Rosyjski plan szybkiego zwycięstwa nad Ukrainą się nie powiódł. Moskwa znalazła jednak alternatywną strategię – wojnę na wyniszczenie, opartą na przewadze demograficznej i przemysłowej. – Rosja ma podstawową przewagę nad Ukrainą. Ma ponad 140 milionów obywateli, a Ukraina ma ich około 40 milionów – mówi Artur Bartkiewicz. Problemem Ukrainy pozostają m.in. braki kadrowe i trudności z mobilizacją.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Zmasowany atak Rosjan na Kijów, są ofiary. Dymisja w Pentagonie

Rosja również ponosi ogromne straty, ale nadal dysponuje znaczącą bazą mobilizacyjną. Putin obawia się jednak kolejnej mobilizacji ze względu na możliwy wzrost niezadowolenia społecznego. Jednocześnie rosyjska gospodarka jest nastawiona na prowadzenie wojny, a Moskwa nadal ma możliwości produkowania pocisków i dronów. – Rosja ma czym atakować Ukrainę, a Ukraina coraz mniej ma czym się bronić – ocenia Bartkiewicz.

Dla Ukrainy kluczowa będzie zima

Szczególnie niepokojąca jest sytuacja ukraińskiej obrony powietrznej. Zapasy pocisków wykorzystywanych przez systemy Patriot i inne zachodnie zestawy są ograniczone, a zwiększenie produkcji wymaga czasu. Według Bartkiewicza właśnie dlatego zbliżająca się zima może być dla Ukrainy wyjątkowo trudna. Rosja może ponownie próbować uderzać w infrastrukturę energetyczną, licząc na to, że brak prądu i ogrzewania osłabi odporność ukraińskiego społeczeństwa.

Stawką dla Putina jest nie tylko zdobycie kolejnych terytoriów. Rosyjski przywódca potrzebuje zakończyć wojnę w sposób, który będzie mógł przedstawić jako zwycięstwo. – Władimir Putin musi teraz ograniczyć jakby straty. Musi wyjść z tej wojny, mówiąc Rosjanom, „wygrałem, osiągnąłem swój cel” – mówi Bartkiewicz. Tym celem ma być przede wszystkim zajęcie Donbasu oraz trwałe osłabienie Ukrainy.

Czytaj więcej

Rosja nasila działania hybrydowe. NATO: nie widzimy bezpośredniego zagrożenia

Dlaczego Putin tak bardzo obawia się porażki? Zdaniem Bartkiewicza chodzi o fundamenty jego władzy i rosyjskiego systemu politycznego. – On wie, że legitymacją jego władzy jest siła – podkreśla. Ewentualne wycofanie się z Ukrainy mogłoby zostać odebrane przez rosyjskie elity jako dowód słabości i stworzyć warunki do walki o władzę na Kremlu.

Zmiana przywódcy Rosji nie musi jednak oznaczać zmiany jej polityki wobec Zachodu. – Władimir Putin jest dzisiaj uosobieniem Rosji, jest oczywiście osobą obsadzaną w roli głównego złego na świecie i słusznie, tylko że w elicie rosyjskiej wydaje się, takich „Władimirów Putinów” jest więcej – mówi Bartkiewicz. Jego zdaniem w rosyjskich elitach brakuje obecnie silnego środowiska liberalnego, które proponowałoby zasadniczo inną drogę dla państwa.

Przeprowadzka stolicy za Ural?

W rozmowie pojawia się również temat ewentualnego przeniesienia rosyjskich instytucji rządowych za Ural. Ataki ukraińskich dronów coraz częściej docierają w okolice Moskwy, a Rosja rozwija relacje z Chinami i innymi państwami pozaeuropejskimi. Bartkiewicz zwraca uwagę, że trwałe przesunięcie centrum ciężkości Rosji na wschód byłoby także ważnym symbolem geopolitycznym. – Raczej musimy się szykować na konfrontację z tym blokiem chińsko-rosyjskim, oby nie militarną, oby nie gorącą, ale co najmniej gospodarczą, połączoną z walką o wpływy na świecie – mówi Artur Bartkiewicz.

Czytaj więcej

Ukraińcy mogą zmusić Rosję do przeniesienia stolicy na Syberię. Omsk zamiast Moskwy

Jesień i zima mogą być również okresem nasilonych rosyjskich działań hybrydowych wymierzonych w Zachód. Podpalenia, cyberataki, naruszanie przestrzeni powietrznej czy ograniczone prowokacje w państwach bałtyckich mają – zdaniem Bartkiewicza – przede wszystkim zwiększać poczucie zagrożenia w zachodnich społeczeństwach. – Rosja zapewne pokłada właśnie nadzieję w tym, że zamęczy tę Ukrainę, to znaczy ją zmrozi, zamęczy, pozbawi zasobów i zmusi do kapitulacji – mówi gość podcastu.

Czy Rosja zaatakuje NATO? Bartkiewicz nie przewiduje w najbliższym czasie pełnoskalowej konfrontacji militarnej. Zwraca jednak uwagę, że sytuacja może zmienić się w dalszej perspektywie, jeśli Rosja nadal będzie rozwijała gospodarkę wojenną, a państwa Zachodu po zakończeniu wojny na Ukrainie ograniczą wydatki na obronność. – NATO musi być na to gotowe, bo to, że dzisiaj jest to niemożliwe, nie znaczy, że nie będzie możliwe w perspektywie pięciu, dziesięciu lat – ocenia Bartkiewicz.