Kilkadziesiąt tysięcy pracowników uczelni zostanie bez nowych przywilejów, bo Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego niezgodnie z kodeksem pracy interpretuje ustawę o szkolnictwie wyższym.
Takie jest zdanie NSZZ „Solidarność", która od ponad roku próbuje namówić resort do zawarcia ponadzakładowego układu zbiorowego dla pracowników uczelni publicznych. Związkowcy chcą, aby w tym dokumencie poza regulacjami dotyczącymi wynagrodzeń znalazły się również inne przywileje, związane np. z czasem pracy.
Korzystne zmiany
– Zależy nam na tym, by uregulować dzienny i tygodniowy czas pracy nauczycieli akademickich. Obecnie zdarza się, że uczelnia tak organizuje zajęcia, że pracownik dydaktyczny spędza w pracy po 10–12 godzin dziennie – tłumaczy Paweł Sobotko, członek Prezydium Krajowej Sekcji Nauki NSZZ „S".
– Chcielibyśmy, by w układzie znalazły się także regulacje co do wyższego wynagrodzenia za nadgodziny czy ograniczenie rocznej liczby godzin zajęć dydaktycznych z 240 określonych w ustawie do 210.
83 tys. nauczycieli akademickich jest zatrudnionych obecnie w 132 uczelniach publicznych
Związkowcy powołują się na art. 240 kodeksu pracy, w myśl którego układ zbiorowy pracy określa warunki, jakim powinna odpowiadać treść stosunku pracy, ale także inne kwestie, nieuregulowane w przepisach prawa pracy w sposób bezwzględnie obowiązujący.
Tymczasem z informacji, którą otrzymaliśmy z MNiSW, wynika, że o zakresie przedmiotowym ponadzakładowego układu zbiorowego pracy decyduje art. 152 ust. 2 prawa o szkolnictwie wyższym. Przepis ten odwołuje się wyłącznie do art. 151 ust. 1, co oznacza, że w układzie mogą się znaleźć tylko zapisy dotyczące wynagradzania. Brak podstaw do rozszerzenia zakresu układu o inne zagadnienia.
Zdaniem resortu nauki stanowisko to potwierdził minister pracy i polityki społecznej w piśmie z 24 maja tego roku. Władysław Kosiniak-Kamysz zastrzegł w nim jednak, że ze względu na wątpliwości co do konstytucyjności przepisów warto rozważyć ich nowelizację.
Nie ma przeszkód
– Formalnie nie ma żadnych przeszkód, by taki układ zbiorowy pracy obejmował również kwestie pozapłacowe – tłumaczy Krzysztof Walczak z kancelarii Orłowski, Patulski, Walczak. – W przepisach brak jednak podstaw, by zmusić resort do negocjacji. Jeśli MNiSW utrzyma swoją interpretację przepisów, związkowcom nie pozostanie nic innego, jak skierować sprawę do Trybunału Konstytucyjnego i czekać na jego rozstrzygnięcie. A to może zająć nawet kilka lat.
– Dużo wskazuje, że nie będziemy mieli wyjścia, bo sprawa utknęła w miejscu – dodaje Sobotko.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora, m.rzemek@rp.pl