Gospodarowanie lekami w szpitalach oraz funkcjonowanie w nich aptek i działów farmacji nie zapewnia pacjentom bezpiecznego leczenia – stwierdzają kontrolerzy Najwyższej Izby Kontroli w raporcie z kontroli funkcjonowania aptek szpitalnych i działów farmacji szpitalnej w latach 2015–2017, do którego dotarła „Rzeczpospolita".

Szpitale nie wywiązywały się ze swoich obowiązków, zarówno jeśli chodzi o wyposażenie aptek, jak i obrót lekami. W skrajnych przypadkach zaniedbania mogły zagrażać zdrowiu i życiu pacjentów. W jednym z 24 kontrolowanych szpitali służąca do ratowania życia adrenalina była przeterminowana o ponad półtora roku. Na oddziałach przechowywano też inne leki przeterminowane, a także o nieustalonym pochodzeniu.

Żadna z 24 lecznic, w tym 11 ośrodków klinicznych i 13, dla których organem prowadzącym są samorządy, w województwach dolnośląskim, lubelskim, mazowieckim, małopolskim, podlaskim i wielkopolskim, nie zapewniała bezpieczeństwa farmakoterapii we wszystkich kontrolowanych obszarach. Najbardziej kłopotliwy okazał się obrót lekami wydawanymi ze szpitalnej apteki. W wielu przypadkach były one trudne do zidentyfikowania, bo farmaceuci lub personel szpitalny wyjmował je z opakowań lub przycinał blister w miejscu pozwalającym na odczytanie nazwy lub sprawdzenie daty przydatności do spożycia. Nie oznaczał też daty otwarcia fiolki czy uszkadzał opakowanie tak, że nie dało się stwierdzić, czy lek można podać pacjentowi.

W 58 proc. szpitali leki przechowywano nieprawidłowo – w apteczkach oddziałowych znajdowały się środki przeterminowane lub o nieustalonym pochodzeniu, a uznawane za niebezpieczne środki odurzające i psychotropowe nie były zabezpieczone przed dostępem osób nieuprawnionych. Zdarzało się, że leki przechowywano ze środkami do dezynfekcji i z produktami spożywczymi.

W niemal co drugiej placówce adrenalina wchodząca w skład zestawów przeciwwstrząsowych była z nich wyjmowana i przetrzymywana w lodówkach. Personel chciał w ten sposób przedłużyć termin jej przydatności. Takie zdekompletowanie zestawów przeciwwstrząsowych mogło opóźniać udzielenie pomocy w razie wystąpienia wstrząsu o gwałtownym przebiegu. Zamiast bowiem natychmiast przystąpić do ratowania życia, personel medyczny musiał wyjąć adrenalinę z lodówki.

Kłopot sprawiało szpitalom także powiadamianie Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych o wystąpieniu niepożądanych działań leków. Jeden z nich zgłosił ciężkie niepożądane działanie leku u pacjenta dopiero w trakcie kontroli NIK, czyli po upływie 107 dni, a nie, jak przewidziano w przepisach, w ciągu 15 dni. Druga placówka w ogóle nie powiadomiła o niepożądanych działaniach leku stosowanego w leczeniu białaczki limfoblastycznej u dzieci.

NIK zwraca uwagę także na problemy lokalowe – pomieszczenia ponad połowy aptek nie spełniały wymogów technicznych. W części przypadków chodziło o brak odrębnych wejść dla dostawców i personelu czy łatwo zmywalnych podestów. Zdarzało się jednak, że medykamenty przechowywano w pomieszczeniach zawilgoconych i zaniedbanych.

Kontrolerzy stwierdzili także, że szpitalni farmaceuci niewłaściwie postępowali z lekami wycofanymi z obrotu przez inspekcję farmaceutyczną. Na szczęście na zawiadomienie o zagrożeniu życia i zdrowia pacjentów dyrektorzy lecznic reagowali błyskawicznie, likwidując potencjalne zagrożenia. ©?