W „Rzeczpospolitej” ukazał się porażający materiał na temat ks. Eugeniusza Surgenta, który przez kilkadziesiąt lat molestował chłopców. Wiedzieli o tym SB, jego przełożeni i kard. Karol Wojtyła.

Jest to tekst bardzo smutny, bo dotyczy krzywdzenia młodych chłopców przez duchownego, który wędrował przez cztery diecezje – w tym moją rodzinną diecezję krakowską. Przełożeni wiedzieli o jego czynach i nie zatrzymali go. Gdyby została przeprowadzona lustracja, to tego typu przypadki zostałyby wyłapane. Kościół chciał zadeptać tę sprawę i zataić informację, dlaczego niektórzy księża współpracowali z SB. A przyczyną tego były skandale obyczajowe – w tym pedofilia i molestowanie młodych ludzi. Obecny skandal jest na własne życzenie Kościoła, który zaniechał wyjaśnienia sprawy, więc świeccy dziennikarze podjęli temat.

Czytaj więcej

Papież zmienia skład komisji ds. pedofilii

O sprawie wiedział Karol Wojtyła, który dotychczas przedstawiany był jako duchowny bez skazy. Reagował wtedy właściwie?

Pokazany w artykule sposób reakcji dominował w całym ówczesnym Episkopacie. To nie jest tylko kwestia Karola Wojtyły. Jest to dla nas szczególnie bolesne, bo jest to późniejszy papież i święty Kościoła katolickiego. W tekście wymieniono też postać pomocniczego biskupa krakowskiego Jana Pietraszki, którego znałem osobiście. Był to człowiek o niesłychanych wartościach, niedawno rozpoczął się nawet proces beatyfikacji jego osoby. Teraz trzeba będzie to wszystko na nowo zweryfikować. Zaskakujący jest teraz brak reakcji archidiecezji krakowskiej, jakby ta sprawa w ogóle nie istniała. Strategia Kościoła polega niestety na tym, żeby milczeć, aż sprawa ucichnie. Tego typu bomby będą wybuchać i milczenie nic nie da.

Czytaj więcej

Tomasz Krzyżak: Raport komisji ds. pedofilii - dokument widmo

Kościół w Polsce próbuje zamilczeć przypadki pedofilii?

Tak, statystyczny katolik słyszy o pedofilii w Kościele w momencie, gdy przeczyta o nich u świeckich dziennikarzy. Kościół nie podejmuje żadnych działań w tym zakresie. Wybuchały już wcześniej skandale w Kościele, jak w przypadku abp. Juliusza Paetza. Minęło 20 lat od publikacji „Rzeczpospolitej” na ten temat i Kościół nadal nie chce tego wyjaśnić. Obiecał to metropolita poznański Stanisław Gądecki, który powiedział – po śmierci Paetza – że wyjaśni tę sprawę, i nie dotrzymał słowa. Jego zastępca arcybiskup krakowski Marek Jędraszewski brał czynny udział w tuszowaniu tej sprawy i nadal pełni swoją funkcję. Dwie najważniejsze osoby w Episkopacie Polski są winne tuszowania sprawy Paetza. Takich historii jest wiele, np. sprawa nuncjusza papieskiego Józefa Wesołowskiego. Odpowiedź Kościoła możemy przeczytać w liście metropolity Marka Jędraszewskiego z okazji adwentu, który można streścić w następujący sposób: „Kościół jest oblężoną twierdzą, należy się bronić – jesteśmy atakowani”. Po raz kolejny zamykamy się w twierdzy i nie chcemy wyjaśnić tych spraw swoim wiernym. Zamiast tego stwierdzamy, że Kościół jest atakowany przez tajemne siły, to droga donikąd.

Jakie będą konsekwencje?

Konsekwencje uderzą przede wszystkim w szeregowych księży. Oni będą zbierać baty od społeczeństwa, bo to oni mają bezpośredni kontakt z wiernymi. Lekcje religii i inne praktyki religijne będą systematycznie opuszczane. Zwykli księża będą spotykać się z niechęcią ludzi. A ci, którzy ponoszą winę za te sprawy, zamkną się w kuriach biskupich i pałacach – żyjąc sobie spokojnie. Nastąpił ogromny rozdźwięk między władzą kościelną i zwykłymi księżmi. Powinniśmy zrobić tak jak biskupi we Francji i oddać sprawy o molestowanie ludziom świeckim, którzy w sposób niezależny wyjaśniliby wszystkie przypadki. Przecież sprawa Judasza i zaparcia się Chrystusa przez św. Piotra została uczciwie opisana przez ewangelistów – nikt tu niczego nie tuszował. Najważniejsze osoby z polskiego Episkopatu są współodpowiedzialne za przypadki pedofilii. Dlatego nie wierzę, żeby instytucja mogła się sama oczyścić. Chyba że doszłoby do odwołania części Episkopatu, ale na to się nie zanosi.

współpraca Karol Ikonowicz