej ingerencji hybrydowej". Na razie bez efektownych sukcesów, zważywszy, że Szwajcaria, siedziba agend ONZ i wielu organizacji międzynarodowych, jest hubem rosyjskiego wywiadu – komentuje "Le Monde". (PAP)