To odpowiedź na nagminne nadużywanie prawa do dozwolonego użytku i cytatu.

Interes mediów

– Prawo autorskie nie do końca jest dostosowane do tego, jak funkcjonują nowe media. Z przykrością wciąż obserwujemy pasożytnictwo treści, które ogranicza zakres działania redakcji prasowych – mówił Maciej Hoffman, dyrektor Izby Wydawców Prasy (IWP). Jak tłumaczy Jan Rurański, prezes spółki Repropol, które w imieniu wydawców sprzedaje licencje na korzystanie z ich treści, najczęściej spotykane nadużycia to nielegalne udostępnianie w internecie całych elektronicznych wydań prasy, zamieszczanie w portalach całych materiałów z gazet albo ich streszczenia. Problemem są też zbyt obszerne cytaty, regularne powoływanie się na treści z archiwów wydawców i niepodawanie linków do cytowanych artykułów.

– Przepisy dotyczące dozwolonego użytku coraz częściej traktuje się rozszczelniająco, choć prawo autorskie wyraźnie wskazuje, że podlegają ograniczeniom. Zgodnie z jego art. 35 takie korzystanie nie może godzić w interesy twórców – mówił Jacek Wojtaś, prawnik IWP. Tymczasem godzi, bo gdy czytelnik zaspokoi ciekawość samym streszczeniem, już na stronę wydawcy nie zajrzy, pozbawiając go tym samym ruchu w witrynie i wpływów z reklam.

– Problemem jest też art. 25 mówiący o tym, że wolno rozpowszechniać artykuły prasowe, gdy nie jest to wyraźnie zabronione, w związku z tym trwają dyskusje, co to znaczy „wyraźnie". Spory rodzą ramy cytatu oraz monitoring mediów. Do przeglądów kopiuje się całe artykuły prasowe w ponad 80 proc. przypadków bez wiedzy i zgody wydawców – wyliczał.

Regulamin ze znakami

Żeby było jasne, jak powinno wyglądać korzystanie z materiałów z gazet w innych mediach, IWP zatwierdziła regulamin korzystania z treści prasowych. Od dziś stosują go „Rzeczpospolita", „Parkiet", „Puls Biznesu", „Tygodnik Powszechny", PAP i dzienniki regionalne Polskapresse. Podaje on m.in., jak obszerny może być cytat. Pod tekstami autorskimi od dziś ukazują się też dwa znaczki  i . Ten drugi wskazuje, że przedrukowanie materiału wymaga uiszczenia opłaty.

– To pierwszy krok do tworzenia lepszych obyczajów w   korzystaniu z materiałów wydawców. Być może zainspiruje sądy do odniesienia się do niego podczas rozstrzygania sporów – komentowała prawnik Sybilla Kloc-Stanisławska.