Jak pan ocenia pierwszy rok funkcjonowania przepisów dotyczących zgłoszeń zewnętrznych?
Myślę, że był to dla instytucji publicznych, podmiotów prywatnych, ale także dla samych potencjalnych sygnalistów okres rozpoznawania, czym te przepisy będą w praktyce. Jeśli chodzi o liczbę zgłoszeń zewnętrznych kierowanych do rzecznika praw obywatelskich, obserwowaliśmy przez cały rok ich dość stabilny poziom.
Pod koniec roku zmieniały się jednak proporcje. Coraz większą część wpływu stanowiły zgłoszenia faktycznie spełniające kryteria ustawy i dyrektywy, czyli pochodzące od osób informujących o nieprawidłowościach w kontekście związanym z pracą oraz dotyczące dziedzin wskazanych w przepisach.
Czytaj więcej
Dzień wolny za święto, które przypada w niedzielę? O takiej treści petycję do Sejmu złożyła Funda...
A jak wygląda to liczbowo?
Jeśli chodzi o dane liczbowe: łącznie kanałami poświęconymi sygnalistom wpłynęło do rzecznika 690 spraw. Spośród nich ponad 220 zostało zakwalifikowanych przez nasz zespół jako zgłoszenia zewnętrzne w rozumieniu ustawy o ochronie sygnalistów i były tak procedowane.
To niewiele.
Na tym etapie trudno jednoznacznie ocenić. Doświadczenia innych państw pokazują, że liczba zgłoszeń zazwyczaj rośnie z roku na rok. Zobaczymy więc, jak sytuacja będzie wyglądała po kolejnych 12 miesiącach funkcjonowania przepisów. Nasze liczby nie odbiegają też znacząco od początkowego okresu wdrażania tych regulacji w innych krajach. Warto też zwrócić uwagę, że choć temat był obecny w mediach, to nie towarzyszyła mu szeroka, ukierunkowana kampania informacyjna skierowana bezpośrednio do pracowników. Stąd ta liczba zgłoszeń mogła być mniejsza niż początkowo zakładano.