Chodzi o wyjątkowy pastel Stanisława Wyspiańskiego „Portret Ireny i Ludwika Solskich” z 1904 r. (wysokość 48 cm, szerokość 63 cm) o szacunkowej wartości 100 tys. zł. W bazie dzieł utraconych prowadzonej przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego widnieje adnotacja, że obiekt „nie” został odzyskany.

Sam fakt, że w tej bazie ciągle jest uwzględniony, pokazuje że ministerstwo nadal go szuka. I to pomimo tego, że właśnie sąd oddalił wniosek o stwierdzenie, że dzieło sztuki jest własnością Skarbu Państwa, a jego właścicielem jest nadal P.C. (nazwisko do wiadomości redakcji).

Nie wiadomo, kto wpisał, obraz do rejestru Ministerstwa Kultury

W poprzednim tygodniu przed Sądem Okręgowym w Warszawie zapadło prawomocne postanowienie o stwierdzeniu zasiedzenia przez P.C. pastelu Stanisława Wyspiańskiego „Portret Ireny i Ludwika Solskich”. Ludwik Solski był jednym z najwybitniejszych aktorów, reżyserów teatralnych, stał na czele teatrów w Krakowie i Warszawie, a Irena Solska była jego drugą żoną, aktorką i dyrektorką teatrów.  

P.C. posiada ten pastel od 1994 r., kiedy odziedziczył mieszkanie wraz z wyposażeniem po swojej ciotce. Mężem kobiety był znany warszawski chirurg, który kolekcjonował dzieła sztuki.

– Do 2019 r. P.C. pozostawał w przekonaniu, iż pastel nabył w drodze dziedziczenia, zwłaszcza że od czasu, jak tylko pamięta, obraz ten wisiał na ścianie mieszkania w centrum Warszawy. W 2019 r. obejrzał wspólnie z żoną program o polskich stratach wojennych dotyczących dzieł sztuki. Była w nim mowa m.in. o jego pastelu, który znajduje się na internetowej liście strat wojennych prowadzonej przez MKiDN. Pełni wiary w zaistniały błąd posiadacze dzieła Wyspiańskiego skontaktowali się z Ministerstwem i umówili się na spotkanie, na które przybyli z obrazem. Tam zostali poinformowani, iż zachodzą poważne wątpliwości co do własności tego dzieła sztuki. – Ostrzeżono ich także, że o jakichkolwiek próbach sprzedaży Ministerstwo i tak się dowie a wówczas skieruje sprawę do prokuratury – opowiada „Rzeczpospolitej” mecenas Maciej Obrębski, pełnomocnik właścicieli pasteli.  

Czytaj więcej

Pozew o wydanie obrazów z kolekcji Lubomirskich

Do dzisiaj nie jest jasne, kto wpisał pastelę autorstwa Wyspiańskiego do rejestru ministerstwa. Piotr Jędrzejowski, rzecznik prasowy MKiDN, wskazuje że informacje o obiektach wprowadzane do bazy pochodzą z zasobów archiwalnych i ogólnodostępnych publikacji, ale mogą także być przekazywane przez osoby prywatne, instytucje publiczne, związki wyznaniowe, urzędy.

Pełnomocnik P.C. zwrócił się w lutym 2020 r. do ministerstwa z wnioskiem o wykreślenie obiektu z rejestru, bo chciał obraz sprzedać, ale to spotkało się z odmową. Dlatego pełnomocnik P.C. wniósł do sądu wniosek o zasiedzenie obrazu.

Jakie były losy portretu małżeństwa Solskich

W ramach poszukiwania informacji o pastelu została przeprowadzona kwerenda. Z bazy ministerialnej wynikało, że właścicielami obrazu powinni być przedwojenny adwokat i notariusz, a także kolekcjoner sztuki Marian Kurman oraz Irena Solska-Grosserowa, druga żona Ludwika Solskiego. Badając pochodzenie dzieła, ustalono że do sierpnia 1944 r. znajdowało się w warszawskim mieszkaniu córki Solskich, Anny Sosnowskiej, ale podczas powstania przeniesione zostało przez Solską do gmachu szpitala Elżbietanek. – Dalsze losy nie są znane. Mariusz Klarecki w opracowaniu „Zrabowana Warszawa” wskazał, że obraz zaginął w powstaniu warszawskim – opisuje mecenas Obrębski.

Potwierdziła to w czasie procesu Irena Bal, biegła sądowa w zakresie historii sztuki, która stwierdziła, że losy obrazu obejmujące lata 1944-1980 są nie do odtworzenia. – Lekarz Stefan Łukasik prawdopodobnie otrzymał go w darowiźnie lub nabył w latach 50. XX w. Niemniej, dowody na posiadanie przez niego pracy Wyspiańskiego dotyczą dopiero 1980 r., kiedy państwo Łukasik chcieli podarować go P.C. i jego żonie jako prezent ślubny. Ci odmówili, albowiem nie mieli warunków lokalowych, aby taki obraz przechowywać – opisuje adwokat.

Sprawa była dwukrotnie rozpoznawana przez Sąd Rejonowy w Pruszkowie i dwukrotnie przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Pierwotnie uczestnikiem postępowania był tylko kurator spadku Mariana Kurmana.

Wkracza resort kultury i twierdzi, że dzieło należy do Skarbu Państwa

Sąd Rejonowy w Pruszkowie, Wydział Cywilny, w marcu 2023 r. stwierdził zasiedzenie na rzecz P.C. Ale już po ogłoszeniu tego postanowienia, do sprawy zgłosił się Skarb Państwa, czyli pełnomocnik Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który wniósł apelację. Swój interes prawny wywodził z twierdzenia „o nabyciu tego obiektu jako rzeczy opuszczonej po II wojnie światowej”. Pełnomocnik ówczesnego ministra kultury Piotra Glińskiego powoływał się na umieszczenie tego obiektu w ministerialnej bazie dzieł utraconych w czasie II wojny światowej. Andrzej Drozd stwierdził wręcz, że obraz przeszedł na własność Skarbu Państwa.

Czytaj więcej

Urzędnicy aresztowali buławę hetmana Branickiego. Od trzech lat leży w magazynie

– Uczestnik tego postępowania – zwraca uwagę mecenas Obrębski – czynił wszystko, aby zapobiec zasiedzeniu pastelu przez jego klienta. – W formułowanych przez siebie zarzutach kwestionował nawet autentyczność papieru znajdującego się z tyłu ramy obrazu, twierdząc, że klient zdejmował go i tym samym musiał widzieć nalepki własnościowe, a w konsekwencji nie pozostawał w dobrej wierze – dodaje.

Za pierwszym razem Sąd Okręgowy uchylił wyrok do ponownego rozpoznania, wskazując na konieczność potwierdzenia atrybucji tego obrazu, a także uzupełnienia dowodów „w zakresie dobrej wiary wnioskodawcy”. Uwagę zwracają odmienne wyroki sądów, bowiem po ponownym rozpoznaniu Sąd Rejonowy w Pruszkowie oddalił wniosek o zasiedzenie, wskazując, że wnioskodawca, obejmując obraz w posiadanie w 1994 r. powinien zweryfikować jego pochodzenie, „bowiem mógł on pochodzić z przestępstwa”. Wskazał też na wojenne i powojenne grabieże dzieł sztuki.

Mec. Obrębski: absurdalne, aby każdy posiadacz dzieła sztuki badał jego pochodzenie

Pełnomocnik P.C. wniósł apelację, a Sąd Okręgowy właśnie zmienił postanowienie, stwierdzając zasiedzenie. Sąd wskazał m.in., iż inna była świadomość w zakresie proweniencji dzieł sztuki w latach 90. XX wieku niż obecnie, co wynikało chociażby z braku internetu i powszechnej dostępności informacji. Zwrócił też uwagę, że pastel Wyspiańskiego nie mógł stanowić majątku opuszczonego, jak twierdził Skarb Państwa, albowiem są informacje, że Irena Solska poszukiwała go po wojnie i aby to stwierdzić pełnomocnik ministra musiałby wszcząć odrębne postępowanie sądowe celem ustalenia porzucenia rzeczy, czego nie uczynił.

Nie można wymagać, aby posiadacz przez cały czas posiadania podejmował działania zmierzające do upewnienia się, czy jest właścicielem rzeczy posiadanej

Mec. Maciej Obrębski

– Skarb Państwa zapominał w tej sprawie o istotnej kwestii, która nie budzi wątpliwości w orzecznictwie sądów. Mianowicie, jeżeli posiadacz dowiedział się o innej niż przyjmowano pierwotnie proweniencji obiektu już po upływie tego trzyletniego okresu, to sytuacja ta nie ma znaczenia dla zasiedzenia prawa własności. Tymczasem ministerstwo nieustannie dążyło chociażby do pośredniego wywiedzenia złej wiary P.C. z faktu, iż uzyskał nowe informacje w 2019 r., a więc po 22 latach od skutecznego upływu terminu zasiedzenia – komentuje mecenas Maciej Obrębski.

– Nadto, nie można wymagać, aby posiadacz przez cały czas posiadania podejmował działania zmierzające do upewnienia się, czy jest właścicielem rzeczy posiadanej – dodaje Obrębski. Jego zdaniem kuriozalne jest oczekiwanie ze strony Skarbu Państwa, aby każdy posiadacz dzieła sztuki badał jego proweniencję w każdym przypadku.

Rzecznik MKiDN wskazuje jednak, że „nie każde dzieło sztuki lub inne dobro kultury, które zostało odnotowane w bazie strat wojennych resortu, automatycznie stanowi własność Skarbu Państwa”. – Istnieje jednak takie ryzyko, z którym nabywca dzieła lub jego posiadacz musi się liczyć. Nie ma on także przymusu sprawdzenia proweniencji, jednak brak zachowania staranności pod tym kątem przy nabywaniu dzieła może skutkować tym, iż prawa własności nie nabędzie w sposób skuteczny. Kwestie te regulują powszechnie obowiązujące przepisy kodeksu cywilnego – tłumaczy „Rzeczpospolitej” Piotr Jędrzejowski.

Ministerialna baza strat bez jasnej podstawy prawnej

Przy okazji sporu o dzieło Stanisława Wyspiańskiego wyszło na jaw, na jak miałkich prawnie przesłankach odbywa się restytucja prowadzona przez urzędników Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.  

– Baza strat to po prostu strona internetowa prowadzona przez MKiDN, ale co do której nie ma jasnych zasad wpisu. Jej prowadzenie powierzone jest pracownikowi ministerstwa, a o wpisaniu, czy wykreśleniu nie rozstrzyga się decyzją. Ministerstwo twierdzi, że jest to tylko zbiór informacji. Jednocześnie nie zważa, jak daleko idące mogą być konsekwencje błędnych wpisów na tej stronie. Powinien istnieć tryb wpisywania i wykreślania obiektów z możliwością zaskarżania rozstrzygnięć w tym zakresie. Niedopuszczalne jest, aby odbywało się to tak arbitralnie – uważa mecenas Obrębski.  

Prawnik ma rację, bo resort kultury zbiera i opracowuje informacje o dobrach kultury uznawanych za utracone w czasie II wojny światowej w formie informatycznej bazy danych, którą tylko umownie określa się jako „bazę strat wojennych”. Piotr Jędrzejowski przyznaje, że nie jest to rejestr urzędowy. – Nie pełni roli rejestru dzieł sztuki o uregulowanym lub nieuregulowanym statusie własnościowym – opowiada „Rzeczpospolitej”.

Rzecznik ministerstwa zwraca jednak uwagę, że baza strat wojennych może pomóc osobom zainteresowanym nabywaniem zabytkowych dzieł sztuki w uniknięciu związanego z tym ryzyka. – Dostęp do internetowego katalogu strat wojennych jest otwarty. Jeśli chodzi o informacje zebrane w samej bazie strat wojennych, to każda zainteresowana osoba może zwrócić się do Wydziału ds. Restytucji Dóbr Kultury Departamentu Dziedzictwa Kulturowego MKiDN z zapytaniem o informacje na temat konkretnego obiektu – tłumaczy nam.  

Co istotne, nawet prawomocny wyrok nie spowodował, że dzieło to zostało wykreślone z ministerialnego rejestru. Mecenas Obrębski dopiero ma zamiar złożyć stosowny wniosek do MKiDN o wykreślenie pastelu z rejestru.

– Orzeczenie sądowe stwierdzające, że aktualny posiadacz zrabowanego dzieła nabył skutecznie jego własność i zachował przy tym odpowiednią staranność, przez co nie miał podstaw podejrzewać, że dzieło pochodzi z rabunku, nie zmienia faktu, iż obiekt ten został utracony wskutek wojny i że z rabunku faktycznie pochodzi – zwraca jednak uwagę Piotr Jędrzejowski.

Czytaj więcej

Krajowy rejestr utraconych dóbr kultury. Spis, którego nie ma

Zdaniem rzecznika Jędrzejowskiego orzeczenie to pokazuje, „jak zindywidualizowane są podobne sprawy i jak wiele zależy od indywidualnego rozumienia materiału dowodowego przez sąd”. – Z całą pewnością nie można mówić w tym wypadku, aby powyższe orzeczenie miało walor precedensu – mówi.

Dodaje, że Ministerstwo wystąpiło już z wnioskiem o doręczenie orzeczenia sądu drugiej instancji z pisemnym uzasadnieniem, co jest zapowiedzią złożenia skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego. – Sprawa zapewne będzie miała ciąg dalszy, a jej wynik nie jest przesądzony– dodaje Piotr Jędrzejowski.

Chociaż jasne jest, że rejestr dzieł utraconych w czasie II wojny światowej nie ma umocowania prawnego, Ministerstwo się nim nadal posługuje i powołuje na znajdujące się w nim wpisy. W latach 2018-2025 istniał wprawdzie zupełnie odrębny Krajowy Rejestr Utraconych Dóbr Kultury (KRUDK), ale nie znalazł się w nim żaden wpis. Rejestr okazał się martwy. Pisaliśmy o tym w „Rzeczpospolitej”. Istnieje także Krajowy wykaz zabytków skradzionych lub wywiezionych za granicę niezgodnie z prawem, ale gromadzi on informacje o kradzieżach zabytków od lat 70. XX wieku.