Sprawa niechętnych sobie mieszkańców tego samego budynku trafiła do sądu po tym, jak mężczyzna „z dołu” miał już dość spadających na jego balkon przedmiotów, m.in. zabawek i noża do tapet, należących do sąsiadki „z góry”. Spór eskalował po tym, jak zaczął on przekazywać znaleziska do zarządu wspólnoty. Między mieszkańcami doszło do sprzeczki po tym, jak kilkukrotnie poproszony mężczyzna nie chciał oddać piłki, która trafiła na jego teren. Kiedy oskarżył on współmieszkankę o zniesławienie, ta również wystąpiła z oskarżeniem – z analogicznym zarzutem. Ich sprawa trafiła na wokandę.
Konflikt sąsiedzki. Mieszkańcy wzajemnie oskarżyli się o zniesławienie
Rozpatrując ją Sąd Rejonowy w Kłodzku uznał, że zniesławienia dopuściła się sąsiadka, „napadając” słownie na swojego oponenta. Postępowanie w tej sprawie jednak warunkowo umorzono. Z takim rozstrzygnięciem nie zgodził się pełnomocnik kobiety przekonując sąd odwoławczy, że jego klientka nie zarzuciła sąsiadowi kradzieży jakiegokolwiek przedmiotu. Przeciwnie, to on – jak miałoby wynikać z nagrania audio ze zdarzenia – miał pomówić kobietę zarzucając jej, jakoby w trakcie kłótni była pod wpływem alkoholu. Tych wątpliwości nie podzielił jednak Sąd Okręgowy w Świdnicy, podtrzymując w dużej mierze nieprawomocny wyrok w tej sprawie.
SO wziął pod uwagę, że swoimi działaniami kobieta od dłuższego czasu niepokoiła sąsiadów i zakłócała ich spokój.
- Wobec niemożności porozumienia się z oskarżoną oskarżyciel podjął racjonalną decyzję, by spadające przedmioty przekazywać zarządowi wspólnoty mieszkaniowej, czego nie można w żadnej mierze utożsamiać z ich kradzieżą – wskazał sąd okręgowy.
Czytaj więcej
Drzewa rosnące przy granicy działki bardzo często bywają przyczyną sąsiedzkich sporów, zwłaszcza jeśli ich gałęzie przechodzą na drugą posesję. Jeś...
Sąd: wypowiedź nie była żartobliwa ani dowcipna
Słowne potyczki – podobnie jak SR – sąd okręgowy uznał zaś za zniesławiające sąsiada. - Wszak wypowiedź ta (wygłoszona publicznie) nie miała charakteru np. żartobliwego, dowcipnego, błahego; stron też nie łączyły relacje towarzyskie, tj. takie, w świetle których ową wypowiedź można by potraktować za nic nie znaczącą – uzasadnił sąd. I uznał, że krytyczne słowa padły w celu obrażenia i poniżenia drugiej osoby, a także przedstawienia jej opinii publicznej w złym świetle. Sąd nie dopatrzył się podobnego działania z drugiej strony.
I nie dał wiary twierdzeniu, jakoby wezwanie policji przez kobietę miało świadczyć o tym, że feralnego dnia została ona sprowokowana. A tym samym, że to nie ona dopuściła się zniewagi i nie ona zainicjowała cały konflikt.
Wyrok jest prawomocny.
Sygn. akt: IV Ka 614/24